It's official




Taniec z karoshi - trwający praktycznie od początku tego roku - i uparte meandrowanie w poszukiwaniu drogowskazów co do ścieżki serca i pracy życia (że się tak wyrażę nieco odgórnie) doprowadziły mnie w dziwne miejsce... Na pierwszy rzut oka to o 180 stopni kierunek przeciwny niż okoliczności przyrody, w których pragnęłabym się zagubić i odnaleźć... 

Choć wielu ludzi mogłoby mnie zapewne nazwać szczęściarą. A zwrot dokonał się pomimo, a nawet nieco wbrew mnie.

Otóż, moi szalenie Drodzy i Wytrwali Czytelnicy. Po miesięcznych wagarach, od poniedziałku ten blog powinien się nazywać W Służbie u Diabła, Żołnierka Korporacji, Globalne Systemy, Skrajna Wydajność, czy coś takiego. W sumie pozostając sobą, mogłabym też wrócić do przelotnej nazwy Krzycząca z Pogranicza... Jeszcze Bardziej.

Dziwne, lecz prawdziwe, po tym, jak na interwju prawie się rozpłakałam, a zapytana o powód wyznałam: "bo ta firma jest bez serca". Nie tylko mnie wzięli, ale zaproponowali warunki z pewną dozą swobody.

"Bez serca" nie było trafnym sformułowaniem, a teraz jeszcze trudniej mi ująć wrażenie w słowa i odsiać stereotyp od rzeczywistości. Jedną mam wytyczną: zostać sobą... Cokolwiek to jest? W tych warunkach muszę co chwilę siebie pytać: "Hej! Gdzie jestem? Kim jestem? Co wnoszę w sytuację? Co sytuacja wnosi we mnie? Czego chcę teraz i na potem? Co mnie cieszy? Co mnie wzmacnia? Gdzie jest gwiazda mojego azymutu?". Gdyż jestem za stara, żeby pracować tylko z powodu kasy, choćby i najtłustszej. Zresztą na to każdy wiek jest zły.

(I tak, zdaję sobie sprawę, że życie potrafi przytłoczyć. Choć, jako szcześciara i pracownica o nieszczęsnym sercu niewolnika, w tym życiu przymsowej bezrobotności nie doświadczyłam).

Jak dotąd jestem otoczona przepiękną elektroniką i zanurzona w skrajnie dyplomatycznej atmosferze. Wyobrażacie sobie? Że to jakoś kuszące??? Kompletnie się w systemie rozpuścić, scalić się ze swoim MacBook Airem i stać się własnym awatarem, wymyśloną rolą w organizacji. Tym bardziej muszę być uważna.


Dziwne? Nie dziwne? Czyli ostatnie dni wolności.
Romantyczny od Mamurdy poszedł na służbę.
Zadanie: przypominać, że rozum to mniejsza połowa.
Na szczęście zawsze można liczyć też na wariantów z sercem 
i bizonem wyłuszczonym z chudej kieszeni.

Wish me luck! Jak mawiają w mojej nowej mowie codziennej. I'll keep you informed!

17 komentarzy:

  1. Nie ma to jak odważnie chwytać byka za rogi ;)
    Powodzenia ;-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Aneta, troche sie zakrecilam, to pogranicze to upragnione i wyczekane?
    bo nie wiem czy gratulowac :))))?
    ech te bizony.....

    OdpowiedzUsuń
  3. To skoro firma bez serca, a teraz tam pracujesz, to jest to dobrze czy źle? :D
    Skoro pracujesz to pewnie dobrze, ale czy później tez będzie dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  4. HaDeeSie, Doro, taaa... ;) Nie dziękuję :*

    Neili, bardziej jak zrządzenie losu, małżeństwo z rozsądku albo upadek meteorytu w ogródku... Może się okazać tak, albo siak, więc się staram dobrze nastawić, widzieć pozytywy i możliwie najwygodniej się urządzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zrzadzenie losu ok, meteoryt w ogrodku to istny skarb, ale malzenstwo z rozsadku ojej, no jak nic potrzebujesz cieplych skarpet - zabieram sie do roboty - buziole :)

      Usuń
    2. Neili! Dziękuję! Jak zwykle potrafisz trafić w punkt... :) :*

      Usuń
    3. jak sie zbiore w sobie oczywiscie :))))

      Usuń
  5. :D to ja życzę, żeby swoboda nie przestała być swobodą ani trochę!!:D i trzymam kciuki za wszystko:)):*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ohhhh, moje marzenie, upadek meteorytu w ogródku!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobno trzeba przemedytować przedmiot niepohamowanego pożądania, a wtedy znika. A ten dziad ciągle wystawiony, choć medytuję nad nim kilka dni, hihi http://www.pakamera.pl/pierscionki-i-obraczki-niezwykly-okaz-meteorytu-nr625462.htm

    OdpowiedzUsuń
  8. Lafle, staram się być dobrej myśli i aktywnie zamieniać nadzieje w czyn... ;) :*

    Doro, medytuj uważnie proszę, żeby Ci na głowę nie upadł!!! Tylko obok niech celuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba trochę czasu musi upłynąć, żeby wiedzieć. Na tyle dużo, żeby uczciwie wobec siebie i ich - zobaczyć. I na tyle mało, żeby się nie uzależnić.
    Póki co, to myślę, że jest super! Ty masz do zaoferowania coś, czego oni chcą i płacą za to. Jeżeli będą chcieli taką Ciebie, jaka nie jesteś na sprzedaż, to zdążysz zareagować.
    Tak w ogóle, to nie wiem o czym piszę. Tylko wyobrażam sobie. Ten kompletnie nieznany kosmos.
    Powodzenia i pomyślności w dobrych proporcjach!

    OdpowiedzUsuń
  10. Będzie dobrze, a nawet wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zatem dużo szczęścia, na pewno sobie poradzisz:):):)A kim jesteś wiesz na pewno znakomicie:):)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kimciu, Doro! Biorę nie nie dziękuję!

    Tamirianie dwojga imion... Okazuje się, że to nie tak oczywiste ;D

    OdpowiedzUsuń