Cytat na dziś: abstrakcja

Fleming definiuje abstrakcję jako "wyrugowanie indywidualności – ludzi, miejsc, celów – przez ogólną zasadę".
 John Thackara o książce Davida Fleminga "Lean Logic: A Dictionary For The Future and How To Survive It"


Po angielsku piękna aliteracja: “Displacement of the particular – people, places, purpose – by general principle".




Co dziś do mnie przemawia

Zabawne. To lato nauczyło mnie, że łatwe jest przyjęcie swoich marzeń. Trudność sprawia pozwolenie, by umarły i przyjęcie znoju rzeczywistości.
Julie Diamond "Jak zamienić marzenia w rzeczywistość" KLIK TU





W co zapakować wspomnienia



Światło do kadru, wrzący dżem do słoika.

Say "jam"

Wczoraj wieczorem  ten widok mnie uderzył: tuż na wprost wyjścia na plażę wisiał duży i wyraźny Wielki Wóz. I na tle kłębów Mlecznej Drogi, jak wyodrębnione znaki na niebie, inne konstelacje, które rozpoznaję, choć nie umiem nazwać. I to wrażenie, że gwiazd jest znacznie więcej, niż moje gołe oko potrafi zobaczyć, że ćmią się i przesypują jak piach na plaży. Gapiłam się w niebo przez dłuższy czas, a zachwyt przysłaniał we mnie lęk przed tym, co może wyskoczyć z nieznanej mi ciemności.

Tuż obok Międzywodzia jest Woliński Park Narodowy. W okolicy jest mało świateł w nocy i dzięki temu widać multum gwiazd.

Ciekawe, że obecnie bezpośrednie oglądanie gwiazd jest dostępne albo na marginesach, albo dla elity. Ciekawe, że jako cywilizacja odpychamy ten widok. Woleliśmy przysłonić go sobie kręgiem świateł umieszczonych przez człowieka. I obrazkami. Że o co chodzi? Że niby to, co się robi w życiu musi być praktycznie użyteczne? I bezpieczne? I komfortowe; Boże uchowaj nas przed niewygodą!

Poza tym kogo, poza astronomami, interesują gwiazdy bezpośrednio? Ja sama w głębi duszy tęsknię, a zapominam, nie robię tego większego, czy nawet mniejszego wysiłku, żeby zobaczyć firmament.

***

Tymczasem również wczoraj nazbierane zostało więcej jeżyn i powstał dżem (ale chyba nie dlatego najmłodsze dziecko wypowiedziało słowo "marmolada" po raz pierwszy).


Rano można już było nałożyć cudowny, ciepły i słodki aromat na świeżą bułkę z masłem, i poirytować się pestkami w zębach. Reszta dżemu zostanie zamknięta w słoiku i wywieziona do miasta.

Miasto; jeszcze nie dziś. Dziś jeszcze sierpień łaskawy; w Campie niby pełnia lata. Że to już bliżej zmiany pór, poznajemy po spłowieniu barw. I po stukocie szyszek: co jakiś czas pach z sosny o ziemię lub w dach werandy.




End-of-Summer Camp


Dziwnym trafem nikt ich nie znalazł.
Czekały na mnie, dojrzałe i słodkie, na końcu leśnej drogi na przymorzu, która obrosła domami podobno dopiero w ostatnich dwóch latach, stając się uliczką. 

Życie | zmiana. Choć żal.

Takie słyszę opowieści, bo to moja pierwsza wizyta w tym miejscu, u znajomych.
Przyniosłam zdobycz do domku, który był tu pierwszy i wciąż zachował atmosferę leśnego obozowiska, chociaż kurort napiera i pewnie wkrótce ten obóz wyprze.

Teraz wciąż jeszcze moja dzika dusza zbieraczki jest zadowolona :)
Miło było słuchać zachwytów dzieci: "Pyszne!"


I wciąż jeszcze mamy sierpień: słońce jak na zamówienie, chociaż rześki wiatr. Zapach sosen; ten klangor, to żurawie???

I praca, bo to jednak półurlop, ale za to na werandzie.

Everybody dancinge! Bravissimo fortense.

Bo jeszcze mamy lato.
Bo już jutro mój szybki i szalony wypad nad morze.
Bo mam więcej powodów do radości niż kłopotów.
Bo radocha.
Bo mi wpadło dziś w ucho i chcę zapamiętać: Fanfare Ciocarlia KLIK TU
Bo tak.

***
PS: W zasadzie powinnam umieścić słowo "radocha" na samej górze moich bieżących priorytetów życiowych oraz na lodówce przypiąć magnesikiem: Aneto, a co Ty zrobiłaś dla radochy dzisiaj? :)))



Na marginesie spraw ważnych i pilnych: myślenie w pionie, robota w poziomie

Idzie jesień. Poznaję po chłodnawych nocach i po tym,
że nagle napadła mnie ochota
na dzierganie.


Na warsztacie pojawiła się robota długodystansowa, wymagająca
wyobrażania sobie następstwa kolorów w pionie
i cierpliwego dziergania dłuuuugich rzędów w poziomie.


Będzie to koc tym razem na lato: miły, lekki i zrobiony z włóczki niegryzącej.
Podstawą będzie jeden stareńki sweter - miałam taki z dodatkiem jedwabiu;
został ukochanym ze względu na wyjątkowe niegryzienie.
Nosił się wręcz jak pieszczota na skórze.
Dlatego właśnie po zanoszeniu na śmierć jeszcze go przeprułam,
chociaż jest seryjnej produkcji
(Da się. Tylko rękawy są zrobione z pociętej włóczki,
więc z nich odzyskane są dość krótkie kawałki).
Do tego wejdą PRL-owskie jeszcze bawełny, inny przepruty
bawełniany i miękki sweter seryj, i stare miękkie akryle
(w tym resztki tego, z którego ojca sweter był w moim dzieciństwie).
Ze względu na kolor odrobinę wełny, jako dodatek w pojedynczych rzędach.


Kiedy wchodzę w rytm barw, gdzieś za oczami snują mi się wyobrażenia
o pasiastych tkaninach z Meksyku.
Kolory spłowiałe jak od słońca; w planach mam kilka smug neonowych.
Aha, to dlatego potrzebuję czerni... W pełnym słońcu są głębokie cienie.

Na marginesie spraw ważnych i pilnych: błękitna zakonnica w nowej roli




Na marginesie spraw ważnych i pilnych istnieją
przedmioty mówiące.

Na przykład po winie
błękitna butelka,
z napisem "blue nun".

Tworzą bałagan, albo teatr domowy.
Teatr domowy, albo bałagan. Co jakiś czas poddaję go czystce.
Ona... Ona się opiera, gdyż ciągle mnie cieszy zawartym
w sobie wspomnieniem, jak i przymiotami: kolorem i literą.
Dzisiaj chciałam pokazać jak ładnie - w moim kąciku ekumenicznym -
wygląda z liściem i kwiatem. Jednak nie udało się oddać błękitu.

Co dziś do mnie przemawia: delikatne akcenty człowieka

Gdzieś
w głębokiej dżungli
przeznaczenia
Inspirują nas rozmowy o świcie
W świetle widziane
delikatne akcenty człowieka
Boże, co za niezwykły
widok!
Chcę wierzyć w
szczęściodajne ciało
i miłość

Wzięte od Jyoti KLIK TU


 ***

A poza tym pada cały dzień. Lubię, ale prześcieradła nie schną.

I nastrój mam jakiś taki... Coś nieokreślonego gryzie mi żołądek; emocje? Albo bakteria, bo po nifuroksyzadzie po części się uspokoiło.

Drugi dzień ścisłego postu, dobrze mi robi.