Jak pieczone kasztany

Słuchałam ostatnio wywiadu z kobietą, która bada dlaczego jedne osoby w zetknięciu ze skrajnie sytuacją - jak trudna i przewlekła choroba - rozpadają się, a inne potrafią znaleźć w przeżyciu sens i wyjść wzmocnione i bardziej w całości.

Była mowa o kilku elementach. Przyciągnęła mnie wrażliwość na "touch of grace", "dotyk łaski". Większą szansę mają Ci, którzy zauważają, wręcz wypatrują takich momentów.

Dotyk czuły, jak malutkie tęcze dzisiaj na szlifowanym kamieniu klatki schodowej do biura, w czasie przerwy na obiad. Po dłuższej chwili dochodzenia odkryłam, że tak rzutuje szkło, z którego zrobione są balustrady. Tęczowe późne lata 90., ma sens :)

I odżywiający jak to, że zjadłam dzisiaj kawałek ogrodu botanicznego po kolacji :)

To M. ma oko do darów natury, wypatrzył jadalne kasztany na ścieżce, tuż przy wejściu. Wynieśliśmy ich woreczek, najeżony drobnymi kolcami, całkowicie legalnie, za pozwoleniem kasjerki (dodatkowo, w ramach repatriacji, zakupiłam od ogrodu dwie sztuki mchu). Do zjedzenia z kolczastych skorupek wyszło ich półtorej garści. Przed pieczeniem trzeba naciąć na krzyż, 15 minut w piekarniku nagrzanym na 200. Voila!

Czy to nie podobne do "Beauty Walk", "chodzenia w piękności"?



Równonoc

W tym roku wchodzę w jesień jak w masło, z wysokokaloryczną nostalgią i masą małych, odżywczych i czysto jesiennych przyjemności.

Wrzesień w tym roku jest chłodny i deszczowy. Mamy doskonały klimat, tylko z niego nie korzystamy - w takie dni powinno się zostawać w domu.
Raz zostałam. Rzeczywiście, kluło się przeziębienie. Preprzeziębieniowe dbanie o siebie: napar z kwiatów bzu z cynamonem i moczenie nóg we wrzątku z solą, wzmocnionym olejkiem rozmarynowym i cytrynowym.
W domu jest przytulnie, dużo światła i zieleń. Nowy mieszkaniec parapetu, geranium, ma jasne liście i pachnie cytrynowo gdy je pomiętosić. Za oknem balkonowe trawy zielenieją od deszczu, a pelargonia wciąż kwitnie i wytwarza nowe pąki. Odrodziła zieleninę po wizycie gąsienicy (sądząc po śladach, wielka sztuka; nie dowiem się w co się przekształci). W mikroogródku ziołowym już dłuższą chwilę nie widziałam zaprzyjaźnionego trzmiela, ale lawenda też wciąż jeszcze ma kwiaty.

Co robić, w większość poranków jednak wychodzę. Trudno mi zdecydować: założyć nowy płaszczyk w kolorze mchu, czy równie nową kurtkę w kolorze żurawiny? Obydwa są z miękkiej, ciepłej i bardzo lekkiej wełny, która daje odpór chłodom i wilgociom jak żaden inny materiał. Płaszczyk jest za duży, ma mały kołnierz i nie wykończone szwy. Nosząc go mieszkam i rozgaszczam się w latach dziesiątych stulecia. Szukam jeszcze tylko ładnych butów, te odpowiednie do pory mi się zużyły.

A dzisiaj, dokładnie w dniu równonocy jesiennej świętujemy urodziny. Już za chwilę, razem :)



Mit chrześcijański

Co się zaś tyczny narodów chrześcijańskich, to trzeba powiedzieć, że usnęły utulone w swoim chrystianizmie, zaniedbując z biegiem stuleci pracę nad rozwijaniem swojego mitu. Chrześcijaństwo odmówiło posłuchu tym, którzy dawali wyraz mrocznym poruszeniom związanym z wyobrażeniami mitycznymi: Gioacchino da Fiore, Mistrz Ekhart i Jakob Boehme pozostali dla nas synonimem obskurantyzmu. [...] Ludzie w ogóle nie rozumieją, że gdy jakiś mit nie rozwija się, to znaczy, że jest martwy. Nasz mit oniemiał - nie udziela nam żadnej odpowiedzi. Błąd jednak nie tkwi w micie - takim, jaki został nam przekazany w Piśmie Świętym - błędu trzeba szukać tylko i wyłącznie w nas, bo nie rozwijamy już mitu, a nawet tłumimy wszelkie próby podejmowane w tym kierunku. W pierwotnej wersji mitu jest wystarczająco dużo zarodków, możliwości rozwoju. Chrystusowi włożono w usta na przykład takie słowa: "Bądźcie roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie". Do czego miałaby służyć roztropność węża? I jak to się ma do gołębiej czystości? "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci...". Kto myśli o tym, jakie dzieci są naprawdę? Jaką moralnością uzasadnia Pan przywłaszczenie sobie oślicy, na której odbył się triumfalny wjazd do Jerozolimy? Jaki morał wynika z przypowieści o nieuczciwym włodarzu? Jaki sens - jakże głęboki i doniosły - wynika z apokryficznych słów Pana: "Człowieku, jeśli wiesz co czynisz - jesteś błogosławiony, jeśli zaś nie wiesz, jesteś przeklęty i przestępcą Prawa". Wreszcie, co miałoby znaczyć wyznanie Pawła "(...) czynię zło, którego nie chcę". Że już nie wspomnę o niedwuznacznych przepowiedniach Apokalipsy, którym nie daje się żadnego kredytu zaufania, tak są kłopotliwe. Postawione niegdyś przez gnostyków pytanie: "Skąd zło?" - nie doczekało się w świecie chrześcijańskim odpowiedzi, a nieśmiałe przebąkiwanie Orygenesa o możliwości zbawienia diabła zostało okrzyknięte kacerstwem. Dzisiaj jednak, gdy powinniśmy o tym mówić, gdy trzeba udzielić odpowiedzi, stoimy z pustymi rękami, zdziwieni i bezradni, nie mogąc sobie uzmysłowić nawet tego, że żaden mit nie pospieszy nam z pomocą, choć właśnie tego byśmy bardzo potrzebowali. Wprawdzie sytuacja polityczna i przerażające, wręcz demoniczne osiągnięcia nauki powodują, że ogarniają nas tajemne dreszcze i niejasne przeczucia, nie wiemy jednak co robić, a tylko nieliczni dochodzą do wniosku, że tym razem gra toczy się o dawno zapomnianą duszę człowieka".
Carl Gustaw Jung, "Wspomnienia, sny, myśli"

Zrobiłam ten wypis spory czas temu i czekałam z wrzuceniem, bo chciałam dodać komentarz:
- O C. G. Jungu - jak zrozumiałam, dlaczego i dla kogo stał się podejrzaną figurą (dla naukowców, za podświadomość i naleganie, że istnieją zarówno dusza, jak i Bóg, dla chrześcijan, za nie pomijanie ciemnej strony).
- O moim osobistym rozwoju, który wymagał rozwinięcia chrześcijańskiego mitu, który wzięłam z mojej tradycji (Lucyfer, najpiękniejszy z boskich aniołów, syn poranka i Jutrzenki, który zbuntował się na to, że coś tak materialnego jak człowiek otrzymało boską świadomość. Czym jest Lucyfer?).

Ten zamysł mnie przerósł, więc wrzucam cytat, a moje myśli zaznaczam. Może na później.

Wrzesień: powroty i rytuały


Sopot 2017

Rosarium mniejsze i piękniejsze niż zapamiętałam.
Queen of Sweden nie pachnie. Na zdjęciu Cosmos, pachnie cytrynowawo.

Niespodziewanie wyszło słońce.

Miałam szczęście trafiać na dobre jedzenie; nawet obsługa w większości starała się być miła.
Sprzedawczyni na stoisku z pierścionkami pyta: I co? Widzi pani za każdym razem coś nowego w Sopocie? Szczerze: dawno nie byłam i nie pamiętam dokładnie co stare, co nowe. Ładnie.

To przywilej: spędzić wrześniowy piątek na plaży, ze słońcem w tym mieście ładnym na wiele sposobów.

W PGS ładna kolekcja paryskich malarzy ze Wschodniej Europy. Na drugiej wystawie zrozumiałam rzemiosło impresjonistów: z bliska abstrakcyjne plamy, w miarę oddalania układają się w iluzje kształtu. No tak... Ktoś już nie żyje, a został zapis jego osobistego ruchu, maz pędzla na płótnie. Wdzięczność, że uwolnili nam postrzeganie z niby-lustra realistów.

I jeszcze radość i kłopot: w kawiarniach przy Monciaku mnóstwo wróbli.
Kłopot, bo brudzą krzesła.
Na plaży mewy pobiły się ze starym krukiem o resztkę mojego gofra. I

Dziwne rzeczy dziś do mnie przemawiają

Robię porządki na biurku i w papierach i znalazłam coś takiego.

Jak liderzy utrzymują się przy życiu
Przywództwo jest ciężkie - dla ludzi, którzy pracują z liderami, jak i dla samych liderów. Skąd szefowie mają wytrzymałość, energię i pasję potrzebną, by nie ustawać w popychaniu rzeczy do przodu?
Pracuję nad tym pytaniem z kolegą z Kennedy School. Piszemy książkę dla liderów zatytułowaną "Utrzymać się przy życiu". By wypełnić należycie rolę lidera w długim okresie, musisz nauczyć się odróżniać ją od siebie. Mówiąc prościej: nie możesz brać rzeczy osobiście. Szefowie często biorą do siebie to, co nie jest osobiste, i w efekcie źle diagnozują opór, który napotykają.
Pamiętaj: to nie ciebie chcą dopaść. To może wyglądać jak osobisty atak, może mieć wydźwięk jak osobisty atak - ale tak naprawdę chodzi im o kwestie, które reprezentujesz. Odróżnianie roli od siebie pomaga zachować umysł diagnosty w trudnych momentach.
Jest jeszcze drugi punkt: role zawodowe tak bardzo nas wciągają, trudno jest rozróżnić rolę od samego siebie. Dlatego potrzebujemy partnerów, którzy pomogą nam zachować analityczny punkt widzenia. 
Liderzy potrzebują również sanktuarium, miejsca, gdzie będą mogli skontaktować się z wartością swojego życia i wartością ich pracy. Nie koniecznie mam na myśli fizyczne miejsce, czy dłuższy urlop dla poszukiwań duchowych. Mówię o praktycznych sanktuariach - codziennych momentach, które spełniają rolę sanktuarium. Jedno sanktuarium, które ostatnio sobie stworzyłem polega na otrzymywaniu e-maili od mojego przyjaciela rabina, który jest mistykiem i uczonym biblistą. Codziennie przysyła mi interpretację jednego słowa z Biblii. Ma tylko kilka ekranów długości, ale kiedy przechodzę przez skrzynkę e-mailową, poświęcam kilka minut na przeczytanie tego, i zakorzenia mnie to w innej rzeczywistości, w innym źródle znaczenia.
Ronald Heifetz, artykuł z "Issue", 1999 rok

Z jednego z notesów przemówiło do mnie natomiast to:
Kontemplowanie wzrostu, to przede wszystkim przyglądanie się dobrym i twórczym siłom w świecie. Jest to naturalna i spontaniczna najwyższego rzędu.
 I Ching, "Kontemplacja"

Tło muzyczne: od kilku dni w głowie śpiewa mi Lana del Ray.
Dziś wreszcie odszukałam na YT, odsłuchałam i oczywiście -- M. wyjechał, tęsknię u schyłku lata.

Jadę sobie w tramwaju, atu. Wydarzyło się

BOHATEROWIE
Babciodziewczynka, drobna szelma
Rosły, gruby facet w pomarańczowym kontuszu z szablą przypasaną do słuckiego.
Tramwaj numer 8


Babciodziewczynka: [po tym, jak została trącona sterczącą szablą] Wygląda pan jak wielki trzmiel... Z żądłem.
Tramwaj numer 8: Nie tłumi uśmieszku. Dobrze mu tak, rozbija się z tą szablą.
Facet w kontuszu: [chwila na odszukanie ciętej riposty] Dobrze, że nie jak dżin... Z tonikiem.
Tramwaj numer 8: W śmiech. Niechęć rozładowana.

Jedynie kobieta w czarnej spódnicy ze skóry spod automatu do wydawania biletów ogląda scenę pochmurnymi oczami.
Nad jej głową do sufitu lgną dwa złociste balony w kształcie cyfr. 0 i 5?

Takie rzeczy w Krakowie.

Muszę jednak obiektywnie przyznać, że męska tusza doskonale się prezentuje w ogniście pomarańczowym kontuszu, podkreślona pasem ze złotogłowiu, to strój stworzony na słuszne gabaryty. Stercząca szabla dodaje lekkości.

Co dziś do mnie przemawia: o matkowaniu

Wiele razy widziałam, że im więcej empatii kobieta ma dla swojego wewnętrznego dziecka, tym bardziej może przyjąć ogrom tego, co przecierpiała jako dziecko. Niezależnie od tego, czy jej rodzice mieli dobre intencje, czy nie, to tak naprawdę nie ma znaczenia. Ważny jest sam fakt cierpienia. Kobiety, które naprawdę to przyjmują i mają empatię dla siebie, automatycznie stają się bardziej empatyczne i dostępne dla swoich dzieci.
Istnieje rzeczywiste połączenie pomiędzy tym w jakim zakresie matkujemy sobie, a tym, jakimi matkami możemy się stać.

Bethany Webster

Cały wywiad warto posłuchać: KLIK TU. Hasło: Belonging (z dużej litery). Niestety po angielsku, w tradycji analizy jungowskiej.

Przemawia do mnie, gdyż sądzę, że tak, że ten cytat i cały wywiad w dużej mierze to prawda. Sądzę na podstawie mojego doświadczenia z Prawie Pięciolatkiem. Zostałam nazwana rzecznikiem Praw Dziecka, i cieszy mnie ten tytuł. Już widzę, że utożsamienie się z dzieckiem nie wystarcza. Potrzebne mi zaufanie do moich reakcji, że są zdrowe, albo, że potrafię odróżnić zdrowe od zranionego moim własnym dzieciństwem (czasem czuję, że się udaje). Zdrowa umiejętność pokazania gdzie są moje granice i jakie zachowanie dziecka je przekracza (przychodzi mi z wielkim trudem). Przyjęcie roli osoby dorosłej (Ha, ha... Wciąż jeszcze nie tak, nawet PP wprost mi mówi: "Ty to nie jesteś dorosła". Ja: Nie?! To jaka jestem. PP: yyy...).

Sierpień: już po połowie



Wczoraj w drodze z pracy, ku własnemu zaskoczeniu, cieszyłam się jak głupia, że istnieją:
- chmury (środkowoeuropejskie sierpniowe pre- i post-burzowe, nad Krakowem)
- ubrania (ładne)
- lody (GoodLood, TE)

Bez tego byłoby trudno.