Trudnowyrażalne

"Święta trójca kobiecej duszy została zredukowana do pary przeciwieństw: dziewica albo dziwka. W A History of God Karen Armstrong sugeruje, że trójce, będąc poza możliwością pojęcia przez ludzki umysł, są z natury tajemnicą. Z drugiej strony, pary przeciwieństw są wzorem naszej codzienności: dobre i złe, czarne i białe, męskie i kobiece. Ograniczenie kobiecej trójcy do pary przeciwieństw obdziera ją z boskiej mocy. Ma to tragiczny wpływ i na kobiety, i na mężczyzn, odbierając świętość naszej seksualności i zasznurowując kobiety w gorsety skrajnych i stereotypowych wzorów zachowania, a mężczyzn zostawiając z pustką w miejscu, gdzie powinna być ich kobieca część świadomości".
Gabrielle Roth, Sweat your Prayers 

Pamiątki z Częstochowy

I
"Serendipity". Znaleźć coś przez szczęśliwy zbieg okoliczności. Na przykład w Częstochowie.

II
Do Częstochowy zajechałam w interesach.

Na marginesie: Nie każdy wie, że to nie tylko polska stolica kultu maryjnego, ale także kolebka bardzo przedsiębiorczych rodzin, producentów dobrych rzeczy - jak na przykład dziecięce wózki.

Interesy z kultem mieszają się już na częstochowskim dworcu PKP. Budynek zbudowany w latach 90. pod obszernym dachem kryje wiele przestrzeni - używanych, nieużywanych i chyba nigdy nie przeznaczonych do konkretnego użytku. Jest tam kilka takich, przestrzenie, które po prostu są i otaczają biznesmena-pielgrzyma, aż niektóry wewnętrznie padnie na kolana w obliczu swojej małości.
Wśród przestrzeni intymnych, tuż obok siebie umieszczono kaplicę (!!!) i zakątki przeznaczone na handel.

Zanim przejdę do interesów, pozwólcie mi na chwilę zadziwienia: PKP Częstochowa to chyba jedyny w Polsce dworzec posiadający kaplicę? No tak. Oczywiście. Dlaczego nie. Jak najbardziej. Zadbano o wiele potrzeb, na przykład na tablicy informującej o rozkładzie dworca są też opisy brajlem. Również na podłodze są wypukłe linie prowadzące niewidomych.

W części handlowej: "wszystko za 4 złote" jednak z Chin, nie z Częstochowy, i miła księgarnia. Tam, na przecenie, znalazłam książkę "Sweat your Prayers. The five rhythms of the soul", nieżyjącej już niestety Gabrielle Roth, wpływowej również w naszym kraju nauczycielki tańca. Mam chwilowo trochę więcej swobody w wyborze lektury. Wzięłam. Ha!

III
Co budzi we mnie ekscytację? Czasy Esalen i Big Sur. Walkmana i automatycznej sekretarki. Czasy mojego dzieciństwa. Gabrielle urocza, pełna pasji łaski, wychowanka katolickiej szkoły i baletnica, od dziecka szukała bezpośredniego doświadczenia Boga. Znalazła Go tam, gdzie ciało łączy się z duszą: w tańcu i w wolności seksualnej (zwieńczonej apokalipsą AIDS).

Na marginesie: Arnold Mindell twierdzi, że pracując z osobami chorymi na AIDS w tamtych czasach najczęściej odkrywał proces chrystusowy. Choroba nie jako kara za seks, ale ofiara wywołana okrucieństwem i nieświadomością większości społeczeństwa.


IV
To właśnie religijny aspekt pracy Gabrielle jest dla mnie najważniejszy w tej książce. Jestem wdzięczna jej i tamtemu środowisku za twórcze przekształcanie kolektywnego dorobku chrześcijaństwa. My możemy teraz korzystać z owoców.
Pisze ona o archetypach, na których się opierała w pracy i które oczyszczała ze stereotypu i przekształcała w tańcu. Archetypy wzięte są z kultury judeochrześcijańskiej, bo jest ona rodzimą kulturą Gabrielle. Ona jest tego świadoma i pisze wprost: "Nie czerpałam z tradycji indyjskiej lub afrykańskiej, tylko z tego, co jest wrośnięte we mnie".

W oparciu o archetypu zakorzenione w tradycji judeochrześcijańskiej, według Gabrielle.
Męski aspekt psyche to: ojciec, syn, duch święty.
Żeński aspekt psyche to: matka, kochanka/nauczycielka, madonna.

I tu, i tu najciekawsze, pozwolę sobie zacytować:
"Ludziom najtrudniej jest zrozumieć różnice pomiędzy żeńskimi archetypami. Myślę, że to dlatego, że wydają się być tylko dwa. Matka jest madonną, prawda? Nieprawda. Jeśli czytasz między wierszami zauważysz, że są trzy odrębne Marie: Maria matka Jezusa; Maria Magdalena, kochanka/nauczycielka, Jezusa - nie chodzi mi o to, że się z nią ulokował a Hiltonie w Betlejem; mam raczej na myśli to, że jako kochanka/nauczycielka reprezentuje dzikość serca; i Maria, siostra Łazarza i Marty, która siedziała u Jego stóp chłonąc jego opowieść i mądrość. Ta trzecia Maria ucieleśnia kontemplacyjne energie madonny. Trzy Marie reprezentują jego ciało, serce i umysł, oraz te elementy w nas.
Święta trójca kobiecej duszy została zredukowana do pary przeciwieństw: dziewica albo dziwka".
Gabrielle Roth, Sweat your Prayers 

V
Wątek aspektów kobiecości odzwierciedlonych w świętych wizerunkach interesuje mnie teraz bardzo żywo. Zazdroszczę Hinduskom, w ich tradycji jest 8 bogiń odzwierciedlających różne aspekty kobiecości i kobieta jest wcieleniem jednej z nich - pisze się o tym nawet w ogłoszeniach matrymonialnych.

Zebrałam kilka wizerunków naszej, chrześcijańskiej i katolickiej Matki Boskiej, które do mnie przemawiają. Przypuszczam, że w ramach tępienia idolatrii nasze podstawowe wykształcenie religijne nie objęło ikonografii, nie uczyliśmy się odczytywania znaczenia zakodowanego w świętych obrazkach. Teraz mogę.

Matka Boska Apokaliptyczna
W Księdze Apokalipsy pojawia się na niebie znak: brzemienna Niewiasta obleczona w słońce (gr. gyne peribeblemene ton helion), która ma pod nogami księżyc i wieniec z dwunastu gwiazd wokół głowy. Straszliwy Smok atakuje Niewiastę i nastaje na życie chłopca, który ma się urodzić.

Ten fragment apokalipsy wrył mi się w pamięć w dzieciństwie. Drewniana "Niewiasta odziana w słońce" była w wiejskim kościółku mojego dzieciństwa i do dzisiaj robi na mnie wrażenie, gdzie tylko ją zobaczę. Poniżej wizerunek w wykonaniu Durera.




Marka Boska karmiąca
Główna bohaterka szyderczego serialu "Alo alo", Madonna z cycem. Nie wiedziałam wtedy, że naprawdę istnieje, weszła w pole mojej świadomości później, gdy reperowałam pewne braki z dzieciństwa. No wiecie, Freud, Melanie Klein, faza oralna, wszechmocna pierś itd. Cudownie, że życiodajna pierś jest wyniesiony również na katolickie ołtarze. Szkoda, boczne, jeśli nie zakulisowe.
Szczegółowe informacje zndjdują się TUTAJ




I najnowsza moja fascynacja
Matka Boska rozwiązująca węzły










Wypisy z mitów: Eros i Psyche

"Leksykon mitów i legend świata", Kenneth McLeish:

W niektórych mitach bogowie stwórcy byli tak płodni, że gdziekolwiek się ruszyli, na cokolwiek tchnęli, wszędzie tam pojawiało się nowe życie [...]

Mity traktujące niebian z przymrużeniem oka opowiadały o bogach snujących się bez celu po ziemi i kochających się ze wszystkim, co im wpadło w oko, od drzew po nimfy, od kamieni do konia, w braku i takich okazji trwających w wiecznej erekcji w postaci kamieni milowych, strachów na wróble czy słupów przy bramach.

Ameryka: Ghede, Tlazoltetotl, Wahari i Buoka
Australia: Bildjiwuaroju, Miralaldu i Djanggawul
Egipt: Min
Grecja: Afrodyta, Kybele, Eros, Pan, Priap, satyrowie
Indie: Kama, Rati, Siwa
Mezopotamia: Inana
Oceania: Kamapua'a
Skandynawia: Frey, Freyja
Słowianie: Jaryło

W przeciwieństwie do seksualności, traktowanej w mitach jako nieokiełznana i absurdalna siła, płodność była postrzegana jako czynnik porządku, harmonii i uniwersalnej równowagi. Płodność świata zależała od połączenia przeciwieństw, np. pochodzącego z nieba deszczu i panującej na ziemi suszy [...]
Kiedy płodność była zagrożona (np. czuwająca nad nią bogini została uprowadzona przez olbrzymów lub duchy świata podziemnego) bogowie natychmiast zawieszali wszelkie wojny i zabierali się do przywracania powszechnej równowagi i symbolizującego ją porządku pór roku.



A tymczasem idę dzisiaj na "Erosa i Psyche" do Opery Narodowej. Bardziej pretensjonalnie mogłoby być, oczywiście :) Co poradzę, że lubię? :)

Szeptu tu

Od podszewki

Mark Nepo

Patrzyłem na gwiazdy,
jak leżą na ciemności, której
się opierają. I ryby walczące
z prądem i pod prąd. A
jastrzębie szybciej szybują
z nieruchomymi skrzydłami.

I nadal przepowiadam sobie
co się ma wydarzyć, dopóki nie wyjdzie
dokładnie tak, jak chcę.

Tak bardzo się staramy być
protagonistą, gdy to
ten własny punkt widzenia
trzyma nas z dala od prawdy.

A słońce - snuje historie,
których nie przerwie żadna kurtyna.

Prawda. Jedyną drogą, by wyjść
z siebie jest przejść przez siebie.
Jedyne, co można, by usłyszeć nie
wypowiedziane, to uciszyć potrzebę
prowadzenia wątku.

Potargani przez życie, możemy przestać
pleść tę swoją historię, osobno
i odkryć kanwę, w której jesteśmy
tę, która ciągle opowiada nas.

Ten ty to ja

Zrozumiałam

- otwarło się we mnie, jak... Powiedzmy... Czego najbardziej lękam się otworzyć? Powiedzmy: list polecony z sądu.

I poczułam na czym polega zjawisko "przeniesienia".

Ta/ ten najgorszy, najokropniejszych, kim naprawdę nie chciałabym być - to ja. Siebie zobaczę, dokładnie tam, w lustrze właśnie tego zachowania innego człowieka, które budzi moją największą odrazę.

Bo tak bardzo tego akurat aspektu mojego bycia człowiekiem nie potrafię przyjąć; że jest. Zatem kłamię sobie sama: to nie ja, to on/ ona.

Moje święte oburzenie na Ciebie, Twoje święte oburzenie na mnie. W innym sensie są święte, prowadzą do prawdy.

Jak pieczone kasztany

Słuchałam ostatnio wywiadu z kobietą, która bada dlaczego jedne osoby w zetknięciu ze skrajnie sytuacją - jak trudna i przewlekła choroba - rozpadają się, a inne potrafią znaleźć w przeżyciu sens i wyjść wzmocnione i bardziej w całości.

Była mowa o kilku elementach. Przyciągnęła mnie wrażliwość na "touch of grace", "dotyk łaski". Większą szansę mają Ci, którzy zauważają, wręcz wypatrują takich momentów.

Dotyk czuły, jak malutkie tęcze dzisiaj na szlifowanym kamieniu klatki schodowej do biura, w czasie przerwy na obiad. Po dłuższej chwili dochodzenia odkryłam, że tak rzutuje szkło, z którego zrobione są balustrady. Tęczowe późne lata 90., ma sens :)

I odżywiający jak to, że zjadłam dzisiaj kawałek ogrodu botanicznego po kolacji :)

To M. ma oko do darów natury, wypatrzył jadalne kasztany na ścieżce, tuż przy wejściu. Wynieśliśmy ich woreczek, najeżony drobnymi kolcami, całkowicie legalnie, za pozwoleniem kasjerki (dodatkowo, w ramach repatriacji, zakupiłam od ogrodu dwie sztuki mchu). Do zjedzenia z kolczastych skorupek wyszło ich półtorej garści. Przed pieczeniem trzeba naciąć na krzyż, 15 minut w piekarniku nagrzanym na 200. Voila!

Czy to nie podobne do "Beauty Walk", "chodzenia w piękności"?



Równonoc

W tym roku wchodzę w jesień jak w masło, z wysokokaloryczną nostalgią i masą małych, odżywczych i czysto jesiennych przyjemności.

Wrzesień w tym roku jest chłodny i deszczowy. Mamy doskonały klimat, tylko z niego nie korzystamy - w takie dni powinno się zostawać w domu.
Raz zostałam. Rzeczywiście, kluło się przeziębienie. Preprzeziębieniowe dbanie o siebie: napar z kwiatów bzu z cynamonem i moczenie nóg we wrzątku z solą, wzmocnionym olejkiem rozmarynowym i cytrynowym.
W domu jest przytulnie, dużo światła i zieleń. Nowy mieszkaniec parapetu, geranium, ma jasne liście i pachnie cytrynowo gdy je pomiętosić. Za oknem balkonowe trawy zielenieją od deszczu, a pelargonia wciąż kwitnie i wytwarza nowe pąki. Odrodziła zieleninę po wizycie gąsienicy (sądząc po śladach, wielka sztuka; nie dowiem się w co się przekształci). W mikroogródku ziołowym już dłuższą chwilę nie widziałam zaprzyjaźnionego trzmiela, ale lawenda też wciąż jeszcze ma kwiaty.

Co robić, w większość poranków jednak wychodzę. Trudno mi zdecydować: założyć nowy płaszczyk w kolorze mchu, czy równie nową kurtkę w kolorze żurawiny? Obydwa są z miękkiej, ciepłej i bardzo lekkiej wełny, która daje odpór chłodom i wilgociom jak żaden inny materiał. Płaszczyk jest za duży, ma mały kołnierz i nie wykończone szwy. Nosząc go mieszkam i rozgaszczam się w latach dziesiątych stulecia. Szukam jeszcze tylko ładnych butów, te odpowiednie do pory mi się zużyły.

A dzisiaj, dokładnie w dniu równonocy jesiennej świętujemy urodziny. Już za chwilę, razem :)



Mit chrześcijański

Co się zaś tyczny narodów chrześcijańskich, to trzeba powiedzieć, że usnęły utulone w swoim chrystianizmie, zaniedbując z biegiem stuleci pracę nad rozwijaniem swojego mitu. Chrześcijaństwo odmówiło posłuchu tym, którzy dawali wyraz mrocznym poruszeniom związanym z wyobrażeniami mitycznymi: Gioacchino da Fiore, Mistrz Ekhart i Jakob Boehme pozostali dla nas synonimem obskurantyzmu. [...] Ludzie w ogóle nie rozumieją, że gdy jakiś mit nie rozwija się, to znaczy, że jest martwy. Nasz mit oniemiał - nie udziela nam żadnej odpowiedzi. Błąd jednak nie tkwi w micie - takim, jaki został nam przekazany w Piśmie Świętym - błędu trzeba szukać tylko i wyłącznie w nas, bo nie rozwijamy już mitu, a nawet tłumimy wszelkie próby podejmowane w tym kierunku. W pierwotnej wersji mitu jest wystarczająco dużo zarodków, możliwości rozwoju. Chrystusowi włożono w usta na przykład takie słowa: "Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie". Do czego miałaby służyć roztropność węża? I jak to się ma do gołębiej czystości? "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci...". Kto myśli o tym, jakie dzieci są naprawdę? Jaką moralnością uzasadnia Pan przywłaszczenie sobie oślicy, na której odbył się triumfalny wjazd do Jerozolimy? Jaki morał wynika z przypowieści o nieuczciwym włodarzu? Jaki sens - jakże głęboki i doniosły - wynika z apokryficznych słów Pana: "Człowieku, jeśli wiesz co czynisz - jesteś błogosławiony, jeśli zaś nie wiesz, jesteś przeklęty i przestępcą Prawa". Wreszcie, co miałoby znaczyć wyznanie Pawła "(...) czynię zło, którego nie chcę". Że już nie wspomnę o niedwuznacznych przepowiedniach Apokalipsy, którym nie daje się żadnego kredytu zaufania, tak są kłopotliwe. Postawione niegdyś przez gnostyków pytanie: "Skąd zło?" - nie doczekało się w świecie chrześcijańskim odpowiedzi, a nieśmiałe przebąkiwanie Orygenesa o możliwości zbawienia diabła zostało okrzyknięte kacerstwem. Dzisiaj jednak, gdy powinniśmy o tym mówić, gdy trzeba udzielić odpowiedzi, stoimy z pustymi rękami, zdziwieni i bezradni, nie mogąc sobie uzmysłowić nawet tego, że żaden mit nie pospieszy nam z pomocą, choć właśnie tego byśmy bardzo potrzebowali. Wprawdzie sytuacja polityczna i przerażające, wręcz demoniczne osiągnięcia nauki powodują, że ogarniają nas tajemne dreszcze i niejasne przeczucia, nie wiemy jednak co robić, a tylko nieliczni dochodzą do wniosku, że tym razem gra toczy się o dawno zapomnianą duszę człowieka".
Carl Gustaw Jung, "Wspomnienia, sny, myśli"

Zrobiłam ten wypis spory czas temu i czekałam z wrzuceniem, bo chciałam dodać komentarz:
- O C. G. Jungu - jak zrozumiałam, dlaczego i dla kogo stał się podejrzaną figurą (dla naukowców, za podświadomość i naleganie, że istnieją zarówno dusza, jak i Bóg, dla chrześcijan, za nie pomijanie ciemnej strony).
- O moim osobistym rozwoju, który wymagał rozwinięcia chrześcijańskiego mitu, który wzięłam z mojej tradycji (Lucyfer, najpiękniejszy z boskich aniołów, syn poranka i Jutrzenki, który zbuntował się na to, że coś tak materialnego jak człowiek otrzymało boską świadomość. Czym jest Lucyfer?).

Ten zamysł mnie przerósł, więc wrzucam cytat, a moje myśli zaznaczam. Może na później.