Zobaczyć ślady. Zanim dojdzie do tragedii


W sąsiednim miasteczku mężczyzna zadźgał żonę. Wcześniej przez wiele lat ją bił i upokarzał, a kiedy w końcu znalazła w sobie odwagę i siłę, żeby uciec, on jednak ją znalazł i dopadł.

Teraz ludzie z miasteczka przypominają sobie różne fakty. Wcześniej nikomu nie przyszło do głowy, że coś może być aż tak bardzo nie w porządku, bo mężczyzna był bardzo religijny.

***
Ciężko mi o tym pisać, ale trzeba.
***

Fakty są takie, że polskie społeczeństwo jest barbarzyńskie. Jest przyzwolenie na dochodzenie swoich praw przemocą i w przeważającej większości mężczyźni używają przemocy wobec kobiet (choć nie jest to regułą). Ofiary przemocy w rodzinie, szczególnie w mniejszych miejscowościach, często nie mają się do kogo zwrócić. Policja w naszym kraju bywa drastycznie niedoinformowana o prawach ofiary w takich sytuacjach, co więcej, często staje po stronie sprawcy. Takie są fakty - wiadome mi od znajomych pracujących w ośrodkach interwencji kryzysowej i w policji.

Przy okazji: pozdrawiam jeden z takich ośrodków, w Sopocie, który wykonuje fantastyczną robotę: pracujący tam wyszkoleni specjaliści wkraczają, by fizycznie stanąć w roli obrońcy ofiary, mogą ofierze zapewnić schronienie, opiekę i na dłuższą metę terapię, a przede wszystkim pracują ze sprawcą przemocy (który - paradoksalnie - najbardziej potrzebuje pomocy). Pracują też z policjantami (którzy - paradoksalnie - pomocy potrzebują jeszcze bardziej).

Jedna jaskółka - ani kilka promieni słońca w grudniowy dzień - wiosny nie czyni. Czy jednak można coś zrobić? Można patrzeć i widzieć - ślady przemocy. Nie lekceważyć. Wyjść poza swój bezpieczny świat, jeśli można pomóc ofierze odkrywać własną siłę (to przecież osoby, które systematycznie pozbawiane są w nią wiary). Mieć odwagę publicznie bronić tego, co kruche i delikatne, i w nas, i w świecie.

A czasem nie można zrobić już nic.

***
Kochana, zadaję sobie pytania: czy mogłam się domyślić? Czy mogłam coś zrobić?
***


9 komentarzy:

  1. czasem możemy się tylko zatrzymać. a czasem to aż..

    OdpowiedzUsuń
  2. ...nie umiem dziś o tym myśleć...

    ...a tym bardziej rozmawiać czy pisać...

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż...Dziękuję za ten post!...
    Dziękuję Bogu, bo mi się udało, bo żyję...

    Toś mnie rozwaliła...

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiedziałem o tej tragedii swojemu współlokatorowi, na co on skwitował, wzruszając ramionami - "Pewnie była winna"...
    Nawet jeśli to był baaardzo gruby żart, to i tak zaniemówiłem ;(((

    OdpowiedzUsuń
  5. Lafle :*

    Mamurdo, jesteś WIELKA

    Kimciu :* :* :*

    HaDeeSie, właśnie, to dość typowe podejście... Dla pełnego obrazu: innym faktem jest, że czasem sytuacja, gdzie dochodzi do użycia przemocy fizycznej jest konfliktem - gdy obie strony mają mniej więcej równą siłę i tłuką się nawzajem. I faktem jest też to, że zdarzają się kobiety wykańczające bliskich psychicznie. A czasem ktoś się znęca, bo lubi. Bo taki ma schemat.

    To zawikłane sytuacje, trudno wyrokować, ale w tym przypadku... Ciężko mi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak bardzo mi się we łbie nie mieści, że nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. moim zdaniem - polskie społeczeństwo jest za bardzo zamknięte, wygodniej zasunąć szczelnie zasłony i udawać, że wszędzie panuje miłość i pokój ... ja bardzo bym sobie życzyła, aby Polacy się bardziej otworzyli, więcej reagowali, ale robili to mądrze, rozmawiali ze swoimi sąsiadami, bo żadnym rozwiązaniem jest "tylko" wezwanie policji ... wydaje mi się, że czynne zainteresowanie otoczeniem, uchroniłoby wiele osób od tragicznych sytuacji, a oprawców - może - w jakimś stopniu powstrzymałoby od "samowolki"... ale to nie dotyczy tylko przemocy w rodzinie

    OdpowiedzUsuń
  8. Doro... Życzyłabym sobie, żeby było jak w Kill Billu... Ona by się pojawiła i powiedziała "Co wy bredzicie?"

    Zabytki, no niestety, moim zdaniem masz rację... To jest przykład najbardziej drastyczny, ale przejawy tego ducha udręczenia, przymuszenia, upokorzenia, zdominowania siłą widać na każdym kroku.

    OdpowiedzUsuń
  9. ... a ja z zupełnie innych powodów nie jestem w stanie o tym pisać, ani mówić.
    Trochę za bardzo znam życie.

    Winny jest tylko jeden.
    Tym winnym jest mąż, który zabił.

    Ps. Mój kolega, szanowny brand manager w dużej ogólnopolskiej firmie, ma ex żonę w więzieniu.
    Dlaczego?
    Bo pani dziennikarka, usiłowała go zabić.
    Ja i masę znajomych wiemy,że koleś nie skrzywdziłby muchy, a rozwód był z winy żony...
    ...która w mieście wojewódzkim, w biały dzień, używając kochanka i młotka...usiłowała pozbawić kogoś życia.

    ...i niestety nie kłamię i nie wymyśliłam całej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń