Wypisy z mitów: Eros i Psyche

"Leksykon mitów i legend świata", Kenneth McLeish:

W niektórych mitach bogowie stwórcy byli tak płodni, że gdziekolwiek się ruszyli, na cokolwiek tchnęli, wszędzie tam pojawiało się nowe życie [...]

Mity traktujące niebian z przymrużeniem oka opowiadały o bogach snujących się bez celu po ziemi i kochających się ze wszystkim, co im wpadło w oko, od drzew po nimfy, od kamieni do konia, w braku i takich okazji trwających w wiecznej erekcji w postaci kamieni milowych, strachów na wróble czy słupów przy bramach.

Ameryka: Ghede, Tlazoltetotl, Wahari i Buoka
Australia: Bildjiwuaroju, Miralaldu i Djanggawul
Egipt: Min
Grecja: Afrodyta, Kybele, Eros, Pan, Priap, satyrowie
Indie: Kama, Rati, Siwa
Mezopotamia: Inana
Oceania: Kamapua'a
Skandynawia: Frey, Freyja
Słowianie: Jaryło

W przeciwieństwie do seksualności, traktowanej w mitach jako nieokiełznana i absurdalna siła, płodność była postrzegana jako czynnik porządku, harmonii i uniwersalnej równowagi. Płodność świata zależała od połączenia przeciwieństw, np. pochodzącego z nieba deszczu i panującej na ziemi suszy [...]
Kiedy płodność była zagrożona (np. czuwająca nad nią bogini została uprowadzona przez olbrzymów lub duchy świata podziemnego) bogowie natychmiast zawieszali wszelkie wojny i zabierali się do przywracania powszechnej równowagi i symbolizującego ją porządku pór roku.



A tymczasem idę dzisiaj na "Erosa i Psyche" do Opery Narodowej. Bardziej pretensjonalnie mogłoby być, oczywiście :) Co poradzę, że lubię? :)

Szeptu tu

Od podszewki

Mark Nepo

Patrzyłem na gwiazdy,
jak leżą na ciemności, której
się opierają. I ryby walczące
z prądem i pod prąd. A
jastrzębie szybciej szybują
z nieruchomymi skrzydłami.

I nadal przepowiadam sobie
co się ma wydarzyć, dopóki nie wyjdzie
dokładnie tak, jak chcę.

Tak bardzo się staramy być
protagonistą, gdy to
ten własny punkt widzenia
trzyma nas z dala od prawdy.

A słońce - snuje historie,
których nie przerwie żadna kurtyna.

Prawda. Jedyną drogą, by wyjść
z siebie jest przejść przez siebie.
Jedyne, co można, by usłyszeć nie
wypowiedziane, to uciszyć potrzebę
prowadzenia wątku.

Potargani przez życie, możemy przestać
pleść tę swoją historię, osobno
i odkryć kanwę, w której jesteśmy
tę, która ciągle opowiada nas.

Ten ty to ja

Zrozumiałam

- otwarło się we mnie, jak... Powiedzmy... Czego najbardziej lękam się otworzyć? Powiedzmy: list polecony z sądu.

I poczułam na czym polega zjawisko "przeniesienia".

Ta/ ten najgorszy, najokropniejszych, kim naprawdę nie chciałabym być - to ja. Siebie zobaczę, dokładnie tam, w lustrze właśnie tego zachowania innego człowieka, które budzi moją największą odrazę.

Bo tak bardzo tego akurat aspektu mojego bycia człowiekiem nie potrafię przyjąć; że jest. Zatem kłamię sobie sama: to nie ja, to on/ ona.

Moje święte oburzenie na Ciebie, Twoje święte oburzenie na mnie. W innym sensie są święte, prowadzą do prawdy.

Jak pieczone kasztany

Słuchałam ostatnio wywiadu z kobietą, która bada dlaczego jedne osoby w zetknięciu ze skrajnie sytuacją - jak trudna i przewlekła choroba - rozpadają się, a inne potrafią znaleźć w przeżyciu sens i wyjść wzmocnione i bardziej w całości.

Była mowa o kilku elementach. Przyciągnęła mnie wrażliwość na "touch of grace", "dotyk łaski". Większą szansę mają Ci, którzy zauważają, wręcz wypatrują takich momentów.

Dotyk czuły, jak malutkie tęcze dzisiaj na szlifowanym kamieniu klatki schodowej do biura, w czasie przerwy na obiad. Po dłuższej chwili dochodzenia odkryłam, że tak rzutuje szkło, z którego zrobione są balustrady. Tęczowe późne lata 90., ma sens :)

I odżywiający jak to, że zjadłam dzisiaj kawałek ogrodu botanicznego po kolacji :)

To M. ma oko do darów natury, wypatrzył jadalne kasztany na ścieżce, tuż przy wejściu. Wynieśliśmy ich woreczek, najeżony drobnymi kolcami, całkowicie legalnie, za pozwoleniem kasjerki (dodatkowo, w ramach repatriacji, zakupiłam od ogrodu dwie sztuki mchu). Do zjedzenia z kolczastych skorupek wyszło ich półtorej garści. Przed pieczeniem trzeba naciąć na krzyż, 15 minut w piekarniku nagrzanym na 200. Voila!

Czy to nie podobne do "Beauty Walk", "chodzenia w piękności"?



Równonoc

W tym roku wchodzę w jesień jak w masło, z wysokokaloryczną nostalgią i masą małych, odżywczych i czysto jesiennych przyjemności.

Wrzesień w tym roku jest chłodny i deszczowy. Mamy doskonały klimat, tylko z niego nie korzystamy - w takie dni powinno się zostawać w domu.
Raz zostałam. Rzeczywiście, kluło się przeziębienie. Preprzeziębieniowe dbanie o siebie: napar z kwiatów bzu z cynamonem i moczenie nóg we wrzątku z solą, wzmocnionym olejkiem rozmarynowym i cytrynowym.
W domu jest przytulnie, dużo światła i zieleń. Nowy mieszkaniec parapetu, geranium, ma jasne liście i pachnie cytrynowo gdy je pomiętosić. Za oknem balkonowe trawy zielenieją od deszczu, a pelargonia wciąż kwitnie i wytwarza nowe pąki. Odrodziła zieleninę po wizycie gąsienicy (sądząc po śladach, wielka sztuka; nie dowiem się w co się przekształci). W mikroogródku ziołowym już dłuższą chwilę nie widziałam zaprzyjaźnionego trzmiela, ale lawenda też wciąż jeszcze ma kwiaty.

Co robić, w większość poranków jednak wychodzę. Trudno mi zdecydować: założyć nowy płaszczyk w kolorze mchu, czy równie nową kurtkę w kolorze żurawiny? Obydwa są z miękkiej, ciepłej i bardzo lekkiej wełny, która daje odpór chłodom i wilgociom jak żaden inny materiał. Płaszczyk jest za duży, ma mały kołnierz i nie wykończone szwy. Nosząc go mieszkam i rozgaszczam się w latach dziesiątych stulecia. Szukam jeszcze tylko ładnych butów, te odpowiednie do pory mi się zużyły.

A dzisiaj, dokładnie w dniu równonocy jesiennej świętujemy urodziny. Już za chwilę, razem :)



Mit chrześcijański

Co się zaś tyczny narodów chrześcijańskich, to trzeba powiedzieć, że usnęły utulone w swoim chrystianizmie, zaniedbując z biegiem stuleci pracę nad rozwijaniem swojego mitu. Chrześcijaństwo odmówiło posłuchu tym, którzy dawali wyraz mrocznym poruszeniom związanym z wyobrażeniami mitycznymi: Gioacchino da Fiore, Mistrz Ekhart i Jakob Boehme pozostali dla nas synonimem obskurantyzmu. [...] Ludzie w ogóle nie rozumieją, że gdy jakiś mit nie rozwija się, to znaczy, że jest martwy. Nasz mit oniemiał - nie udziela nam żadnej odpowiedzi. Błąd jednak nie tkwi w micie - takim, jaki został nam przekazany w Piśmie Świętym - błędu trzeba szukać tylko i wyłącznie w nas, bo nie rozwijamy już mitu, a nawet tłumimy wszelkie próby podejmowane w tym kierunku. W pierwotnej wersji mitu jest wystarczająco dużo zarodków, możliwości rozwoju. Chrystusowi włożono w usta na przykład takie słowa: "Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie". Do czego miałaby służyć roztropność węża? I jak to się ma do gołębiej czystości? "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci...". Kto myśli o tym, jakie dzieci są naprawdę? Jaką moralnością uzasadnia Pan przywłaszczenie sobie oślicy, na której odbył się triumfalny wjazd do Jerozolimy? Jaki morał wynika z przypowieści o nieuczciwym włodarzu? Jaki sens - jakże głęboki i doniosły - wynika z apokryficznych słów Pana: "Człowieku, jeśli wiesz co czynisz - jesteś błogosławiony, jeśli zaś nie wiesz, jesteś przeklęty i przestępcą Prawa". Wreszcie, co miałoby znaczyć wyznanie Pawła "(...) czynię zło, którego nie chcę". Że już nie wspomnę o niedwuznacznych przepowiedniach Apokalipsy, którym nie daje się żadnego kredytu zaufania, tak są kłopotliwe. Postawione niegdyś przez gnostyków pytanie: "Skąd zło?" - nie doczekało się w świecie chrześcijańskim odpowiedzi, a nieśmiałe przebąkiwanie Orygenesa o możliwości zbawienia diabła zostało okrzyknięte kacerstwem. Dzisiaj jednak, gdy powinniśmy o tym mówić, gdy trzeba udzielić odpowiedzi, stoimy z pustymi rękami, zdziwieni i bezradni, nie mogąc sobie uzmysłowić nawet tego, że żaden mit nie pospieszy nam z pomocą, choć właśnie tego byśmy bardzo potrzebowali. Wprawdzie sytuacja polityczna i przerażające, wręcz demoniczne osiągnięcia nauki powodują, że ogarniają nas tajemne dreszcze i niejasne przeczucia, nie wiemy jednak co robić, a tylko nieliczni dochodzą do wniosku, że tym razem gra toczy się o dawno zapomnianą duszę człowieka".
Carl Gustaw Jung, "Wspomnienia, sny, myśli"

Zrobiłam ten wypis spory czas temu i czekałam z wrzuceniem, bo chciałam dodać komentarz:
- O C. G. Jungu - jak zrozumiałam, dlaczego i dla kogo stał się podejrzaną figurą (dla naukowców, za podświadomość i naleganie, że istnieją zarówno dusza, jak i Bóg, dla chrześcijan, za nie pomijanie ciemnej strony).
- O moim osobistym rozwoju, który wymagał rozwinięcia chrześcijańskiego mitu, który wzięłam z mojej tradycji (Lucyfer, najpiękniejszy z boskich aniołów, syn poranka i Jutrzenki, który zbuntował się na to, że coś tak materialnego jak człowiek otrzymało boską świadomość. Czym jest Lucyfer?).

Ten zamysł mnie przerósł, więc wrzucam cytat, a moje myśli zaznaczam. Może na później.

Wrzesień: powroty i rytuały


Sopot 2017

Rosarium mniejsze i piękniejsze niż zapamiętałam.
Queen of Sweden nie pachnie. Na zdjęciu Cosmos, pachnie cytrynowawo.

Niespodziewanie wyszło słońce.

Miałam szczęście trafiać na dobre jedzenie; nawet obsługa w większości starała się być miła.
Sprzedawczyni na stoisku z pierścionkami pyta: I co? Widzi pani za każdym razem coś nowego w Sopocie? Szczerze: dawno nie byłam i nie pamiętam dokładnie co stare, co nowe. Ładnie.

To przywilej: spędzić wrześniowy piątek na plaży, ze słońcem w tym mieście ładnym na wiele sposobów.

W PGS ładna kolekcja paryskich malarzy ze Wschodniej Europy. Na drugiej wystawie zrozumiałam rzemiosło impresjonistów: z bliska abstrakcyjne plamy, w miarę oddalania układają się w iluzje kształtu. No tak... Ktoś już nie żyje, a został zapis jego osobistego ruchu, maz pędzla na płótnie. Wdzięczność, że uwolnili nam postrzeganie z niby-lustra realistów.

I jeszcze radość i kłopot: w kawiarniach przy Monciaku mnóstwo wróbli.
Kłopot, bo brudzą krzesła.
Na plaży mewy pobiły się ze starym krukiem o resztkę mojego gofra. I

Dziwne rzeczy dziś do mnie przemawiają

Robię porządki na biurku i w papierach i znalazłam coś takiego.

Jak liderzy utrzymują się przy życiu
Przywództwo jest ciężkie - dla ludzi, którzy pracują z liderami, jak i dla samych liderów. Skąd szefowie mają wytrzymałość, energię i pasję potrzebną, by nie ustawać w popychaniu rzeczy do przodu?
Pracuję nad tym pytaniem z kolegą z Kennedy School. Piszemy książkę dla liderów zatytułowaną "Utrzymać się przy życiu". By wypełnić należycie rolę lidera w długim okresie, musisz nauczyć się odróżniać ją od siebie. Mówiąc prościej: nie możesz brać rzeczy osobiście. Szefowie często biorą do siebie to, co nie jest osobiste, i w efekcie źle diagnozują opór, który napotykają.
Pamiętaj: to nie ciebie chcą dopaść. To może wyglądać jak osobisty atak, może mieć wydźwięk jak osobisty atak - ale tak naprawdę chodzi im o kwestie, które reprezentujesz. Odróżnianie roli od siebie pomaga zachować umysł diagnosty w trudnych momentach.
Jest jeszcze drugi punkt: role zawodowe tak bardzo nas wciągają, trudno jest rozróżnić rolę od samego siebie. Dlatego potrzebujemy partnerów, którzy pomogą nam zachować analityczny punkt widzenia. 
Liderzy potrzebują również sanktuarium, miejsca, gdzie będą mogli skontaktować się z wartością swojego życia i wartością ich pracy. Nie koniecznie mam na myśli fizyczne miejsce, czy dłuższy urlop dla poszukiwań duchowych. Mówię o praktycznych sanktuariach - codziennych momentach, które spełniają rolę sanktuarium. Jedno sanktuarium, które ostatnio sobie stworzyłem polega na otrzymywaniu e-maili od mojego przyjaciela rabina, który jest mistykiem i uczonym biblistą. Codziennie przysyła mi interpretację jednego słowa z Biblii. Ma tylko kilka ekranów długości, ale kiedy przechodzę przez skrzynkę e-mailową, poświęcam kilka minut na przeczytanie tego, i zakorzenia mnie to w innej rzeczywistości, w innym źródle znaczenia.
Ronald Heifetz, artykuł z "Issue", 1999 rok

Z jednego z notesów przemówiło do mnie natomiast to:
Kontemplowanie wzrostu, to przede wszystkim przyglądanie się dobrym i twórczym siłom w świecie. Jest to naturalna i spontaniczna najwyższego rzędu.
 I Ching, "Kontemplacja"

Tło muzyczne: od kilku dni w głowie śpiewa mi Lana del Ray.
Dziś wreszcie odszukałam na YT, odsłuchałam i oczywiście -- M. wyjechał, tęsknię u schyłku lata.