Zeszyt jak Wszechświat

Michelle.

Wiem że dla niektórych, co tu zaglądają to nie tytuł piosenki, ale alias pomysłodawczyni i jednoosobowego zespołu wykonawczego projektu o kryptonimie Zeszyt.

Zaciekawiła mnie informacja o pierwszym Zeszycie, gdzieś spotkana szlajający się po necie, więc się ucieszyłam, gdy wkrótce Michelle zorganizowała drugi. Trochę tremy było. Czy dobre wybrałam 60 kartek. Że nierówno przycięłam. A tak w ogóle to ja nie wiem o co chodzi z tym całym scrapem!!!! (Michelle napisała tylko "przyślijcie kartki takie wiecie, jak lubimy")

Teraz już wiem jakie lubimy. I odczucia, jakie rzecz ta we mnie budzi są dla mnie tak ciekawe i zaskakujące, że potrzebowałam dobre dwa tygodnie, żeby temat ogarnąć w duszy, w myśli i w ilustracji (która dziś jest... powiedzmy dostateczna).

No bo po pierwsze, ktoś mnie kiedyś nazwał Dziaduwą, w porywie słabo skrywanej irytacji. Epitet przyjęłam należnie, jak komplement, bo fakt faktem miłość do rzeczy, czy też ich szczątków, trwa we mnie długo długo poza ich śmierć cywilną (co do ciuchów szczególnie). Scrap - tak, jak mi się poprzez Zeszyt objawił - takową miłość bezwstydnie eksponuje! Nie ma takiego kawałka zszarganej materii, żeby się nie dało uwypuklić jej piękności (byle była w miarę płaska). Choć nowe, cudne i brokatowe oczywiście jak najmilej widziane jest też. A przy tym wszystko musi być porządnie ujęte w ramy i okładki - co przemawia do mnie z drugiej strony.

Po drugie, co 60 myśli, to nie jedna. O nie! Otwierając Zeszyt wkracza się jak do jakiegoś Wszechświata: co kartka, to inna wrażliwość i inna opowieść. I ja te wszystkie kwiaty mogę teraz wpleść w swój warkocz. Nie wspominając, że Zeszyt to ekspresowy kurs technik scrapowych. Czemu w mojej podstawówce nie robiło się scrapbooków???





Po trzecie, z mojej strony wstydu nie było (powiedzmy... Ale mam pomysły co bym zrobiła, gdyby Michelle zorganizowała kolejną zbiórkę Zeszytową). Z mojej własnej niejednorodnej puli wspomnień, które już od dawna warto było przerobić na coś nowego, dostała mi się z powrotem micha wiśni. Ha ha. Był onegdaj taki były nie były, który był mi te wiśnie sprezentował nieopatrznie i niechybnie... Wiersz wycięłam i zostawiłam (choć nie był dojrzały), a wiśnie dopiero teraz smakują :)



A to moje pierwsze próby zabawy w/z Zeszytem.



Dźwiękową ilustracją dzisiejszych rozważań niech będzie scrap muzyczny: Gaba Kulka, z nieco może zbyt radosnym podejściem do twórczości mojego guru Zbigniewa Herberta i on sam wypowiadający własne słowa. Stoimy na granicy


10 komentarzy:

  1. łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaał...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    kocham Twój zeszyt! Żółtą sukienkę! Ser pleśniowy! Dynię! Secesyjny stolik! Czarne muchy wokół czerwonej lampy!

    I stanie na granicy...(i śmierci podziwianie - o to, to...)
    :*

    p.s.Ale wiśniowego amanta to mi skradłaś, albo on się sklonował (albo ich było dwóch??!) ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisałaś... dziękuję za Twój udział w Zeszycie!
    Będzie trzeci pewnie... ale w Nowym Roku - tymczasem wszystkiego dobrego na Święta!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lafle :))))

    Aaaaa! Wiśniowy amant grasuje!!! Strzeżcie się dziewczęta! ;)


    Michelle, to ja Tobie dziękuję - to przecież takie mnóstwo pracy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ mnie zaskoczyła żółta sukienka ...
    Piękna jest Twoja cząstka Wszechrzeczy.
    W ogóle fantastyczny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  5. M., dziękuję :)

    Coś jest na rzeczy z żółtymi sukienkami...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale jaja, wlasnie przeoczylam, ze mam cie w zeszycie :)
    przelecialam imiana uczestniczek a na odnosniki do blogow juz nie spojrzalam - gapa ze mnie, hehe
    z zeszytow mam jedynke i dwojke - oczywiscie po trojke tez pobiegne do Michell
    swietna zabawa - uzaleznia
    a za brak zajec ze scrapbookow w szkole powinni karac
    no to masz teraz Jaryle/Jarowita z tarcza slonca - prasłowiańskim amuletem ochronnym o potężnej mocy działania, ktory ochroni ciebie i twój dom, wzmocni i pomoże pokonać wszelkie przeciwności losu. A swoja droga tenze wlasnie amulet z kamienia w srebrze zakupilam w Krakowie - magiczna sprawa :)))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. alez mi sie wkradlo cudowne przejezyczenie - iscie freudowskie - hehe
    powinno byc - wlasnie przeczytalam, ze mam cie w zeszycie

    OdpowiedzUsuń
  8. No, a ja w tejżepodstawówce sam prowadziłem sobie zeszyt, do którego wklejałem kwiatki z temperowanych ołówków, potem rysowałem ptasią historię, na jednej kartce była dziupla, otwierało się ją, a na drugiej pod nią było gniazdko z jajkiem, potem to jajko się ściągało i był pisklak w środku ;)))
    Dodam, że był to niebieski pisklak z pomarańczami ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Neili, ten cudny wiersz też od Ciebie?
    I słoneczny amulet prasłowiański!!! Cudo, biorę do mojego kącika ekumenicznego ;D

    Niebieski Pisklaku z Pomarańczami:DD A masz ten zeszyt jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  10. wiersz nie mój, choć osobiście przerobiony, w oryginale był rodzaj męski - sprawdziłam, że w projekcie biorą udział tylko kobiety i pozwoliłam sobie na te słowa dla wzmocnienia przesłania

    OdpowiedzUsuń