Zielone na zielonym

W książce, którą zostawiłam w poprzednim życiu przeczytałam, że semantyczne rozróżnienie pojęć "zielony" i "niebieski" pojawia się w językach dość późno. Że do jakiegoś momentu rozwoju w świadomości należą do jednej kategorii.

Czy to coś nam mówi o naturze percepcji? Trudno powiedzieć, w każdym razie:

*** Przyjechała pańcia z miasta ***


*** Photo graphia na Poa trivialis ***


Są dni aromatyzowane i dni bezzapachowe


Czasem pachną na całą okolicę, a czasem trzeba się wwąchać w ostatnią nutę, z łaską.
Czy zależy to od słońca, czy od ciśnienia? A może od nosa?

Kiedy pachną bardziej, mają większą moc przenoszenia w przeszłość.

W czasach dzieciństwa akacja pachniała jak wariatka. Kochałam zbierać miękkie kiście, choć nienawidziłam jeść, więc mama smażyła też awaryjne jabłka.
Dobrze, że do smaków się dorasta.


Akacja w cieście

Dwie łyżki dobrej śmietany, do trzech
Łyżka oleju o nieinwazyjnym smaku (na przykład z pestek winogron)
Szklanka piwa
Dwa żółtka można utrzeć z łyżką cukru
albo można po prostu wymieszać wszystko z mąką z dodatkiem odrobiny proszku do pieczenia
(jakieś 1/4 łyżeczki)
Ciasto w tej fazie powinno mieć konsystencję gęstej śmietany

Ubić dwa pozostałe białka ze szczyptą soli i połową opakowania cukru waniliowego
Delikatnie wymieszać z resztą ciasta.

Trzymając kiście za ogonek zanurzać je w cieście
Wyjmować pomagając sobie widelcem
Kłaść na patelnię z odrobiną oleju i smażyć na średnim ogniu

Można przypudrować cukrem
Przed zjedzeniem wyciągnąć ogonek
(niczym superstrunę)

Przepis spisywałam z głowy, bo karteluszek został dziś u mamy w kuchni.

Podobno można tak jeść też kwiaty koniczyny - podobno szalenie zdrowe.
Może ktoś wypróbuje i zda relację? hds?


PS: Liście akacji służą też do orzekania "kocha - lubi - szanuje - nie chce - nie dba - czy: żartuje??"


Czekając na Eiulfa


To naturalne, że droga do statusu narodowego bohatera Norwegii wiąże się z wyrzeczeniami, typu nadgodziny...

Korzystając z intymnego czasu - sama na sam z prawie pustym biurem...

(nie licząc kolegi, którego często się widuje w kuchni, a nigdy, aż do dziś, nie zamieniło słowa. On jest z Armstronga, lecz ja nie jestem z Agrany...)

...prezentuję...

...swoje ubranko, które dziś mi się podoba, gdyż odkryłam w swej szafie nowe połączenia kolorów.

(Pewnie się pojawiają wraz z nowymi połączeniami neuronów w mózgu)...


... oraz rozmaite emocje...


... które przy odrobinie manipulacji da się przypisać mechanicznie wytworzonym masowym martwym przedmiotom. Czy jest życie w biurze? Niniejszym otwieram pytanie i zamykam kompa!!!

Dlaczego nie fotografuję ludzi

Odkąd poszłam do nowej roboty jestem ostatnim sobkiem i głazem narzutowym. Jak tylko dopadnę chwili nieustrukturyzowanego czasu, natychmiast gubię wątek, datę, zapadam w bezmyślne istnienie i masowo zapominam o urodzinach powodując ból.


Czym zasłużyłam na tak wytrwałych i wyrozumiałych przyjaciół? Którzy potrafią sforsować każdy mój stupor?
I tak oto znalazłam się w niedzielę w drodze na Sandomierz. Kasi zielone tico po wuju, alias "zielona strzała". Kawa, koc i kotlety nad Nidą, ukochana Wiślica, terasy tytoniu, rzędy jabłoni, chwalcie łąki umajone, less.



Co mogę powiedzieć? Wszak wiadomo, że już nigdy nie będzie takiego lata.
Oraz, jak mówi Stary Staszewski, "gablota mota na opony wstęgi szos, a wokół pełno coraz nowych zruszeń".

Przypuszczam, że nikt poza mną nie rozmyśla czemu moje fotografie są takie bezosobowe, żeby nie rzec autystyczne. Oh, raz, że taka dla mnie uroda świata, nieco matematyczna. Dwa, że środek wyrazu mocno jednak determinuje wyraz. Tak więc nieskończona liczba cyfrowych ujęć naprasza się, żeby nią dokumentować banalną nieskończoność pyłków, kwiatków i śmietków.



Co innego ten przepiękny i poważny aparat średnioformatowy, dysponujący jedynymi dwunastoma klatkami. Zaloty trwały chyba półtora roku, w którym to czasie zabierała mnie na rzadki spacer, gdzie dużo rozmawiałyśmy o naszej ewentualnej przyszłości, trwałości, przemijaniu, wadze i ulotności. Wreszcie migawka zapadła: będziemy robić klasyczne portrety. Z Mamiyą C330 nic się nie da ukradkiem, tak więc będziemy ludziom patrzeć w oczy. Tak.




Trudny kolor do sfotografowania

Zainspirowana tą fotografią, testuję wytrzymałość korporacji na połączenia kolorystyczne.
Miałam jedną i drugą bluzkę w szafie, i bardzo dobrze mi się ułożyły na ciele razem.

Choć tak naprawdę nie wiem, jaki odcień występuje w mnisich szatach, chyba bardziej żółty.

Korpo kolor przyjęła bez zdziwienia i bez szemrania, a ja przez cały dzień cieszyłam się, że go wieczorem pokażę Wam, moi Drodzy Szanowni Czytelnicy.

Ciuchy pozują z Fafikiem kosmicznie samotnym, który - jak pamiętamy - wyszedł onegdaj na swą ziemską dyktę spod pędzla Kimona.





Pozostając jeszcze na moment w kręgu ciepłych przejawień ze Wschodu: Złoty Kamień z Birmy - ku radości i  dla równowagi.




Świat według Marii: co nas otula

W listopadzie ukradkowo pokazałam ogródek Pani Marii. W maju mogę pokazać detale z wnętrza jej domu - na bogato, w szerokim spektrum wzorów i kolorów.

Pani Maria ma wiele talentów. Dziś Państwo pozwolą, że przedstawię artystkę kolorystkę. And ENJOY!!!








Z życia [1]




PS: Nie pytam, czego się nie robi dla pijaru...
Ale donoszę, że podoba mi się połączenie kolorów w szacie mnicha ;)
I może dobrze, żeby Tybetańczycy też mieli internet??? Co myślicie?



Już nigdy nie będzie takiego lata



Nigdy nie będzie takiego lata.
Nigdy nie będzie takiego lata.

Nigdy policja nie będzie taka uprzejma.
Nigdy straż pożarna nie będzie tak szybka i sprawna.
Nigdy nie będzie takiego lata.

Nigdy papieros nie będzie tak smaczny,
a wódka taka zimna i pożywna.
Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewczyn.
Nigdy nie będzie tak pysznych ciastek.

Reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników.
Już nigdy.
Nigdy nie będzie takich wędlin.
Takiej coca-coli.
Takiej musztardy.
I takiego mleka.

Nigdy nie będzie takiego lata.
Nigdy nie będzie takiego lata.

Słońce nie będzie nigdy już tak cudnie wschodzić, zachodzić.
Księżyc nie będzie tak pięknie wisiał.

Nigdy nie będzie takiej telewizji.
Takich kolorowych gazet.

Nigdy nie będziesz dla mnie miła taka.
Nigdy ksiądz nie będzie mówił tak mądrych kazań.
Nigdy organista tak pięknie nie zagra.
Nigdy Bóg nie będzie tak blisko.
Tak czuły i dobry jak teraz.

Za horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza.

Nigdy nie będzie takiego lata.
Nigdy nie będzie takiego lata.


Tekst: Marcin Świetlicki
Muzyka: Świetliki
Melorecytacja: Bogusław Linda