Sześć odcieni bieli

Nie muszę specjalnie zamykać oczu, żeby przywołać okładkę. Zbiór reportaży Hanny Krall, wydanie 1978. Zatem zczytana kopia z gminnej biblioteki musiała w moje ręce trafić w latach 80

Biblioteka gminna! Miała rangę bez porównania wyższą niż nasza, szkolna. Tajemnica zyskiwała głębię i aromat dzięki ulokowaniu w odległej i osobnej części starej szkoły, na tyłach budynku. Pokoik długi, wąski i pod wysoki sufit zapchany okładkami w szarym papierze, znajdował się za salą do wychowania technicznego. Sala zapraszała zapachem opiłków i smaru, i alarmowała czerwienią plakatów BHP w stronę centralki telefonicznej. Centralka sama w sobie była odrębną tajemnicą, podniesioną do potęgi, jako nie przynależąca nawet do świata szkoły, a do PKP. Do cichego trójuniwersum docierało się zataczając krąg wokół szarego budynku, przez podwórko: jedno, drugie i trzecie, obok opuszczonych szaletów szkolnych. Szereg odrapanych drzwi straszył od niechcenia, przełamując czas nostalgią, razem z dziurami na kałamarze i napisami wyskrobanymi w zielonej farbie, która złaziła z biurek starszych klas.

Przez pierwsze lata na tyły szkoły chodziło się z mamą, a złapanie bibliotekarki w bibliotece było radosnym zrządzeniem Opatrzności. Najpewniej można ją było znaleźć w kolejce do masarni. Wąski pokoik był źródłem pierwszych wtajemniczeń: najpierw w świat elektrycznych potworów morskich, potem "Mistrza i Małgorzaty", czy cenzury. Na marginesie notuję, że egzemplarz, z którym w czasach licealnych porównywałam stronice wycenzurowane z mojego pierwszego "Mistrza" pochodził z księgarni radzieckiej w mieście wojewódzkim, gdzie kupowało się książki taniej niż pierogi ruskie w barze mlecznym.

Szczęśliwie przydybana bibliotekarka gminna nie dopuszczała petentów literatury do głosu. To ona decydowała w czyje ręce trafi książka. "Sześć odcieni bieli" przeznaczone było chyba dla mojej mamy. Pomiędzy szczęściem milionerów w totka, a brakami narzędziowego w fabryce - co było tematem możliwym do wyobrażenia dla dziewczynki ze wsi z tej racji, że sali do wychowania technicznego towarzyszyła narzędziownia. Tytułowe odcienie przywołane zostały przez malarza amatora, jako pojawiające się na obrazach impresjonistów.


***
Cyfrowe systemy kolorystyczne używane do malowania naszego świata - jak ncs czy pantone - katalogują dziesiątki odcieni mieszczących się w pojęciu "biel". Moje osiem to impresja o sobocie - leniwej, kapryśnej, zasłużonej.










6 komentarzy:

  1. osiem jak bum cyk cyk:D osobiście wybieram odcień-zapach-smak ostatni;)

    a ja miałam wersję M&M z czerwoną czcionką fragmentów ocenzurowanych - w tem między innemi sposób moje pokolenie pozbawiono zabawy w detektywa ;)
    porównywałaś z książką po rosyjsku??????:O osz matulu!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lafle, to się nazywa sprawiedliwość historii :DDDD
    Co zostało wymazane, musi zostać napisane czerwoną czcionką ;D

    Tak, owszem, ambicja taka była, a egzemplarz bukwami został nabyty i stoi na półce. Ale nie dobrnęłam do dekapitacji ;)

    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  3. Teraz bibliotekarki bardziej dyspozycyjne (dziękujemy ci Boziu za Tesco) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Męczy mnie szóstka. Znam to miejsce? Byłam tam kiedyś?
    Wszystkie piękne i działające.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wu, Tesco to broń co najmniej obosieczna :D Najczarniejszy scenariusz: bibliotekę zlikwidowali, bibliotekarka siedzi na kasie w Tesco ;P

    M., pewnie, że byłaś :) Planty, między Novum a Anny :)
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak :)
    Kilka lat "Gołębnika" ...

    OdpowiedzUsuń