Kto kocha Ewę?

Ewa Demarczyk w fotografii Jana Popłońskiego

Na zwieńczenie spontanicznej mikroserii "heroiny", dziś wielkoformatowy dowód, iż Polacy nie gęsi, a wśród Polek znajdują się Postacie.


Panie i Panowie, la grande valse brillante, czyli słowa, od których trzeba mnie cucić (Miiiiiiiiron!!!! A!) po mistrzowsku podane i ożywione przez Królową Ewę.

Na wyrażenie której nie znajduję odpowiednich słów, oddajmy więc lepiej głos jej samej.





PS: Przy takiej okazji nie można pominąć Pani Ewy mistrzowskiej interpretacji słów pięknego Krzysztofa Kamila... Choć nie tak bardzo chętnie rozdrapuję narodowe rany.




PS 2: Pomyślałam w nocy, że jakimś szczęśliwym trafem Pani Ewa mogłaby przecież tutaj zajrzeć. Co nie jest nawet całkiem nieprawdopodobne przy tych wszystkich guglach. Pani Ewo Kochana!


Oto jedna z róż z kolekcji mojej mamy, która to (mama, nie róża), przekazała mi miłość do Pani twórczości. To z mamy płyt ta dziewczynka słuchała Pani piosenek na adapterze. Mam wrażenie, że to, co zostało na płytach, to za mało, że dla nas nie wyśpiewała Pani wszystkiego... Ale przecież był teatr, może tam padły wszystkie słowa, a emocje wypaliły się do żywej kości?

Róża - stosownie - wygląda na bogatszą krewną odmiany Queen of Sweden.


14 komentarzy:

  1. jest orgia intelektu z wrażliwością!!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. :D

    Nie chciałam używać słowa "orgazm" publicznie, ale skoro już to zostało ujawnione... ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. btw

    Ciuchutko sobie marzę, że kiedyś wejdę do laflandii, a tam będzie sobie wisiał pliczek mp3 i śpiewał sławnym sopranem jakieś laflosłowa...

    ech ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy rok studiów, ona, przyjaźń i alkohol.
    Kochałyśmy ją i byłyśmy wszystkimi z jej wyśpiewanych słów.
    Nie wiem jak mogłabym nazwać moje uczucia do niej, po tylu latach? Myślę, że kocham, ale takiej namiętności słuchania już nie ma.
    Dzięki za Ewę! Dobrze, że może wciąż być.

    OdpowiedzUsuń
  5. M., no właśnie, mogłaby być, a jej nie ma...

    Mam nadzieję, że to z własnego wyboru Pani Ewy to publiczne milczenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. ale........ ja nie użyłam słowa "orgazm"... :DDDDDDDDDDDDDDDDDD chociaż, skoro już o tym mowa.....;DD kolejne tabu za nami! alleluja!;D

    były kiedyś przymiarki do takiego pliku, zaraz, gdzieś jest, gdzieś tam... ale głębooko. za głęboko:)) choć to miłe, że tak marzysz:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Lafle, ehem, nie wiedziałam, że to ma być zimna orgia ;)

    A, no widzisz, jest. Czyli jest też szansa, że jak kiedyś kiedyś wiosną rozmarznie grunt, to on się bliżej przemieści powierzchni, i jak otoczak wychynie gdzieś sobie na światło podczas orki na ugorze ;) ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. xD yghm. no. xDDD

    Nie wywołuj wilka z lasu! O.o :DDD

    OdpowiedzUsuń
  9. O jezusicku, ja ją kocham. To artystka wyklęta, ale i taka, której czas nie minął, bo trwa wiecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przesłuchuję "Anioły w kolorze".
    Świetne! Prawie tak dobre jak oryginały ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. :DDDD

    HaDeeS, ciekawi mnie jaką podróbkę wynajdziesz w miejsce "Karuzeli"?

    Mam kilka pomysłów, ale nie będę ułatwiać ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cover "Karuzeli" tylko w wykonaniu rewelacyjnej Steczkowskiej, której każda kolejna płyta, niestety jest gorsza od poprzedniej ;)
    Z drugiej strony staram się zrozumieć kierunek w którym zmierza, bo teoretycznie ckliwy pop sprzeda się łatwiej, niż zaangażowana piosenka ;]

    OdpowiedzUsuń
  13. No... Rzeczywiście, odważnie się Pani S. porwała, i Królowej wprawdzie nie zdetronizowała, ale plamy nie dała ;)

    Cóż, miała młoda wiedźma zadatki, ale je sprzedała ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też kocham - od dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń