Na skrzyżowaniu czasu i bezczasu


Kiedy czytam niedoszłego argentyńskiego noblistę, tym co najdłużej ze mną zostaje po zamknięciu książki są myśli o tworzeniu i czasie. Borghes dotyka kwestii w sposób fascynujący i niepokojący. Ja powiem zwyczajnie: z perspektywy życia ludzkiego jest to konflikt, odczuwany jako zjawisko przemijania form, które ukochaliśmy. Ukochaliśmy, bo... Co?

Fascynuje mnie i niepokoi również praca konserwatora zabytków. Dla mnie to przejaw nieuleczalnej nostalgii, tyle wysiłku wkładać w przedłużenie trwania, wbrew prawom fizyki i chemii. Choć z drugiej strony, to też możliwość głębokiego obcowanie z duchami - miejsc, ludzi - z materią, którą kształtowali. I z tym czymś, co sprawia, że niektóre formy trwają, wbrew zniszczeniu tylu innych. Takie doświadczenie musi być niepowtarzalne, ale też nieprzekazywalne... Może jedynie poprzez te formy, które się odnawia i konserwuje?

Wyobraźcie sobie, że spędzacie dwa lata w dotkniętym przez historię miejscu odosobnienia - z dala od rodziny, i od mieszkańców miejscowości, którzy nie mają ochoty się z wami zadawać. Może osobiście są odporni na duchy czasów minionych i woleliby zburzyć tę kupę cegieł i postawić kapliczkę duchowi współczesności (typu supermarket). Dla nich miernikiem wartości zabytku są być może jedynie turyści, od których da się uzyskać parę euro.


A konserwatorzy tam są. Dzień po dniu, centymetr po centymetrze fresku nasiąkają chemikaliami i zrozumieniem. Z punktu widzenia laika pod rusztowaniem robota wygląda na a. żmudną i niewdzięczną, b. medytacyjną i pozwalającą odpłynąć od czasu zegarowego (niepotrzebne skreślić).


Oto jedno z prestiżowych zadań dla konserwatora. Gotycki kościół pod wezwaniem św. Jakuba w Małujowicach, zapomnianych przez Boga i ludzi, poza historykami sztuki. 

Patrząc w górę widzimy późnogotyckie zdobnictwo patronowe - to te ornamenty na belkach, dodanych w 1500 roku. Ciekawe, prawda? Że w którymś momencie opiekunowie kościoła uznali za stosowne, a mieli po temu zasoby i umiejętności, by tak wnętrze ocieplić i uprzyjemnić. Ciekawe, czy ktoś sarkał, czy wszystkim się podobało?

Patrząc w dół widzimy wylewkę betonową, nabytek ostatnich lat. Konserwatorzy zdecydownie sarkają, szczególnie na archeologów. I co się stanie z tym betonem w ciągu kolejnych 500 lat?


Kamieniarka z czasów, kiedy jak się coś robiło, to porządnie - tak to sobie wyobrażam. Że wysiłek ludzki i materiały były tak cenne, że nie warto było robić byle jak, dla powierzchownego efektu.

Czy pamięc o tym chcemy konserwować z tak wielkim nakładem ludzi i środków?

A może chodzi o możliwość dotknięcia bezczasu. Czy nie po to te formy i przedmioty wytwarzano?


Na zdjęciu: małość współczesnej stopy wobec wielkości gotyckiej cegły.
A tymczasem na chórze trwa ponadczasowa zabawa słońca z pigmentem i szkłem.


W przytulnym kątku za organami utrwalam w pikselach fragment owej cennej, słynnej (w pewnych kręgach) małujowickiej Biblii Pauperum, wraz z warsztatem konserwatora. 


Oraz organy.

***

Małujowice, Mollwitz. Kościół kilka razy plądrowano, temu służy wojna, prawda? Żeby wszystko zniszczyć, nie tylko w porządku materialnym, ale przede wszystkim wartości symbolicznych. Swoją drogą, to niezwykłe, kiedy o tym pomyśleć. Nadzieja, czy siła życia, która sprawia, że społeczność się po wojnie podnosi, robi porządek w kościele i wraca do śpiewania psalmów z nadpalonych śpiewników.


Jedynym śladem po bitwie - w tym przypadku pomiędzy wojskami pruskimi i austriackimi w 1741 roku - pozostaje obelisk.




***

A tymczasem w chaosie remontu kościół żyje swoim liturgicznym rytmem, niekoniecznie czerpiąc z gotyckich wzorców piękna.


Podczas gdy na kwaterze konserwatorów bezczas objawia się w czasie codzienności.
Albo na odwrót? Nie wiem, nie wiem. W każdym razie wygląda to rodzaj bezimiennej służby. Lecz komu? Czemu?

Nie mówiąc o wyzysku konserwatora przez właściciela firmy i borykaniu się z inwestorami. Ale to już zupełnie inna historia, która nie do mnie należy.

9 komentarzy:

  1. Nie róbmy byle jak!


    Choć beton przemysłowo bardzo dawno temu w Rzymie wykorzystywano, i stoi po dziś dzień i go na dodatek konserwujemy :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Aneto, naprawdę? Ciekawe! Co do naszego betonu, kiedyś słup trakcyjny się zwalił na mój pociąg, w biegu. Tego typu wydarzenia raczej nie wróżą tysiącletnich karier...

    Co może i dobrze, zważywszy, że urodą niektóre wytwory współczesne nie grzeszą.

    Tak więc uzupełniam postulat: nie róbmy brzydko i nieproporcojonalnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale kiedyś nie robiono byle jak, nawet betonu :)))

    a za rozszerzonym postulatem też jestem za

    właśnie specjalnie wyszukałam :)
    http://www.artbiznes.pl/index.php/zywy-beton-agata-kokoszka/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli tak, wiedziałam już o rzymskim betonie od dawna, ale teraz znalazłam o tym artykuł (na poparcie) i przeczytawszy kilka linijek puściłam. A teraz przeczytałam go w całości a błędów w nim jest co nie miara. Zarówno stylistycznych jak i merytorycznych.

      Artykułu powyższego, jako źródła wiedzy, nie polecam!

      Usuń
  4. i najważniejsze odnośnie latających betonów: dobrze, że jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ! bardzo ! ciekawy post ! :) zwłaszcza wstęp, aż wyobraźnia ponosi człeka ! :).
    Pozdrawiam obie Anety.
    Aneta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aneto od Mebli - wagony są dość wytrzymale! :)

    Anetao do Zabytków :) - dziękuję! Twój blog jest jedną z moich inspiracji tematycznych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie napisane.
    Kto wie ile atomów dawnego malarza we współczesnym ciele konserwatora?

    OdpowiedzUsuń
  8. Doro, dziękuję!

    Też o tym pomyślałam... A raczej o czymś innym, że to duch twórcy nie może zaznać spokoju ;)

    OdpowiedzUsuń