Niezauważalna czułość istnienia

Dochodzę do wniosków. Że banalne pytania bez odpowiedzi są najważniejsze.
Jak na przykład: człowiek człowiekowi wilkiem czy owcą?

Czy ja jestem nierealistyczna i naiwna, pomijając niemiłe zjawiska ze strony bliźnich jako przypadkowe, nieistotne i przemijające, podczas gdy okruchy brokatu i krople rosy urastają do rozmiarów Jeruzalem?

No nie wiem. Może żyję w świecie zmyślonym? Choć póki co mi służy, na moją miarę.

Inny banał: work hard, play hard. Kiedy dotykam granic czasu i wytrzymałości w środowisku pracowym, wolne minuty po wykonaniu zadania mają smak wieczności i dobitnego bycia tu i teraz - na raz.

I może tego smaku szukam przez nałóg pracy?

Powietrze pachnie rzeką, ubitą ziemią za przystankiem i kawałkiem drogiego sera, wieczorem przejazd przez miasto. Wielkie przygody w małych rzeczach. Zmysłami przez żywe mięso docieram do zdrowej kości.

Jestem.

I jest też ciemna podszewka: przekonanie, że ja muszę ciężko zapracować, żeby tak smakowało. Pewnie musi być też jakaś chemia; adrenalina, czy inne molekuły.


A tymczasem, niepostrzeżenie, pewne rzeczy przyszły do mnie same. I też się tak ogromnie ucieszyłam!!!


Drogą pocztową, jak list od Lafle, na bogato i w każdym szczególe, wypełniony młodą mądrością*, dobrościami i pięknym charakterem pisma! Nie mówiąc o brokacie :D
Droga Lafle! (będzie inwokacja) Gdziekolwiek będziesz potrzebowała pójść, nie zgub tej części siebie, proszę!

W bałaganie na stole czułość lata w te i we wte: odrobina elegancji w moim domu, czyli biała cukiernica od Neili, kubek z dzieciństwa, kamyki - wspomnienia, naczynie od Kasi - każda rzecz od niej otacza mnie opieką, imbryczek - zasiedziały lokator, dobrze, że go nie oddałam, ogromnie się polubiliśmy, świecznik mosiężny - od taty z podróży, Tygodnik - to z kolei ja pamiętam kupić dla mamy, na wsi nie ma, bieżniki - 1pln za sztukę, kolorami dobrane w jednym koszu jak bliźnięta dwujajowe, talerz - wybrany na nowe mieszkanie, mój brzydki fotogeniczny stół.

Drogą doustną: jedzenie mi znowu smakuje. To jeden z dwóch znaków niechybnych, że jestem na swojej drodze. Drugi - jakby kogoś ciekawiło - to że się czuję młodo i widzę, że mnóstwo przede mną i że mogę, i że dam radę. i że zdążę. I że wspaniale.

Nie muszę powtarzać, ale powiem: w tle ukochany bohomaz z przedstawieniem Fafika - od Kimona, parawan od Pani Katarzyny (postać! postać! Zasługuje na długie wspomnienie), i jeszcze jeden z miłych zasiedziałych lokatorów, czyli dywanik.

Uważajcie, uważajcie! Teraz będą dwa najlepsze, które chadzają niespodziankowymi drogami! Kasia jedzie za morze uczyć się gotowania, a ja się zakochałam!!! Zakochałam się w rowerze, który dostałam od niej w spadku!!! Piękny i ciężki, stabilny miejski cruiser, wczoraj wieczorem po robocie uczyłam się jeździć po mieście. Było chwiejnie, było balsamicznie, było z przygodami, było uroczo. Jednemu rowerowemu adoratorowi aż spadły okulary, gdy podnosił moje migające światełko. Bo oczywiście zaczęłam od  pogubienia luźnych elementów.

Wsiadając na rower, wjeżdża się w zupełnie inny wymiar miasta!!! W jego inny sen. Trzeba wsiąść i doświadczyć. Na razie wiem, że tu też są wilki i owce, tylko inne.

I na koniec okruch czułości zupełenie niespodziewany, dlatego tak miły. To ten wdowi grosz, który przeważa szalę na korzyść ludzkości. Odsuwam roletę zaciągniętą na czas remontu elewacji i oto odkrywam, że robotnicy troskliwie przykleili mój skołatany termometr do szyby, zatroszczyli się też o cały inny - śmieciowy nie bójmy się tego słowa - dorobek pozostawiony na balkonie.

Nie miałam zwyczaju patrzeć jaka temperatura, ale teraz chyba zacznę. I przy każdej pogodzie poślę robotnikom ciepłą myśl.

Jako i Wam posyłam :)


***

PS:

* Słowo od Lafle, spisane dla lepszego wglądu:

Ruch
Julian Tuwim

Wstali, chodzą. O, jak uroczo!
Oto zdarzenia. Nie wiem po co.

Chodzą, idą. W sprawach idą.
Przyjdą, załatwią, i znowu wyjdą.

Wstali, iżby. Chodzą, żeby.
Oto cele. Oto potrzeby.

Idą prędko po mieście Warszawie.
O jak uroczo! O ja zabawnie!

Kroki po liniach. Myśli w głowie.
Nakręcony, ruchomy człowiek.

Rusza się, żeby. Idzie, aby.
Obywatel miasta Warszawy.

On dla wszystkich. Wszyscy dla niego.
O jak śmiesznie! [nieczytelne] nie wiem, dlaczego.


***

PS: Po angielsku: busy-ness ;)


Coś innego!

Czy wiedzieliście, że pomierzono korelacje pomiędzy aktywnością Słońca a niepokojem ludności?

I że podobno korelacje owe są, wyraźne? Gdy wieje słoneczny wiatr na giełdach są krachy, na ulicach ruchawki, wzrasta liczba samobójstw i aktywność Świadków Jehowy, wszystko w sposób statystycznie istotny.

Może to tylko naukowa plota, a mój niepokój wynika dziś nie z tego.

W każdym razie... Mierzi mnie. Nudzi. Coś. I chciałabym czegoś zupełnie innego!

Ale co? Co też TO miałoby być?

Pierwsza podpowiedź: po głowie pląta się stara piosenka Dorsów.



Przebić się? Przez jakąś barierę? W sobie? Z taką energią...

Druga podpowiedź: ostatnio ciągnie mnie do Kat, greckiej fotografki, która dokumentuje swoje nastoletnie życie. Światło, siostry, kuzynki, koledzy, chłopcy, miłości, dzieci, psy, znajomi, półmrok. "Naked under the blankets", Kat tak kiedyś tłumaczyła nazwę fotobloga: "nagość pod kocem, bezpieczne miejsce, gdzie można się całkiem odsłonić".

Tęsknota. Za czymś. Co nie było. Kiedy był na to czas.

Fot * naked under the blankets


Zmierziła mnie zimna matematyka, a odmierzony dystans tak nuuuudzi! Chcę być bliżej z życiem i ludźmi! I bardziej otwarcie, i bardziej cieleśnie, przez skórę. I miękko!

***
PS: Tylko jak? Jak strach.

Konsultacja


Mieszkam w malutkim mieszkaniu, za to tuż nad rzeką.
Kiedy potrzebuję rozciągnąć nogi i umysł, biorę koc i herbatę z pokrzywy, idę pogadać z królową.


Koc od Pauliny (dziękuję!!!) ma nieprzemakalną izolację, tak że mogę być blisko trawy, nawet gdyby padało i w kościach wieje przeczucie września.
Wczoraj wzięłam też dużą rzecz do przemyślenia. Tygrysy ostrzą pazury do skoku.

Mikrotygrysy, w trawie.





Sploty i upadki


Murala spod Forum powrót do natury.

Chiński ambiance



Remont elewacji

Pół cienia folii
Druga warstwa, rolety, na 3/4
Mamy w domu teatr





***
To tańca folii przygrywa hds
W różach błękitach i koronkach!





Świadek radości



Bramka przedszkola w Małujowicach pamięta lepsze czasy.


Można by pomyśleć: to tuż przy murze tego kościoła, co go z taką troską remontują.
Można by pomyśleć: malowidła są ważniejsze od dzieci?

Ale to proste myślenie, żeby nie powiedzieć - prostackie. Można sobie wyobrazić inne okoliczności, w których konserwatorzy i społeczność robią coś razem poza kościołem. A tu znowuż idealizm; komu by się chciało wychylać poza bezpieczne ramy funkcjonowania znanego od pokoleń?

Bezpieczniej bać się obcych. niż otworzyć się na to niespodziewane, które może ze spotkania wyniknąć.

A z drugiej strony, komu by się chciało wychodzić poza zawodowe ramy, zarabianie na chleb i tak wystarczająco jest ciężkie. Czy nie?

***
Ale dziś jest piątek. Na cześć Lafle, nieco więcej old preskóla!

Miś Uszatek odc. 5  Nauczka (1976r.)

Jezus Maria



Wieść, że kicz do mnie przemawia, szczęśliwie się niesie i powraca falą, niosąc prezenty z podróży. W tym przypadku znad naszego polskiego morza.

Kasia dla siebie by nie kupiła, ale dla mnie to może, co uszczęśliwia coś też w niej. Paulina nic takiego w sobie nie posiada, bolą zęby i brzuch, nawet nie musi patrzeć. Wystarczy, że pomyśli, że takie przedmioty istnieją.

Kocham je obydwie, i ten obrazek. Śmiejemy się każda z każdej i wszyskie razem z obrazka.

A ja doznaję szczerych uniesień kontemplując Jezusa z Maryją. Jest tu wszystko co do mnie przemawia, łącznie z synogarlicą i sercem gorejącym, a dzięki drukowi soczewkowemu obraz mieni mi się w oczach żywemi kolorami!

Na dodatek, patrząc poważnie, przez okulary konesera: widzieliście kiedyś takie przedstawienie Jezusa i Marii na jednym obrazku? Jak monidło małżeńskie, albo jak bliźniacy??

Wyobraźnia chińskich anonimowych artystów nie zna ograniczeń, ani konwencji. I to też mnie zachwyca!

Kogoś mi brakuje do tego krumbla!

"O świat przyrody nie potrzebuję się troszczyć. Słońce nie czeka, aż je oczyszczę i zapalę.

Ale mały światek mego ja od wczesnego poranka zaprząta moje myśli. Albowiem znaczenie jego leży w tym, że został mi dany, jako mój własny świat, z tym, że posiadam moc urobienia go na kształt swego ducha i uczynienia go sobie wewnętrznie pokrewnym, w tym wreszcie, że w nim gościnnego przyjęcia mogę użyczyć Panu wszechświata".

Tak mówi bengalski noblista Rabindranath Tagore. A ja, w zapale sprzątań i remontów, pokrzepiam się  nadmiarem owoców przytarganych w spod Grzegórzeckiej.

Jedna postać to zaimprowizowany krumbel:

Weź owoce do żaroodpornego naczynia - ja wzięłam morele i śliwki, i użyłam dwóch małych, jednoosobowych słodziaków.
Weź masło, brązowy cukier, trochę tartej bułki. Połącz, na przykład w misce.
Wyłóż na owoce
Posyp cynamonem.
I do gorącego piekarnika.



Druga postać to gruszki - zwykłe, lecz, dla odmiany w swej obfitości, posypane cynamonem.

UWAGA! Nadmiar owoców przyspiesza przepływ materii przez człowieka!


PS: Tytuł posta zaczerpnęłam z dawnej dawnej fotografii Bogdana Kiwaka, gdzie na pierwszym planie kwitła brukselka.

Seks w bramie

sc

Dawno tu nie było scen. Spieszę nadrobić zaległości z doniesieniem, że takie oto sceny symboliczne i obyczajowe można wypatrzeć w renesansowej bramie zamku Piastów Śląskich w Brzegu. Życie, życie. I władza!

Po przekroczeniu bramy - niezwykle zacnej - zamek ten to mały Wawel, zaiste, zaiste! I nie ustępuje dużemu. Warto dłużej posiedzieć w knajpce na dziedzińcu, pooddychać proporcjami.

Choć szarlotki na ciepło nie polecam, już raczej lody.

Foto powyższe wykonane telefonem komórkowym by osobisty fotograf

A poniżej: samo życie!




Na skrzyżowaniu czasu i bezczasu


Kiedy czytam niedoszłego argentyńskiego noblistę, tym co najdłużej ze mną zostaje po zamknięciu książki są myśli o tworzeniu i czasie. Borghes dotyka kwestii w sposób fascynujący i niepokojący. Ja powiem zwyczajnie: z perspektywy życia ludzkiego jest to konflikt, odczuwany jako zjawisko przemijania form, które ukochaliśmy. Ukochaliśmy, bo... Co?

Fascynuje mnie i niepokoi również praca konserwatora zabytków. Dla mnie to przejaw nieuleczalnej nostalgii, tyle wysiłku wkładać w przedłużenie trwania, wbrew prawom fizyki i chemii. Choć z drugiej strony, to też możliwość głębokiego obcowanie z duchami - miejsc, ludzi - z materią, którą kształtowali. I z tym czymś, co sprawia, że niektóre formy trwają, wbrew zniszczeniu tylu innych. Takie doświadczenie musi być niepowtarzalne, ale też nieprzekazywalne... Może jedynie poprzez te formy, które się odnawia i konserwuje?

Wyobraźcie sobie, że spędzacie dwa lata w dotkniętym przez historię miejscu odosobnienia - z dala od rodziny, i od mieszkańców miejscowości, którzy nie mają ochoty się z wami zadawać. Może osobiście są odporni na duchy czasów minionych i woleliby zburzyć tę kupę cegieł i postawić kapliczkę duchowi współczesności (typu supermarket). Dla nich miernikiem wartości zabytku są być może jedynie turyści, od których da się uzyskać parę euro.


A konserwatorzy tam są. Dzień po dniu, centymetr po centymetrze fresku nasiąkają chemikaliami i zrozumieniem. Z punktu widzenia laika pod rusztowaniem robota wygląda na a. żmudną i niewdzięczną, b. medytacyjną i pozwalającą odpłynąć od czasu zegarowego (niepotrzebne skreślić).


Oto jedno z prestiżowych zadań dla konserwatora. Gotycki kościół pod wezwaniem św. Jakuba w Małujowicach, zapomnianych przez Boga i ludzi, poza historykami sztuki. 

Patrząc w górę widzimy późnogotyckie zdobnictwo patronowe - to te ornamenty na belkach, dodanych w 1500 roku. Ciekawe, prawda? Że w którymś momencie opiekunowie kościoła uznali za stosowne, a mieli po temu zasoby i umiejętności, by tak wnętrze ocieplić i uprzyjemnić. Ciekawe, czy ktoś sarkał, czy wszystkim się podobało?

Patrząc w dół widzimy wylewkę betonową, nabytek ostatnich lat. Konserwatorzy zdecydownie sarkają, szczególnie na archeologów. I co się stanie z tym betonem w ciągu kolejnych 500 lat?


Kamieniarka z czasów, kiedy jak się coś robiło, to porządnie - tak to sobie wyobrażam. Że wysiłek ludzki i materiały były tak cenne, że nie warto było robić byle jak, dla powierzchownego efektu.

Czy pamięc o tym chcemy konserwować z tak wielkim nakładem ludzi i środków?

A może chodzi o możliwość dotknięcia bezczasu. Czy nie po to te formy i przedmioty wytwarzano?


Na zdjęciu: małość współczesnej stopy wobec wielkości gotyckiej cegły.
A tymczasem na chórze trwa ponadczasowa zabawa słońca z pigmentem i szkłem.


W przytulnym kątku za organami utrwalam w pikselach fragment owej cennej, słynnej (w pewnych kręgach) małujowickiej Biblii Pauperum, wraz z warsztatem konserwatora. 


Oraz organy.

***

Małujowice, Mollwitz. Kościół kilka razy plądrowano, temu służy wojna, prawda? Żeby wszystko zniszczyć, nie tylko w porządku materialnym, ale przede wszystkim wartości symbolicznych. Swoją drogą, to niezwykłe, kiedy o tym pomyśleć. Nadzieja, czy siła życia, która sprawia, że społeczność się po wojnie podnosi, robi porządek w kościele i wraca do śpiewania psalmów z nadpalonych śpiewników.


Jedynym śladem po bitwie - w tym przypadku pomiędzy wojskami pruskimi i austriackimi w 1741 roku - pozostaje obelisk.




***

A tymczasem w chaosie remontu kościół żyje swoim liturgicznym rytmem, niekoniecznie czerpiąc z gotyckich wzorców piękna.


Podczas gdy na kwaterze konserwatorów bezczas objawia się w czasie codzienności.
Albo na odwrót? Nie wiem, nie wiem. W każdym razie wygląda to rodzaj bezimiennej służby. Lecz komu? Czemu?

Nie mówiąc o wyzysku konserwatora przez właściciela firmy i borykaniu się z inwestorami. Ale to już zupełnie inna historia, która nie do mnie należy.

W cieniu spichrzy: bezczas śliwek i bocianów


Wakacyjny przepis ze śliwkami: jak się znaleźć w innym świecie

jadąc drogą krajową
numer 39
łączącą autostradę A4 z Brzegiem
niespodziewnie skręcić w w lewo


między niebem a ziemią
czyli
będąc konkretnym
między liniami elektrycznymi
a ruinami spichlerzy





[dygresja jeden, czyli ciekawostka, czyli  paradoks
wbrew wielkiej obfitości drutów, prąd regularnie niknie na kilka godzin
potem Gospodyni mówi "Światło przyszło!"]

[dygresja dwa
w dzikim sadku koło drogi jest mnóstwo śliwek - wyjątkowych, bo małych jak mirabelki i ze skórką gorzkawą]


Znaleźliśmy cel podróży

Kościół Parafialny pod wezwaniem św. Jakuba, zbudowany w 1250 r pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, w pierwszej połowie XIV wieku częściowo przebudowany i rozbudowany przez właściciela miejscowości Samboriusa.


Romański portal na laiku (ja) robi wrażenie starego i godnego. Choć fachowcy, którzy konserwują malowaną bibilę pauperum (we wnętrzu) i najstarsze freski, EVER, na terenie obecnej Polski (na strychu), sarkają na poprzednią ekipę.



***

Na ten czas oto rozwiązanie zagadki:


 Inaczej mówiąc, Mollwitz. W następnym odcinku: gotycka biblia pauperum, patrony i moje zwykłe śmietki.