Some things on a windy night

Dziś w nocy szalał wiatr, a ja nie mogłam spać. I czułam - czułam to - jak dziecinny, nieokreślony lęk zamienia się w strach całkiem konkretny: czy mam schronienie wystarczająco mocne, żeby wytrzymało napór żywiołów? Czy wiatr nie zerwie dachu, a woda nie znajdzie sobie szczeliny i nie dotrze do wnętrza mojej kuchni, jak jej się już raz wczesnym latem udało?

Piękna, poważna, dorosła troska, która otwiera pole do działania, ale na którą jednak w noce mokre i wyjące jest już za późno. Chyba, że jak Słowa Malowane, ma się miejscówkę w brzuchu Ziemi. No, ale teoretycznie nawet tam coś się może zwalić i zatarasować wejście... Jednak krucho z nami w tej konfrontacji.


***
The wintery wind was howling last night, and while I coudn't sleep, I have felt how my childish nondesript fears are being replaced by a very precise grown up worry: is my roof strong enough? Is my shelter strong and resistant? 

We are fragile in confrontation with the Forces and it is much too late to worry about it a windy winter's night. Yet my world, altough materialy transient, hopefuly is strong on relationships. 


The recent gifts and acqusitions that I show below, are tokens of affection, not mere objects. So, Ladies and Gentelman, today the weather woman proudly presents: a vintage fawn from an old friend and two felt New Age gnomes from a new one, a string of raw amber from my Mother and a purse crocheted by my lovely niece (whom I have taught the skill!).     
***


Dla zachowania równowagi, oto kilka obrazków z mojego małego światka - słabego materialnie, ale - mam nadzieję - mocnego więzami z ludźmi.

Od Mikołaja: rozeźlona sarenka dla Królowej Kiczu.
Zwróćcie uwagę na seksowną linię zadu.
Od Bożenki (pozdrawiam kochana, jeśli tu zajrzysz):
krasnale New Age, karmiczni bracia, z trzecim okiem zamiast dwóch.
Bożenka, niewiedzący, ufilcowała ich specjalnie dla mnie :*


Wieczór bez komputera zaowocował tuningem kolejnych przedmiotów z mojego mikrokrólestwa.
Surowe bursztyny zyskały akcenty kolorystyczne podkreślające słoneczną żółtość, która miejscami prześwieca spośród surowej żywicy. Wykorzystałam tasiemki do wieszaków poodcinanych od ubrań (kolega fachowiec mówi: odcinać! One są tylko po to, żeby ciuchy prosto wisiały w sklepie).

Torebusia własnoręcznie uszydełkowana przez ukochaną siostrzenicę otrzymała sznyt Channel w postaci łańcuszka do paska zrobionego oryginalnie ze wstążki (ma Młoda oko do kolorów, przyznajcie to, Droga Publiczności!).

Od Mamy: litewskie bursztyny z turnusu w Truskawcu.
Od siostrzenicy: dla Królowej Torebusiowej.
Przy okazji: pamiętacie torebkowy skandal z udziałem Tinky Winky?
Afera była przestarzała, dziś chłopacy już normalnie mogą mieć
fajne torebki - przynajmniej w liceach w Warszawie.

13 komentarzy:

  1. Jak zwykle Twój kicz, okazuje się sztuką najwyższej próby ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadobny HaDeeSie

    BEZ PRZESADY! ;)

    Ale fakt faktem, że w PRL-u spotykało się bardzo dobre wzornictwo, jak u rzeczonej sarenki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sarenka jest fantastyczna!
    Gdzież się podział taki design, gdy teraz wśród dziecięcych zabawek królują też kiczowate chomiki na kółkach ;DDD
    Ostatnio byłem zmuszony kupić taki badziew ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Zu Zu tłumaczy się jako "zło! zło!" ;)

    Ktoś profesjonalnie robi kasę... Ech

    OdpowiedzUsuń
  5. Chomiki popierdalają już w sali balowej, do kompletu (na Gwiazdkę) będzie pałac hahaha

    OdpowiedzUsuń
  6. noooo Z CZYM JAK Z CZYM, ale z krasnalami to bym ich nie skojarzyła xDDDDDD
    Zadek sarenki pierwsza klasa :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Lafle... Aż się boję zapytać CO TAKIEGO Ci przywodzą na myśl...? ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  8. sama przed sobą się wstydzę...........xDDD

    OdpowiedzUsuń
  9. Oooo

    Lafle! :DDDDD

    Takie maciupcie?? ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. wesprę Lafle w skojarzeniach - zaskoczona byłam, że to niby krasnale - choć fakt to krasnale hehehe
    co do sarenki - ostatnio prawie kupiłam takie małe brokatowe maleństwo, w ostatniej chwili się jednak rozmyśliłam - cholera teraz żałuję
    co do zawieruchy i lęków - cóż życie na tym polega, że kiedyś się skończy - Bogu dzięki nikt nie wie kiedy.
    jedno jest pewne jeśli ty dorosła wejrzysz w głąb siebie, odszukasz tę malutką, chwycisz ją za rękę, weźmiesz w ramiona itd. - cokolwiek ona chce - szepniesz na ucho jestem przy tobie, chronię cię bo jesteś największym moim skarbem - ukoisz ją :)))
    buziole

    OdpowiedzUsuń
  11. Neili... :*

    Drogie Panie! To krasnale, krasnale jak byki!!! ;D

    OdpowiedzUsuń