W mgnieniu oka



Złapałam świetlika.

To znaczy świetlik się złapał w pajęczynę, a ja go uratowałam w ojcowym lesie.
Żarzył się i bladł, przyklejony do garści, gdy ja z zachwytu gubiłam dziesiątki lat z metryki. Gdy świecił, cały był magiczną zorzą. Gdy bladł, uwidaczniał się jako biologiczny aparatus, szczupły odwłok z czterema miękkozielonkawymi pikselami.

Bladł coraz bardziej, gdy wędrowałam przez werandę, po schodach, korytarzach, pokojach. Gdy lewą ręką grzebałam w torbie. Jednak śmiertelnie przestraszyliśmy się dopiero flesza z automatu. Co ja wyprawiam, zachłanna? Przecież nawet nie umiem zrobić tego zdjęcia.

Ale uratowałam go. Uratowałam? Jeszcze trochę świecił pikselami w dół na poręczy werandy, gdy czule i  niezdarnie jak dziecko odklejałam pajęcze nitki. Straciłam światło z oczu jak spadał między nasturcje.


***
OJCOWY LAS SIĘ BOGACI Z ROKU NA ROK



PARĘ DRZEW PO SADZIE, BLIŻEJ DOMU



NOWY OGRÓD SIOSTRY. CZERWONA KRÓLOWA ZASZCZYCI NIEBAWEM



TARAS SIOSTRY WYCHODZI DO OGRODU I VICE WERSA.
KOT MA SPLINA, A RENIFERY (ALBO ŁOSIE?) ZABAWIŁY DO LATA



***
POZNAJMY SIĘ: DZWONEK LEŚNY (ALBO OKRĄGŁOLISTNY?)


Co ja wiem o leśnym dzwonku? Na razie niewiele. W ojcowym sadzie, obok połaci pokrzyw po pachy, jest jedno małe stanowisko z kolonią dzwonków. Na fotografii pokazany przedstawiciel w objęciach powoju. Jest tak kruchy, że nie da się go wyplątać bez zniszczenia łodyżki, tak więc dźwiga ten ciężar.

***

11 komentarzy:

  1. Ratowanie, to w ogóle bardzo ciekawa sprawa. W przypadku tego maleńkiego cudu światła, nie ma żadnych wątpliwości, że uratowałaś go przed śmiercią w gębie pająka. Cała reszta to same pytania ...
    Złapałam się na tym, że czasami uciekam i chowam się, żeby mnie znaleźć i "uratować". Wszyscy wtedy myślą, że należy dać mi spokój. No i guzik z "ratowania" ...
    Sama, często "ratuję" innych, według własnego rozumienia i czucia. I też guzik, bo nie każdy chce być uratowany.

    Jak piszesz - ojcowy las, to czuję przedziwne wzruszenie. To chyba coś bardzo ważnego. Jak ojcowizna, ojczyzna, matczyzna, córczyzna ...

    Dzwoneczek w uścisku z powojem, na płycie osb - piękni!
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Obstawiam jednak dzwonek okrągłolistny ;DDD
    Zdjęcia jak zwykle urzekające ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. zapachniało, ruszyło i doznało ;*
    wracamy powoli do formy :* :*

    OdpowiedzUsuń
  4. M., też się chowam pod kołdrę w najciemniejszy kąt, jak potrzebuję być uratowana... I zgadzam się, że niestety, w pewnym wieku ta strategia przestaje działać. Ewentualnie można się ostentacyjnie zamknąć w ciemnej łazience ;)

    HaDeeSie Uczony, bardzo możliwe, lecz dla uzyskania pełnej pewności muszę dzwonku zajrzeć w listki :*

    Panie Kimon, staramy się... Uściski! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. I dziękuję! Wszystkim serdecznie dziękuję za dobre słowo i bezcenny czas!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bezcenny czas spędzany u Ciebie (czy to wirtualnie, czy też osobiście), zawsze zmienia się w płynne złoto ;-*

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje zdania - czysta rozkosz:)))) a zdjęcia zanim mi się załadują to poczekam jeszcze...;o (viva la 5 komputerów na 1 wiejską chałupę!)

    OdpowiedzUsuń
  8. HaDeeSie... :* :* :*

    Lafle, dziękuję!!
    Jak się wreszcie dorwałam do aparatu, choćby i w telefonie, to się już nie dało nie powstrzymać z ilością narobionych fot - jak zwykle o niczym... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie renifery, tylko łosie :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimie Drogi, mówisz???

    To się zawsze dyskutuje zimą, kto by pomyślał, że się przeciągnie do lata... ;)

    I pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak się właśnie ostatnio zastanawiałam, gdzie podziały się świetliki, no gdzie? Tęskno mi do nich...

    OdpowiedzUsuń