Coming out



Jest jedna rzecz, której najbardziej się wstydzę na świecie.
Wiedzą o niej dwie osoby, nie powiedziałam rodzinie, ani nawet najbliższym przyjaciołom.

Choć oczywiście nie wszystko o sobie trzeba mówić wszystkim.

Jednak w miarę, jak staję się coraz bardziej prawdziwą osobą, jak kawałki osobowości składają się w całość, coraz mocniej mi doskwiera, że fragmenty mojej osoby porozpraszane są w różnych towarzystwach. Jedni znają mnie taką, inni owaką, z tymi robię tamto, z tamtymi to...

Jakoś tak mam. Nawet tutaj, w miejscu, które sobie stworzyłam, żeby pomóc sobie przekraczać rozmaite bariery i ograniczenia, miałam na przykład opór, żeby powiedzieć czym zajmuję się zawodowo.

I dlaczego? Tak boję się odsłonić całość? Ciekawostka.

Oraz dlaczego najbardziej ze wszystkiego, co zdarza mi się robić, wstydzę się przyznać do tego, że czasem myśli, które piszę układają się w formę wiersza?

No nie wiem... W każdym razie przyszedł czas, żeby w tym miejscu przedstawić to moje wstydliwe wyznanie!

I zaprezentować coś innego niż dotychczasowe twory pochowane po folderach o dziwnych nazwach.
Coś, co powstało w ramach dość nowej dla  metody twórczej, a to spontanicznego wypływu pod ciśnieniem frustracji i obrzydu. Co nosi oczywiście wyraźne znamiona wpływu słownej twórczości Rogalika.

Spodobał mi się ten anetwór na tyle, że zdecydowałam się go tutaj ujawnić.

I Rogalikowi go dedykuję z życzeniami, aby i on przekraczał swoje bariery w drodze ku spełnieniu i pełni :)




Co to było?

To dziecko jest zbyt nieco górnolotne
Podczas gdy trzeba zrobić pranie

Za późno

Skrzypnęła furtka na podwórze
Baja baja
Bango bongo
Bum tirara trachu trach

Otworzyły się białe bramy
Otworzyły się niebieskie bramy
Otworzyły się czerwone bramy i płynie płynie płynie

Nabiegnięte mlekiem piersi
Nabiegnięty srom
To krew czy miłość się burzy?

Pomieszane treści
Zaleją tysiąc kartek

gdzie pradziadek Freud kręci palcem „Nie histeryzuj”

I  gdzie stare kare konie?

Płyń histeryczna rzeko
Przełamuj mniesiebie na pół
Nie lepiej na drobne kawałki

Zrobimy sito będziemy siać

Pamiętasz? Powódź
Wściekła rzeka niesie szlam i martwe krowy
Nie bój się dziecko
Trzeba pozwolić jej płynąć
Aż zrzuci ciężar na brzeg wraz z opadem fali

Bądź też zaniesie brud do oceanu

Oddychaj oddychaj oddychaj
Oceaniczny oddech uwolni ciężar

Martwe krowy łagodnie ułożą się na dnie
Na pożywienie bakteriom uranicznym

Szlam szlam szłam
Mokra. Śliska. Brudna. Materia. Odpadowa.
Osiądzie nisko na żuławach

Gdzie będziemy nim karmić sałatę i chrzan
W stałym zagrożeniu powodziowym



 
 
PS: Dziękuję Wam, Moi Drodzy Odwiedzający, że stworzyliście pole życzliwej uwagi, gdzie mogłam tą stronę siebie po raz pierwszy publicznie ujawnić. Dziękuję za ciepłe przyjęcie :) 
Zachęcona, otworzyłam drugiego bloga (klik tu), gdzie od czasu do czasu będę prezentować swe wierszowate odczucia słowne. Do zobaczenia tam!

10 komentarzy:

  1. :*
    Nie wiesz jak się cieszę, że Cię znam:)

    1.magiczne zdjęcie (ogon?. !)
    2.ludzie lubią szufladkować, niestety. dajemy sygnały, ale zmienić szuflady ciężko, tym bardziej, gdy pasuje się i do każdej i do żadnej.
    3.Wiersz - Bardzo, Bardzo, Bardzo. (gdzie mi tam cokolwiek pisać. zamykam się. rzucam w nurt. raczej: próbuję).

    OdpowiedzUsuń
  2. Zatkało mnie.
    Jak zawsze u Ciebie:DDD

    OdpowiedzUsuń
  3. I oto rozwiera się przed nami brama, nieskończoność formy widzialnej świadczy o jej wielkości. Wykonuję gest otwarcia, dłonie odchodzą od żeber i od splotu słonecznego wykonują naturalny łuk w symetrycznym niemal geście, wyładowując w zarysie schemat paraboli.Rozwija się ten kwiat... ukochane słowa, świadczące o nagłej miłości. Gest otwarcia - pojęcie dosłowne, ubierające bogatą rozwlekłość. Rozbijać słowa na setki zdań i tworzyć osobność.

    ***

    Palce wtulone w sweter, drapieżna dosłowność, implozyjne przekonania, kocham ten gest dłoni. W przeczuciu jednej chwili, zakochuję się w magicznym i realnym obrazku.

    OdpowiedzUsuń
  4. zaglądam tutaj zawsze z lubością, rozkoszuję się elokwencją, krętością skojarzeń, zestawem słów i splotem zdań. Słowa płyną na tym blogu łatwo i często rozkosznie, ale żeby aż tak :))) jak miło :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś niesamowita!
    Cieszę się, że mogę odwiedzać planetę, z której pochodzisz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lafle, dziękuję, acz pomieszałaś - to od Ciebie wychodzę na kolanach, aż mi się już nie chce tego pisać w kółko to samo ;)
    Tylko błagam Cię, nie staraj się! Gdyż może to zabić Twoją lekkość :)

    I trafny opis: pasuje się i do wszystkich i do żadnej... Kurcze, może powinnam zacząć do niektórych NIE pasować, wystawić jakiś twardy łokieć tu czy tam... ;)

    Mamurdo, dziękuję! I wiesz, że vice versa :)

    Rogaliku, gest otwarcia... No tak!

    Aneto :* I tak kiedyś przyjadę do Ciebie nauczyć się robić meble :)

    M. czyli, że jestem nie z tego świata... No tak, to by coś niecoś wyjaśniało ;) Choć ja jednak czuję, ze bardzo bardzo jestem stąd, z ziemi :)
    I dziękuję serdecznie, że zaglądasz, i pielęgnujesz okiem!

    OdpowiedzUsuń
  7. hmmmm
    Aneta kazdy boi sie odslonic, choc kazdy w innym zakresie
    kazdy odslania sie inaczej
    i tak powinno byc
    bo jesli odslonimy wszystko to co zostaje dla nas
    no i co to by bylo gdybysmy wszystkim odlaniali sie jednako - przeciez kazdy czlowiek ma dla nas inna wartosc, dla kazdego mamy co innego
    nie znaczy to, ze przed kazdym gramy inna role - nie - jestesmy po prostu rozni w sobie,jak witraze, mamy wiele przestrzeni, kolorow, dzwiekow
    i nawt jesli jestes rozna w roznych kontekstach to jednak caly czas prawdziwa
    tak sobie mysle przynajmniej :))
    a teraz
    Płyń histeryczna rzeko
    Przełamuj mniesiebie na pół
    Nie lepiej na drobne kawałki

    OdpowiedzUsuń
  8. Neili...
    Dziękuję, że piszesz, bo teraz sobie myślę, jak to jest, dlaczego mi przestało być wygodnie...
    Chyba to jest taka sytuacja, jak kiedy korzenia się rozrastają i doniczka staje się za ciasna dla rośliny?
    Albo kiedy potrzebny jest inny klimat?
    Albo jakbym dorosła do momentu, kiedy coś, co rosło sobie w ukryciu potrzebuje wyjść na światło? :)
    Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Komayczku znakiem tego otworzylas okna i drzwi postanawiajac sie troche porozgladac
    to dobrze, to bardzo dobrze, to nawet fantastycznie
    :)))))
    niech ci sie przyjemnie rozprzestrzenia
    co do wewnetrznego wzrastania -
    pomyslalam sobie o ziarnach - one tez najpierw rosna w sobie w ziemi a gdy nadchodzi czas przebijaja sie zielenia przez skorupe i pna sie ku sloncu, ku zyciu czyz to nie piekne :)
    i kamyki maja w sobie zycie ktore chce wzrastac
    ale ty nie jestes juz kamykiem :))
    przeszlas nieco na inne przestrzenie

    OdpowiedzUsuń
  10. Neili, dziękuję za dobre słowo - jak zwykle celne :)

    Kamykowe potrzeby mam nadal i jest to wspaniały stan bycia w sobie ;)

    Ale rzeczywiście, inne rzeczy potrzebują miejsca i światła i czuję się dobrze, jestem mocniejsza przez to, że to miejsce odważnie zrobiłam ;)
    Uściski :*

    OdpowiedzUsuń