Precjoza





Cenne elementy kobiece. I na wpół zapomniany temat muzyczno-filmowy.

Precious feminine parts. And the half forgotten movie theme.

A girl that got stolen by Gypsies

Kiedy byłam dzieckiem, na łące nad naszą rzeką Romowie mieli coroczne letnie obozowisko. Wtedy mówiło się o nich "Cyganie" i słowo to budziło poruszenie w całej wsi.

Nie pamiętam, czy wozy były bajeczne i kolorowe, jak w piosence i u pewnych prowansalskich projektantów, którzy remontują i sprzedają stare wozy cygańskie*, czy nędzne i szare jak tabory, jakie widywałam w Rumunii. Pamiętam, że trzeba było zamykać kury i chować rzeczy z podwórka. I że mama mówiła, że skoro jestem taka śliczna i mam ciemne oczy jak cyganka, to pewnie zachcą mnie ukraść.

Życia w taborze nie poznałam - tym bardziej, że wkrótce, w drugiej połowie lat 70. władze PRL-u definitywnie zakończyły akcję osiedlania Romów, kończąc tym samy życie taborowe w Polsce. Do tego stopnia, że już w 1979 roku można było w Tarnowie utworzyć Muzeum Romów, bo pewien żywy sposób życia stał się martwą kartą w historii etnografii.

Jednak Cyganie ukradli mi kawałek serca w dzieciństwie. A to w takim sensie, że zostało mi po nich uprzedzenie - lęk pomieszany z ciekawością i fascynacją. Kiedy dorosłam, powoli zrozumiałam co to jest stereotyp i uprzedzenie - i zaczęłam je widzieć i rozwiązywać w sobie. Paradoksalnie, dzięki temu, że coś takiego w sobie mam, takie przeżycie z czasu, kiedy rodzą się irracjonalne lęki, mogę lepiej zrozumieć w jaki sposób stereotypy i uprzedzenia zaburzają realny odbiór osób i świata.

W każdym stereotypie jest ziarno prawdy - choć zazwyczaj zamienione w potwora nie do rozpoznania.
To prawda, że "moi" Cyganie" kradli kury i drobne przedmioty. To prawda, że istnieją wśród dzisiejszych Romów grupy przestępcze wykorzystujące dzieci do kradzieży. To prawda, że cygańskie życie było zagrożeniem dla cichego, ciułaczego życia włościańskiego - jako jego antyteza.

Każdy stereotyp skupia się na jednym wymiarze - spłaszczeniem zastępując prawdę, głębię i bogactwo życia. Cyganie byli zagrożeniem, bo poddawali w wątpliwość włościańskie wybory i wartości, którym podporządkowane było wiejskie życie. No bo jak tak można? Wyruszyć w drogę, oderwać się od przywiązania do nieruchomości, żyć tu i teraz, pieśnią i tańcem, wędrować z wiatrem i gwiazdami, w zaufaniu, że środki do życia się znajdą - w postaci wieśniaczej kury, czy garści jagód w lesie.

Stereotyp i uprzedzenie działa zazwyczaj w obie strony, a Romowie są grupą, która szczególnie ściśle trzyma się swojej tradycji. Tak samo w obie strony działa jednak fascynacja, ciekawość i tęsknota. Dlatego na koniec tej opowieści będzie jeden mały słodki happy end z odrobiną gorzkiej czekolady.

W czasach, gdy Cyganie jeszcze podróżowali taborami, któregoś lata pewien rozmarzony chłopiec sarna z mojej wsi zakochał się w Cygance. A ona zakochała się w nim. Pobrali się i zbudowali dom, a ich dzieci dorosły. Dziewczyny mają śmiech w ognistych oczach i niańczą im wnuki. Tylko jeden z chłopaków, ten po ojcu wrażliwy, najlepszy tancerz na weselach i mechanik-magik, jeszcze się nie ożenił, choć ma grubo po trzydziestce, bo ciągle marzy nie wiadomo o czym.

Młodzi, choć już starzy, do dzisiaj żyją, miód i wino piją, i jak chcecie zobaczyć jak wyglądają szczęśliwie zakochani, to przyjedźcie ich sobie obejrzeć.

***

No i tyle się nagadałam. A chciałam tylko powiedzieć, że zrobiło się chłodno i myślę o czymś ciepłym. Może dziś na zimę ciepły koc? W cygańskich kolorach proponowanych przez wspomnianą wyżej prowansalską projektantkę Jeanne Bayol.


Albo jej płaszcz z rodzimego lwa?



Na koniec coś dla wszystkich, którym ogień buzuje w duszy.
I którym nie trzeba dwa razy grać, żeby ich porwać do tańca.

Jako, że bliską krewną stereotypu jest mitologizacja, oto romantyczna wizja cygańskiego życia stworzona przez dwie młode wówczas kobiety, pieszczoszki PRL-u - Agnieszkę Osiecką i Marylę Rodowicz - w czasie, gdy takie życie właśnie przestawało istnieć.




*O cygańskich wozach Jeane Bayol dowiedziałam się dzięki Box of Treasures.

Naga prawda



Oto jak podróżuję, kiedy jest tak gorrrąco i gdy wreszcie nadszedł błogosławiony leniwy weekend.

Oto naga prawda:

Kolega narysował wieloryba

Jak człowiek za dużo pracuje - szczególnie w tak upalny finał lata - to zawsze mu się jakaś refleksja przyplącze.

(Która czasem nie może się odczepić, jak w przypadku rozważań o pewnym słodkim bezustym demonie, które stały się najpopularniejszym wpisem na tym blogu. Nie ma tygodnia, żeby ktoś go nie odwiedził, co sprawia, że ciągle muszę oglądać tę buźkę. Wpis jednak zostawiam. Może poszukiwacze Hello Kity zobaczą siebie w nim, jak w lustrze).

Do rzeczy. Siedzimy wczoraj w miłym gronie koleżeńskim i rozmawiamy o postaciach rysunkowych dla dzieci. Aż tu doświadczony kolega, ojciec dzieciom, odzywa się w te słowa:

- Jak mój kolega w dzieciństwie narysował wieloryba, to się przestraszył i uciekł z krzykiem.

A dzisiaj... Straszna postać wychyla się z byle paczki płatków śniadaniowych. Co dzieciaka ochroni? Co go potem jeszcze poruszy?

Lecz piszę do Was, gdyż tak naprawdę ciekawi mnie coś innego.

Czy podrośnięte dzieciaki porające się ze strachami i demonami - jak na przykład Kimon, czy świetny Tomek Rogaliński - też tak czasem mają - że uciekają z krzykiem na widok swoich wielorybów?


Please, click below, if you are interested in the English translation.

Jak narobić zamieszania w remizie


A oto ostatnia z niepokojących odsłon kobiecości, do muzyki Fever Ray, tym razem wykonywanej z jej macierzystą formacją The Knife. Była Władczyni Burz (która według mnie mówi o chęci życia w jedności z przyrodą - niemożliwej do realizacji dla "normalnego" człowieka) i Królowa Owiec (którą interpretuję jako requiem, ale jeszcze przed śmiercią). Skoro pojawił się Thanatos, warto przywołać też Erosa. Dlatego jako  ostatnią z galerii postaci wywołuję na scenę Królową Rodzimych Parkietów.

Megakobiecość, tyle, że męskim wykonaniu. Cóż, przychylam się do poglądu, że taka wizja "kobiecości" to i tak w znacznej mierze męski konstrukt. A kiedy w tę wizję wciela się mężczyzna, można łatwiej zaobserwować z jakich elementów jest ona skonstruowana.

Szczerze radzę zwrócić uwagę na landrynkową, dyskotekową frazę keybordu i docenić jak ustawia ona muzyczną warstwę utworu.

Warto też docenić jako doskonale zarysowane są charaktery - szczegółem stroju, spojrzeniem gestem. I jaki maluje to portret tej grupy ludzi jako jakiejś całości.

Tłumaczenia warstwy słownej tym razem moim Szanownym Czytelnikom oszczędzę. Powiem tylko, że zaczyna się od słów "I'm in love with your brother/ What's his name [...] Maybe I shouldn't ask for his name".

Ten landrynkowy beat i piękny filmik trafił w me serce via K.I.M. (Kimciu).

Królowa Owiec



No i rozsypał się we mnie worek z  postaciami wariatek skandynawskiej elektro divy Fever Ray, z płyty o tymże tytule. O poranku zaprezentowałam nastoletnią Władczynię Burz i Basenów, przed snem przedstawiam starą Królową Zagrody.

Z tą panią zapoznałam się również dzięki Kimonowi.

Tekst piosenki w oryginalnym języku angielskim znajduje się na przykład tutaj, dla porównania z moją mniej lub bardziej udolną próbą zamieszczoną poniżej, po rozwinięciu.

Nie zapomniałam: Ptakodziewczynki gotowe do odlotu

Nie zapomniałam. Jakiś czas temu odbył się tutaj spontaniczny mikro konkurs.
Który ujawnił, że kilkoro z moich Czytelników wie, iż autorem słów "Krytyk ma prawo być ze wszystkiego niezadowolony z rozpaczy przez nieistniejące arcydzieło" jest Charles Baudelaire, postać mroczna i dekadencka, najbardziej kojarzona jako autor cyklu poetyckiego "Kwiaty zła".

Ciemna reputacja autora czyni jego słowa cokolwiek mniej obowiązującymi,
sądzę jednak, że są one godne uwagi.

Otóż wszystkim osobom, które czują w sobie impuls twórczy, proponuję, by usadziły swego łkającego wewnętrznego krytyka na dizajnerskiej kanapie, z albumem wszechświatowych wszecharcydzieł. Puśćmy mu jakiś arcyfilm, czy nieziemską muzykę, włóżmy w dłonie wiekopomny tom - niech się napaja i czerpie dobre wzorce.
Gdy uwaga krytyka zostanie odwrócona, my spokojnie możemy poddać się owemu impulsowi do tworzenia - w jakkolwiek niewyrafinowanej, niedoskonałej, ulotnej i nieznaczącej formie chciałby się on w danym momencie przejawić. Jak widać na poniższym obrazku, często nie trzeba wiele, wystarczy na przykład kawałek kredy i asfalt.

Gdyby ktoś czuł w sobie moc, by porwać się na rzeczy wiekopomne i genialne,
kute w marmurze i stali nierdzewnej, to oczywiście też proszę, jak najbardziej! 
(Choć kucie w marmurze - przypuszczam - jest męczące, szczególnie w letnie popołudnie).

Ptakodziewczynki (zwane też Kosmitkami) powędrują w dobre ręce: Sydonii  (z sercem szeroko otwartym na wszystko co pochodzi od dzieciaków), Kimona (który wcale nie jest takim nieobytym dziecięciem z lasu, jakim chciałby się przedstawić, o nie!), Ketiova (ceniącego elegancką formę stroju - byle u innych) oraz do Lafle (pastelowego dziewczęcia, które niemniej z rozmaitemi dekadentami jest za pan brat).

Kosmiczne Ptakodziewczynki pozują z organiksem autorstwa Doro ze Starego Sadu. Na zdjęciach rzeczy Doro wychodzą pięknie, ale trzeba je wziąć do ręki, by poznać ich prawdziwą siłę.

This is my land

Today I will start with English, because this post is specifically written with the intention to give my new blog acquaintance, Mary of San Francisco area, a sense of land where I come from - should she happen to drop by. Maybe my Polish friends might also be interested in some personal gossip details. 
Last weekend here in Poland was extended by a bank holiday devoted both to a Vergin Mary figure (the Holy Mother of Herbs, most probably a pagan godess descendant, judging by the time of the celebration), and some national miraculous victory from one and a half centuries ago. So I fled to the countryside to catch the last of summer, that is passing too fast for me this year. 

Dzisiaj zaczynam po angielsku, bo piszę specjalnie dla mojej nowej blogowej znajomej, Mary z San Francisco, żeby jej trochę pokazać skąd jestem - na wypadek, gdyby do mnie kiedyś zajrzała. Być może moi polskojęzyczni Czytelnicy też będą zainteresowani jakimś osobistym wynurzeniem i ściślejszym osadzeniem mojej osoby w przestrzeni geograficznej.
Korzystając z ostatniego weekendu, przedłużonego dzięki Matce Boskiej Zielnej i Józefowi Piłsudskiemu, pofrunęłam na wieś, żeby złapać ostatki lata, które w tym roku za szybko dla mnie ucieka.

My parents live in The White River valley, let me take you for a walk up the hills. We don't need to grow wings at this point.
Dom rodziców jest w dolinie Rzeki Białej, zapraszam zatem spacer na pagórki. Skrzydła chwilowo nie będą nam potrzebne.

 

Toes of fire, czyli z dużej chmury mały ogień


Polowanie na światło: przelotne ognisko domowe. A jeśli ogień, to i Johnny Cash. 

The light quest: random house fire-side. And fire calls to mind the Johnny Cash classic.


This world is crazy beautiful


O! Dzięki Wam - Matko Boska Zielna i Józefie Piłsudski - za piękny dzień wolny od pracy.
Szkoła fotografii krajobrazu: patrzenie na zdjęcia Doro.

I want to thank Holy Mother of Herbs and a national heroe Józef Piłsudski for a bank holiday of 15th of August here, in Poland!
The school of landscape photograpy: looking at pictures taken by Doro.

O Boże!

Moim ewentualnym Czytelnikom, którzy po tym wpisie zaciekawili się zdjęciami Pawła i mogliby jakimś przypadkiem na nie czekać, na ten czas proponuję wgląd w mało komu znany zakątek osobowości wzmiankowanego fotografa.

Proszę Państwa. Co to?


Na parterze Przezroczysty w Turbanie świeci na niebiesko wśród kulek styropianu - symbolizujących śnieg? Chyba nie, ta interpretacja jest prawdopodobnie zaburzona kulturowo.

Babciowe materie


Babciowe materie opowiadają bajki szeptem. Trzeba się przybliżyć.

Grandmother's fabrics whisper old stories. One needs to get close.

Brzydkie, brudne i złe. Jeśli wejdziesz między fotografy, musisz zacząć fotografować

Sznurek, tłumik i fotograf.
A string, a muffler and a photographer.


Przyszedł czas i pojawiła się potrzeba, żeby się wytłumaczyć ze zdjęć, które tu zamieszczam -
z tytułowych brudnych, brzydkich i złych.

So it's the time that I need to explain the photos I upload - 
the dirty, the ugly and the bad, as I have put it in the title.

Przez lata żyłam przez słowa i dla słów. Dziewczynka rozczytana w cudzych życiach. Intelektualistka, która zjadła wszystkie papierowe rozumy. Osoba wszystko wiedząca w teorii, lecz oderwana od życia bezpośrednio tu i teraz. Życie za szybą, może ktoś zna podobne doświadczenie.

For years I used to live through words and for words. The little girl reading her life through other people's stories. The intelectual, who has eaten up all the paper brains. The know-it-all in theory, yet detatched from the living here and now. A creature living under a glass bell, maybe you know the experience.

Upadek wroga


Zarejestrowano upadek wroga krajobrazu. 

We have recorded the fall of the landscape enemy.

"Krytyk ma prawo być ze wszystkiego niezadowolony, z rozpaczy przez nieistniejące arcydzieło"

Prakodziewczynka z kotką. Kotka z ptakodziewczynką.
Autor nieznany
Park Strzelecki Kraków

Dla osoby, która odgadnie kto jest autorem cytatu z tytułu mam prezent: odbitkę powyższej Kosmitki.

PS: Nota z przyszłości: rozstrzygnięcie konkursu znajdzie się tutaj.