Dokumentacji fotograficznej nie będzie

W każdy, najbardziej pierwszosłoneczny i spacerowy, dzień są takie miejsca, których nikt nie odwiedza - poza jednym śpiewającym, czy dwoma (dla niezorientowanych - jak ja - poniżej mała ściągawka. I podziękowania dla Tomka Rogalińskiego, który był mnie przedwczoraj uświadomił o mych edukacyjnych zaniedbaniach w kwestii treli).




Kierowałam się chłonąć promienie do parku, ale na Rękawce jakoś mnie tak buty zniesły na lewo od gęstości ludności. Tym sposobem od kroku do kroku znalazłam się pośród szacownych ojców i matek założycieli mej małomiasteczkowej dzielnicy. Czyli na Cmentarzu Podgórskim, dla współczesnych nieboszczyków niedostępnym od lat wielu.

Aparat ogłosił wyczerpanie baterii już przy próbie pierwszego zdjęcia, tak więc nic nie zakłóciło intymności naszego obcowania. I przyznam. Trochę mnie nawet zmieszczanili! Grobowce syte, i zapadnięte, nazwiska złocone, i zmyte deszczem do niewidoczności, proszące o westchnienie, i oskarżycielsko bijące w niebo złamaną kolumną. Każdy opowiada historię czy to rodziny, czy indywidualną, i gdzieś pomiędzy tymi historiami zaczynam rozumieć ducha mieszczaństwa. Trochę pojmuję dlaczego można chcieć się przesadzić do wygodnej miejskiej donicy z szerokich, acz wymagających, przestrzeni wsiowych.

Ale też ten stary cmentarz też bardziej dla ludzi. Gdzie płyta nagrobna i drzewo, i odwiedzający muszą mieć swoje miejsce. Fizyczną przestrzeń na kawałku ziemi.

Myślę o współczesnych miejskich antyprzestrzeniach... O anonimowych, przemysłowych cmentarzach. O hydroponicznych obywatelach bez styku z Ziemią i trwalszych związków. O laptopach mieszczących boiska piłkarskie i tysiące innych światów w cyfrowej doskonałości, acz bez substancji.

A potem idę popatrzeć jak chłopaki rozgrywają ciut kulawy mecz na boisku nad ździebko posępnym Parkiem Bednarskiego. I dziękuję Bednarskiemu, i dziękuję piłkarzom, za ich niedoskonałe u-rzeczy-w-istnienia.




Słowa: Bolesław Leśmian
Muzyka: Krzysztof Myszkowski




C F C F C F G
Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
C F C F G
Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
C F C F C F G
A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
e a G
Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.


F G C F C F
Maria z Bzówka - wygody wspomina izdebne,
F G C
Słońce - w łóżku, wiatr w sieni - i ogród macierzyn,
F C F C F G
Gdzie było tyle w radość uchodzących ścieżyn,
F G C
A wszystkie takie - trafne i drzewom - potrzebne!...


Żebrak, co się zadławił na śmierć krztyną chleba -
Kijem niegdyś wędrownym obłędnie się babrze
W nieodgadle błękitnym - pełnym Boga - chabrze
By zeń dla snu wiecznego wydłubać - źdźbło nieba.

Mnich, co po to byt ziemski tłumił bez szemrania,
By pędzić żywot wieczny w sposób nienaganny -
Kreśli palcem na próchnie list do panny Anny
Życząc rychłego w kwiatach - zmarwychwstania.

Panna Anna udaje, że jest - w bezżałobie
I biorąc na kolana młodą mgłę - pieszczochę -
Ukradkiem z pajęczyny tka zwiewną pończochę
Dla brzozy, co tkwi boso na kochanka grobie.

A opodal - mniej więcej naprzeciw rozstaju,
We fraku bezrozumnie skąsanym przez szczura,
Na czele kilku cieni żeńskiego rodzaju
Nieboszczyk Madaleński - prowadzi mazura.

Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot,
Że w obczyźnie cmentarza czują się - bezdomnie -
A lubią noc tę spędzać popod mgłą lub popod
Wiecznością, co się w jarach gęstwi nieprzytomnie.

6 komentarzy:

  1. a wiesz, że ja tez niedawno miałam taki dzień, że przy cudzych nagrobkach stałam i rozmyślałam o braku przestrzeni i wielości płyt. Tyle, że mnie naszła refleksja, że może niedługo się to unormuje, raz przez niż demo, dwa przez spalanie i trzy przeze mnie. Albo mnie spalcie i rozsypcie albo zakopcie w gołej ziemi i brzozowe drewienko postawcie, i nigdy płyty nie stawiajcie. Zwykły człek jestem i pra już pamiętać mnie nie będą, po co te płyty stawiać, niech przyroda zrobi swoje. ech ...
    a właściwie czemu to tak Cię? melancholia czy przykre doświadczenie? lepiej chodzić do lasu, i konary za sobą zciągać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aneto, ja mam pozytywne skojarzenia z cmentarzami - tymi starymi, na górce :)

    Za mojego dzieciństwa nikt z rodziny nie umarł, więc nie zaznałam bólu straty, a cmentarz w mojej wis to piękne, zadrzewione miejsce na górce, z widokiem. Takie cmentarze odczuwam jako miejsca mocy, gdzie się idzie, żeby poczuć, że się ma korzenie :)

    A kiedy lepiej zwiedzać takie zakątki nowej dzielnicy, niż w pierwsze słoneczne dni wiosny? Życie ze śmiercią splątane są nierozdzielnie i ja z tym nie mam problemu; mam problem z wielkimi, masakrycznymi, przemysłowymi cmentarzami przy metropoliach... To jest gigagół ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja myślałam, że coś innego Cię na dołek sprowadziło, bo cały wpis odbieram jako bardzo nostalgiczny i jeszcze na dodatek o cmentarzach :))) O to dobrze, że jest OK :) Całuski

    OdpowiedzUsuń
  4. Cmentarz Rakowicki - mój najpiękniejszy park dzieciństwa. Nie czułam smutku, bo nie wiedziałam, że trzeba.
    Teraz mieszkam w krainie cmentarzy pod placami zabaw, parkami. Kraina zatartych śladów ... W lasach jest dużo ruin i grobów. W mojej wsi jest osobny cmentarz dla młynarzy.

    Jest wielka siła w niedoskonałych u-rzeczy-w-istnieniach. One nie podlegają roz-czarowaniom!

    OdpowiedzUsuń
  5. M., to piękne! Cmentarz młynarzy! Przynajmniej przez jakiś czas ktoś będzie pamiętać, że był taki zawód.

    To jest tchórzliwość zwycięzców... Nie pozwolić czasowi dokonać dzieła zapomnienia...

    OdpowiedzUsuń