Ognisko domowe

Wielu ludzi poznaje Hestię za pośrednictwem duchowej praktyki medytacji. Łacińskim określeniem "ogniska" jest focus, a to wewnętrzne skupienie przychodzi do wielu jedynie poprzez zaangażowanie się w medytację.
Medytacja Hestii to koncentracja na byciu w danej chwili, opróżnienie umysłu i wyciszenie emocji. Persona i ego, porównania, krytyka, potok myśli związanych z przeszłością i przyszłością oraz wszelkie przywiązania, zgodnie z którymi w określony sposób postrzegamy siebie i innych - wszystko to znika, kiedy wyciszamy umysł.
Wielu osobom udaje się to osiągnąć poprzez medytację. Jednakże w przypadku kobiet, u których obecny jest archetyp Hestii, stan umysłu, do którego inni docierają poprze medytację pojawia się naturalnie. Zajmowanie się szczegółami związanymi z gospodarstwem domowym jest rodzajem  aktywności, która ześrodkowuje, sprowadza do centrum.
W taki sam sposób kobieta porządkuje swój dom i swoje wnętrze. Jako "strażniczka domowego ogniska", odnajduje wewnętrzną harmonię przez zewnętrzny ład. Z Hestią nie ma pośpiechu, nie trzeba pilnować zegarka, znika krytyk wewnętrzny. To, co robi, cieszy ją i zajmuje tak samo, jak skupienie na oddechu pochłania tego, kto medytuje. Kiedy Hestia segreguje i składa pranie, prasuje, sprząta bałagan, zbiera kwiaty i układa z nich kompozycje, przygotowuje obiad lub porządkuje swoją szafę jest w pełni obecna tu i teraz.

[...] We wspólnotach religijnych praca, posługa i rytuały łączą się ze sobą, kiedy ktoś sprząta sanktuarium lub przygotowuje ołtarz. Kobieta, wnosząc do jakiegoś miejsca porządek, piękno i harmonię, czyni je świętym. Jest coś karmiącego w wykonywaniu tego typu prac i we wchodzeniu w przestrzeń, o którą ktoś się tak czule zatroszczył.

Jean Shinoda Boden "Boginiczne archetypy dojrzałej kobiecości"


No takkkk... Znam te momenty i nawet je podobnie nazywam. Czasem sprzątanie jest dla mnie "uświęcaniem przestrzeni domowej", a czasem spływa na mnie "łaska gotowania"...


Kiedy teh archetyp sprawia trudności:
Kiedy Hestia staje się dominującym archetypem w życiu kobiety, może ona czuć, że jest niewydarzona i nie przystaje do reszty, dopóki nie rozwinie innych aspektów siebie. Musi także zobaczyć i uhonorować kim w głębi duszy naprawdę jest, oraz znaleźć miejsce, gdzie będzie mogła być sobą, wyrazić własne wnętrze, dopóki ostatecznie nie powróci do siebie w starszym wieku.

Zdajemy się nie widzieć Sofii, mimo, że tam jest

Ciekawe, że chociaż nie występują słowa na określenie bogini, a monoteizm odrzuca możliwość jej istnienia, wydaje się, że bogini pojawia się w starotestamentowej Księdze Przysłów. Po hebrajsku nazywa się Chokmah, w grece występuje jako Sophia, a następnie w języku polskim zostaje określona abstrakcyjnym, neutralnym słowem "mądrość" (ang. wisdom).

Sofia jako "mądrość" w polskim tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia wypowiada się w pierwszej osobie. To, jak sama siebie opisuje, i sposób, w jaki się wypowiada, wskazują wyraźnie, że mamy do czynienia z istotą płci żeńskiej. Ma atrybuty bogini mądrości. Mówi: "Jak Mądrość - Roztropność mi bliska, posiadam wiedzę głęboką. moja jest rada i stałość, moja - rozwaga, potęga", a potem przedstawia, skąd się wzięła, co cytuję poniżej w skróconej wersji:

Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku zanim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi pełnymi wody, zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola uczynił... Gdy niebo umacniał, z Nim byłam, gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed nim, znajdując radość przy synach ludzkich.

Michał Anioł namalował tę scenę na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej. Sofia jest obok Boga, kiedy on wyciąga dłoń, by dotknąć swym palcem palca Adama, ale za każdym razem, kiedy przypominamy sobie to malowidło, przychodzą nam do głowy tylko dwie męskie postacie.



Sofia jest widoczna, lecz dostrzegamy jedynie Boga i Adama. Kiedy nie istnieje idea bogini ani słowo ją określające, zdajemy się nie widzieć Sofii, mimo, że tam jest.
 Jean Shinoda Bolen "Boginiczne archetypy dojrzałej kobiety"



Pierwszą książkę tej autorki, "Boginie w każdej kobiecie" dokupiłam dla kamuflarzu. Kontynuację - którą tutaj cytuję - autorka napisała kiedy sama już weszła w trzecią fazę życia. To faza staruchy.

Bo tak naprawdę już interesuje mnie ten okres w życiu kobiety, moim życiu. Mało o nim wiadomo, w naszej kulturze kobiety w tym wieku stają się niewidzialne. Ale to się zmienia. Jean Bolen, na podstawie wieloletniej pracy psychoterapeutycznej z kobietami, tropi ślady boginicznych jakości patronujących tej fazie kobiecości. Szuka w greckiej mitologii, posiłkując się innymi mitologiami tam, gdzie w przekazie dominującym a naszej części świata ślad zatarł się całkowicie.

Bolen podąża za Jungiem. Pojęcie "bogini" jest u niej równoznaczne z archetypem, czyli jakością, która jest potencjałem psychiki, należy do społecznej sfery symbolicznej i może się ujawnić,  rozwinąć i wyrazić w osobie. Albo pozostać tylko potencjałem, możliwością.


Powyższy fragment o archetypie Sofii mnie wzruszył. Pomyślałam: Ona celowo się ukryła, zatarła po sobie ślad, żeby nie przekształcić się w obrazek, pusty niczym fotka na instagramie. Woli pozostawać w tle jako żywy podszept, dotknięcie, przeczucie, ścieżka z okruchów chleba prowadząca do Tajemnicy. Mądra.



UWAGA drogi jawny i ukryty szowinisto/szowinistko, a także Ty, osobo nie widząca, jakie problemy ma kobiecy aspekt w tej kulturze: Bolen jest aktywną feministką, a przez te okulary pewnie rzeczy widać w sposób wyostrzony, może przerysowany, rzeczy, którym Ty zaprzeczasz. Z pewnością Cię to podrażni. W innych osobach - jak we mnie - może niepotrzebnie podsyci feministyczny wkurw. Grrrrrrr

Chłodny lipiec: porządki i powroty

Najpierw nie opowiem jak pachnie maciejka.

Nie opowiem, bo się nie da. Dla ewentualnych niewiedzących: jest to roślinka bardzo niepozorna, lepiodka taka, która ma ten zwyczaj, że obłędnie pachnie, ale dopiero wieczorami.

Na moim balkonie zajmuje nieledwie pół skrzynki, wespół z groszkiem - na którego kwiaty jeszcze cierpliwie czekamy - a zapach wałęsa się aż na dół, na ulicę. Cieszę się na myśl, że czasem doleci przechodniów albo sąsiadów, i się ucieszą. No, trochę jestem rozczarowana, liczyłam na upalne wieczory na balkonie w towarzystwie maciejki, a tu chłodny lipiec. I cóż.

Napisałam dzisiaj nowe, lepsze zakończenie wierszyka napisanego dawno, dano temu po angielsku pod wpływem czytania wierszy niezrównanej Emily Dickinson. Spędziłam nad nim czas, bo oddaje doświadczenia z tamtego czasu, coś mi się udało wyrazić. Lepszy niż bajka też mniej więcej z tamtego okresu, którą niemniej jednak doszlifowałam. Niech jest. Dla zabawy stworzyłam melodyjkę do wierszyka o mgle :DDDD I nagrałam, fałszując, na byle jakiej apce na chybcika ściągniętej, bo przecież nie mam pojęcia która nuta jest która. Czemu mój telefon nie ma dyktafonu? Też nie wiem.

A potem - od wpisu do wpisu - poczytałam sobie archiwalne zapisy tutaj na blogu.

Zdziwiłam się, bo nie zażenowało mnie. Przeciwnie, fajne :DDD

Całkiem zapomniałam co pisałam; najczęściej dopiero wtedy mi się podoba. Tak jak zdjęcia z młodości, gdzie patrzymy, a tam - ależ ona ładna. Czy spojrzę kiedyś tak z dystansu na swoje życie? Kiedy już wszystko zapomnę dokładnie, jak było, i zostaną tylko materialne pamiątki, i to co się nagle i niespodziewanie odpamięta, pod wpływem zapachu maciejki, czy innego proustowskiego cookiesa?

I jeszcze. Wpisy na blogu są o tyle nieproblematyczne, że plotę sobie coś tam coś tam, nie cierpię twórczo i nie cyzeluję, bo najbardziej chodzi o to, żeby szybko złapać i na komputerze przyklepać wrażenie.

Jak tę nieopisaną maciejkę, za ogon zapachu.

Podomka to stan umysłu



Dużo się zmieniło w moim życiu i jeszcze się zmienia, ale żeby podomka???

Luty: zagubione miesiące

Październik
listopad
grudzień
styczeń.

Choroba mamy.

Dużo czasu spędzam na wsi.
Gdy tam jestem, codziennie spacer na górkę, tam, gdzie stoi kapliczka ocalonego z powstania.
Moja modlitwa i moja medycyna: idąc pod górę, gubię emocje, wracając, zbieram przewietrzone.
Kundle już mnie znają; szczekają rutynowo, bez wewnętrznego żaru.
Chcę wierzyć, że droga i drzewa znają mnie też.


Tak przyszedł luty (pełnia jeszcze styczniowa, jaaasne).



Moc

Rozmawiałam kiedyś o tym z Lark. Powiedziała: "Dlaczego mężczyźni boją się kobiet?"
– Jeśli twoja siła jest tylko słabością innych, żyjesz w strachu - stwierdził Ged.
– Tak, to prawda. Ale kobiety chyba boją się własnej siły, boją się samych siebie.
– Czy nigdy nie uczy się ich, aby sobie ufały? – zapytał Ged, a kiedy mówił te słowa, ponownie weszła Therru, zajęta swoją pracą. Ged i Tenar wymienili spojrzenia.
– Nie – odrzekła. – Zaufanie nie jest tym, czego nas uczono. – Przyglądała się, jak dziecko układa drewno w skrzyni. – Gdybyż moc była zaufaniem – westchnęła. – Lubię to słowo. Gdyby nie było wszystkich tych układów – jeden po drugim – królowie, mistrzowie, magowie i posiadacze. Prawdziwa moc, prawdziwa wolność, tkwiłaby w zaufaniu, nie w przemocy.

Ursula K. Le Guin, "Tehanu"
R.I.P. 

Dom dla gości

To bycie człowiekiem jest jak dom dla gości
Codziennie rano nowy przybysz.
Radość, przygnębienie, szpila,
przelotna świadomość
z niezapowiedzianą wizytą.
Przywitaj i przyjmij je wszystkie!
Nawet jeśli to tłum smutków,
które niszczą ci dom,
pustoszą ze sprzętów,
wciąż traktuj każdego jak wyjątkowego gościa.
Może chce zrobić miejsce
dla nowego zachwytu.
Ciemna myśl, wstyd, złośliwość,
wyjdź do nich w drzwiach z uśmiechem,
i zaproś do środka,
Bądź wdzięczna, cokolwiek przyjdzie,
bo każdy został wysłany
jako przewodnik z poza.


Rumi

Co śpiewamy. Albo stół



Na górze moja kolekcja brzęczydeł i stukadeł. Kieliszki też są muzyczne, i nie mam na myśli ewentualnych śpiewów po spożyciu porto, ale to, że stary kryształ ma piękny ton.

Na dole śniadanie; to żółte w butelce to mleko z mlekomatu od Bonifratrów z Krakowskiej. W drugiej butelce oczywiście porto.

Pod prysznicem śpiewam:" Chwalcie łąki umajone, chwalcie z nami Panią Świata".


***
Pani Świata jest doświadczeniem intymnym. Czujesz ją bardzo blisko.

Płynie w Twojej krwi.