Co się nie/wydarzyło w drodze na lancz

Ta klatka. Schodowa. Czy śniła ją dawno, w męczącym śnie? W innym sensie było to jednak wytchnienie. Niepoliczalne stopnie same prowadziły ją z przedostatniego piętra aż na zero i pozwalały na okres schodzenia zatracić poczucie zegarowego czasu.

Świetlówki gasły i zapalały się w losowych odstępach, wzmagając poczucie surrealności. Przed wykopyrtnięciem ratowało trzymanie się poręczy w kolorze ostrzegawczym.

W nieskończoności schodzenia zaczęła sobie wyobrażać procesy fizyczne i chemiczne wykonujące na klatce bezosobowo wyrok zniszczenia. Zmęczone molekuły kleju uwalniają flizy z podłogi. Słabe falocząstki ze świetlówki powolnie, ale bezwarunkowo rozprawiają się z oczozajebistym barwnikiem w farbie, którą oznaczono piętra. Farba płowieje do nieoznaczoności. W międzyczasie porowaty beton pod spodem kruszeje, kruszenie przyspieszone wilgotnymi przeciągami od wybijanych niesystematycznie okien; farba złazi w łuskach. Kable twardnieją i też się kruszą stopniowo. Na powierzchniach grubieje warstwa kurzu.

I szybkoniszczące życie. Czy mógłby tu rozplenić się mech? Pleśń. Albo ptaki. Ptaki z powodzeniem wiłyby gniazda w rozszczelnionych szybach wentylacyjnych. Drzewa, trawa i chwasty; te nie tutaj, ale na naświetlonych open spejsach. A elektronika? Czy program komputerowe podlegają entropii? Czy pojawiają się w nich błędy prowadzące do zbawiennego rozpadu i terminacji? Sądziła, że tak.

Pospiesznie, acz starannie dokończyła przywracać klatkę do bezczłowieczych cyklów przemiany materii. Zanim dotarła na poziom zero zdążyła jeszcze chwilę pomyśleć skąd z niej ten mrok i ta słabo zamaskowana agresja. Przecież w kontrolowanym środowisku klatki nic jej nie groziło, poza wypadnięciem z obiegu ludzkich procesów. I poza nią samą.

***
W stołówce zjadła opłatek ze świni.


***
Na nutę optymistyczną, akompaniament muzyczno-słowny ukradziony Fafikowi



oraz PRL-owski blues wyłowiony w odmętów jutjuba. I gdzie ci, poeci?



14 komentarzy:

  1. A tak mi się jakoś skojarzyło śmiesznostkowo:

    blogsaletry ;***

    OdpowiedzUsuń
  2. Rogaliku, czy jest to:
    a. saletra amonowa - azotan amonu (NH4NO3), nawóz, składnik materiałów wybuchowych;
    b. saletra potasowa, saletra indyjska - azotan potasu (KNO3), nawóz, składnik czarnego prochu, środek konserwujący;
    c. saletra sodowa, saletra chilijska - azotan sodu (NaNO3), środek konserwujący;
    czy raczej d. saletra wapniowa, saletra norweska - azotan wapnia (Ca(NO3)2), nawóz?

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć... Być nawozem albo konserwantem też byłoby ciekawie! ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. No a tak poza tym, to za tą kondensacją słów kryje się erupcja i tektoniczne zatrzęsienie, które można ubrać w jedno słowo: WRAŻLIWOŚĆ.

    PS Widzisz, nie tak łatwo jest uciekać we własny świat. Wszak ślimak przeciśnie się przez wszystko i wysupła nić zwaną porozumieniem, kontaktem, utrwalaniem RE-LA-CJI... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O! Ślimaki mogłyby myślę zamieszkać w takim opuszczonym biurowcu... I komary, gdyby tam gdzieś się zrobiło miłe bajorko ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanawiam się skąd przyszło mi do głowy, że koleżanka Aneta to wegetarianka? 0-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to się nazywa stereotypowe myślenie :)

      Usuń
    2. Drogi Anonimowy, a mnie spostrzeżenie kolegi Wu zaskoczyło... Myślałam, że to się czuje, że siedzi we mnie drapieżnik...

      I tak, od czasu do czasu lubię wciągnąć kawał świni, choć zawsze robię wtedy rachunek sumienia, czy warto, że ona poświęciła życie na rzecz mojego.

      Usuń
  7. Mrok i słabo zamaskowana agresja ... Kto by powiedział, że tak go boli bycie ze sobą?
    Bardzo filmowo, bardzo. Film ZOO mi się przypomniał o rozkładzie i ślimakach.
    Opłatek ze świni - nie do zapomnienia ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Stachura też był frajerem spod Anatemy ....

    OdpowiedzUsuń
  9. M., dziękuję!

    Prawda, to by frajer prima sort, i pisał niedościgle, choć w kwestii życia, moim zdaniem uciekał przed tym inżynierem w sobie, zamiast go uznać za brata

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnie zdanie mnie pochłonęło :)))

    OdpowiedzUsuń