Dużo za wcześnie

KLIK TU POSŁUCHAJ

Wiosna

Wiatr przesuwa chmury poza zasięg wzroku
Jakaś siła wpycha je z powrotem
Siła, która neurotycznie przesuwa rzeczy
Jak wdowa z różańcem

I wszystko budzi grozę i nie chce pochwały
Góry nie potrzebują moich psalmów
A wiosna i tak źle wygląda ostatnio
Jakby ktoś próbował rozgrzać śmierć

I kogut liliput puszy się jak wariat
Czekając na światło dnia
A ja tylko chciałbym się z tobą kochać

Bez troski na umyśle
Żadnej troski, żadnej w głowie
Żadnej troski, żadnej w głowie
Kogo obchodzi co jest moją własnością?
Żadnej troski, żadnej w głowie

Nazywamy to wiosną, chociaż tyle umiera*
Połączone z ziemią, jak odcięta ręka
A ja patrzę na nasz dom na wzgórzu, jest czysty błękitny poranek
Kiedy wychodzę, oczy wciąż jeszcze kształtują
Drzwi, przez które przechodzę i widzę
Prawdziwa wiosna jest w tobie
Prawdziwa wiosna jest w tobie

Moje wielkie światy zderzają się
I wielkie światy umysłu zderzają się
A pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie

A ja tylko chciałbym
A ja tylko chciałbym się z tobą kochać
W żyznym błocie, w żyznym błocie
Bez troski na umyśle
Żadnej troski, żadnej w głowie


Bill Calllahan "Wiosna"
Tłumaczenie moje



* W grudniu, w ogrodzie botanicznym, rabata pt. "Gatunki zagrożone wymarciem".
Ja: Odczytuję na głos nazwę za nazwą
M.: Brzmi jak apel poległych.




Wyobraźcie sobie, pierwiosnek też tam był, na tym apelu... W czasach mojego dzieciństwa zbieraliśmy je, wiklina nad rzeką była podszyta całymi połaciami. Teraz wiklinę właściciele wycięli i na tym miejscu uprawiają małe poletka ziemniaków. Cóż... Za to kruków się namnożyło.

Jakie słowa mi się podobają na 2017...



... takie sobie wyhaftowałam, cekinami, na kawałku starego aksamitu ze sklepu indyskiego. Mandala już była.

Nie, że nie mam co robić, przeciwnie, robić mam co za dużo, trzy rzeczy na raz powinny być robione i wtedy bym była spokojna.

Ale.

Haftowałam po angielsku, bo nie znalazłam odpowiednika słowa "thrive" w języku polskim. Jeśli ktoś zna, to bardzo poproszę.
Z moich informacji wynika, że "thrive", znaczy coś jakby "prosperować", ale o żywym organizmie; to coś więcej niż "rosnąć" i niekoniecznie "rozkwitać" (chociaż w ramach pojęcia mieści się i to). To jest wyjście poza samo przetrwanie i czepianie się życia pazurami, w stronę bycia ukochanym dzieckiem Wszechświata, najlepiej odżywioną i wychuchaną wersją siebie, mającą pod dostatkiem wszystkiego, co potrzebne do życia, wzrostu, rozwoju, rozkwitu, owocowania. W tym pachnienia, rzecz jasna, też :)

"Truth" - "prawda" - ekscytuje mnie nawet bardziej, dlatego litery tego słowa umieściłam na dole, jak korzenie. Nie kłamać przede wszystkim samej sobie. Albo przynajmniej rozpoznawać, kiedy się kłamie.



Pegasus

Moja dusza była starym koniem
Wystawionym na sprzedaż na dwudziestu targach.
Chciałem go sprzedać do Kościoła -- kupcami
Byli mali ludzie, z obawą, że się nosi niezwyczajnie.
Jeden powiedział: "Niech zostanie
Na wietrze i deszczu, o głodzie
W grzechu, tak go dostaniemy --
Z klapkami na oczy w gratisie -- za nic".

Potem mężowie Stanu spojrzeli
Co przywiodłem na sprzedaż
Jeden z ministrów był ciekaw czy
Inne końskie ciało pasowałoby do ogona
Który zatrzymał z sentymentu --
Pamiątka po własnej duszy --
Rzekł, "Będę go wypasać w zamian za robociznę".
Pożyczyłem go na tydzień lub dłużej
I wrócił, jak opłotek z kości,
Wygłodniały, spracowany, w rozpaczy.
Odkarmiłem go przydrożną trawą
Żeby nabrał formy przed kolejnym targiem.

Obniżyłem cenę. Postawiłem tam, gdzie
Stoją konie kulawe i z zadyszką.
Garbaty kupiec orzekł, że może
Mógłby posłużyć na wsi jeszcze sezon --
Lecz nie dla niego dobrze płatna robota w miasteczku.
Mógłby coś przy nim podłubać, oczywiście.
Błagałem, "Tak, daj mi jakąś cenę,
Dusza jest tragedią biednego człowieka.
Pociągnie Twój najbardziej zagnojony wóz", mówiłem
Pokaże skróty na Mszę,
Nauczy cię o pogodzie, wieczorami będzie zbierał
Złe długi z trawy biedaka".
Ale oni nie.

Tam gdzie
Kłócą się podróżni partacze poszedłem w dół
Z koniem, moją duszą.
Płakałem, "Kto mi da choć pół korony?"
Od hałaśliwych targów
Nikt się nie odwrócił. "Duszo", modliłem się
Jak sokół rzucałem się z tobą w świat
Kościoła i Stanu, i najpodlejszego handlu.
Lecz tego wieczoru, stój,
To się już nie powtórzy.
Na południowych ścianach rowów
Są pastwiska słońca.
Koniec z kramarzeniem w świecie..."


Gdy tylko wyrzekłem te słowa wyrosły mu
Skrzydła na grzbiecie. Teraz mogę go ujeżdżać
Na każdej ziemi znanej wyobraźni.

by Patrick Kavanagh
tłumaczenie moje
 

Dokonuje czynów, nawet gdy

"Dlaczego tak pięknie rozpoczęta opowieść kończy się tak smutno? Odpowiedź na to pytanie widać już w początkowych fragmentach tej baśni. Nasz dzielny mężczyzna bohatersko broni swojego narodu, broni również swojej kobiety, jednakże nie przykłada zbyt dużej wagi do zrozumienia jej świata. Brak związku z kobiecymi sprawami powoduje, że jego wewnętrzna kobiecość pozostaje nierozwinięta i chaotyczna. Ponieważ cały czas jest bohaterem, jego anima, tzn. jego uczucia do samego siebie - zdradza go. Zaczyna się interesować kapitanem, cieniem bohatera, ponieważ on sam interesuje się jedynie bronieniem innych i niesieniem im opieki. Osoba bardzo mocno związana z działaniem i dokonywaniem różnych czynów, nieświadomie identyfikuje się z rolami kulturowymi i dokonuje przez to zdrady samej siebie, ponieważ całościowa, pełna osobowość składa się, oprócz ojcowskiego heroizmu, również z wielu innych części. Inaczej mówiąc nasz bohater jest po prostu zbyt heroiczny. Dokonuje czynów, nawet gdy nie wypływają one z jego uczuć lub gdy nie ma do tego wystarczającej energii.

Tak jak inne teorie ciała subtelnego powstałe w różnych częściach świata, nasza baśń zawiera informację, że energia śniącego ciała ma dwa aspekty. Nazywamy je "działaniem" i "byciem". Proces życiowy zależy w pewnej mierze od umiejętności kierowania nimi. Zadaniem bohatera jest wykorzenienie przymusu "działania", wtedy ciało dokona reszty.

Gdy przebudzony zostanie nowy rodzaj energii, efekty jej działania są prawie niewyobrażalne. Są one zjawiskami związanymi z introwersją, wewnętrzną koncentracją i medytacją, które należą do samotnego królestwa, gdzie jednostka konfrontuje się z życiowym procesem takim, jaki jest (samym w sobie).".

Arnold Mindell "Rola ciała w odkrywaniu Jaźni"

Załóżmy, że chcesz coś zrobić

"Załóżmy, że chcesz coś zrobić. Możesz sprawdzić, czy energia, która spowodowała tę decyzję pochodzi z systemu nerwowego podległego woli i jest rodzajem działania przymusowego czy też pochodzi z Jaźni. Spróbuj najpierw mechanicznie powstrzymać się od wykonania tej czynności. Siedź sobie spokojnie lub medytuj do osiągnięcia wewnętrznej ciszy. (W czasie osiągania stanu spokoju impulsy do wykonania danej czynności mogą ponownie pojawić się w fantazjach. Fantazje te mają często związek z "małżeńskimi" partnerami). Jednak z czasem siła tych impulsów do zrobienia czegoś zmniejszy się i odczujesz harmonijny rytm autonomicznego systemu nerwowego. Impulsy, które uprzednio występowały istnieją nadal, jednak w tym momencie jawią się jako bezsensowny przymus. Doświadczasz w tym miejscu pewnego rodzaju rozdarcia. Z jednej strony coś chciałoby dokonać pewnego działania, ale równocześnie doświadczasz braku energii ego potrzebnej, by je podjąć. Jedynie gdy po takim doświadczeniu energia potrzebna do wykonania czynności jest nadal obecna, pierwotna intencja działania miała znaczenie - obecnie jest wzmocniona przez to, co Jung nazywał Jaźnią. Jeżeli jednak świadomość w istotny sposób zmieniła swój kierunek, wtedy czyn, który chciałaś wykonać, był związany z opanowaniem systemu nerwowego podległego woli przez animę lub animusa, które oderwały się od Jaźni".

Arnold Mindell "Śniące ciało. Rola ciała w odkrywaniu Jaźni"

Szczęście wieczne

"Zachód stara się stworzyć nieśmiertelność i osiągnąć szczęście wieczne głównie przez dobrą pracę, a ostatnio również przez rozwój psychologiczny i samowiedzę. Nasza tendencja do tego by nie zajmować się ciałem jako takim jest jednym z czynników wpływających na to, że kompulsywnie poszukujemy materialnego bezpieczeństwa i fizycznego zdrowia. Wygląda to tak, jak gdybyśmy przeskoczyli pierwszych siedem etapów i nagle znaleźli się w ósmym stadium życia. Ale jeżeli ciało nie jest zintegrowane z samowiedzą, dobrobyt i powodzenie stają się obsesją. Rozwój psychiczny bez świadomości ciała jest jak drzewo bez korzeni".

Arnold Mindell "Śniące ciało. Rola ciała w odkrywaniu jaźni"

Niszczy ogniem wszystkie formy i imiona

Natura jest bezwładna, nie może tańczyć jeżeli Shiva tego nie chce. Wyłania się on w uniesieniu, i tańcząc wysyła w bezwładna materię pulsujące fale dźwięku, i o! materia tańczy, pojawiając się jako chwała wokół niego. Tańcząc, sam potwierdza swoje istnienie. W pełni czasu, wciąż tańcząc, niszczy ogniem wszystkie formy i imiona, i stwarza nowy stan spokoju...

Starożytny tekst indyjski


Przypomniało mi się.

Tamtego wieczoru, zanim wróciłam do mojego dawnego domu, żeby go zniszczyć, i - po wielu burzliwych latach - stworzyć nowy stan spokoju.
Tego wieczoru byłam na koncercie instrumentów perkusyjnych. Doborowi muzycy z Indii i z Europy zagrali wspaniale. Mogę nawet zaryzykować: zagrali w ognistym rytmie tańca Shivy. Dużo ognia, dużo ciepła.
Ta energia pomogła mi dokonać dzieła zniszczenia, które miało się dokonać.

Z mojej małej, ludzkiej, perspektywy, coś okropnego.

Teraz już wiem, że moim zadaniem jest podążanie za rytmem niszczenia i tworzenia w każdej sekundzie mojego życia. Mimo wszytko łatwiejsze niż wyplątywać tańczącą nić życia z dorobku lat.

Pośród istot, które się nie zdumiewały

(Pozwól mi się tutaj zatrzymać -
pozwól mi się zatrzymać na progu,
oto jedno z tych najprostszych zdumień.)
Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół
i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku
- lecz zdumiewa się człowiek!
Próg, który świat w nim przekracza,
jest progiem zdumienia.
(Kiedyś temu właśnie zdumieniu nadano imię "Adam".)

Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały
- wystarczało im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkiemu wokoło:
"zatrzymaj się - we mnie masz przystań"

 I tu chciałabym się zatrzymać, nadając cytatowi własny sens. Autor dopowiada inaczej, dla mnie zbyt dosłownie:

"we mniej jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem" -
"zatrzymaj się, to przemijanie ma sen"
"ma sens... ma sens... ma sens!"
 JP II, "Tryptyk rzymski. Medytacje"


Jest tyle wspaniałych tradycji i ścieżek duchowych - włączając w to moją: katolicyzm (zawahałam się, bo pragnę podkreślić, że mam wciąż masę urazów i wiele krytycyzmu wobec samej idei, historycznego dorobku katolicyzmu i licznych współczesnych mi katolików).

Jednak podtrzymuję myśl: jest tyle wspaniałych tradycji i ścieżek - włączając w to moją - dzięki którym czasem, na ulotny moment, można się spotkać z jakąś konkretną osobą w jakimś wspólnym miejscu. Gdy czyjeś słowa, w próbie przekazania swojego doświadczenia, pomagają mi uzmysłowić sobie  moje. Jak to na przykład: "Zatem to jest zdumienie... I on też się kiedyś zdumiał".

W to mi graj: Czujesz się dobrze dziś


Urocze i hipnotyzujące :)

"Swoją uwagę skup. Do tej melodii możesz ją zawęzić".
"Niech ten bas wabi was".

Nooo, "Chyba, że słuchacz z Ciebie żaden". :)

KaCeZet... Krzyś Cz.? :)