Dotyknięta białą liliją, czyli więcej Baroku

Czy mają Państwo świadomość, że pyłek lilii trudno doprać z ubrania?

Otóż ja zdobyłam tę wiedzę w praktyce, bawiąc się w  parobka fotografa. Do zadań takiej osoby należy m.in. rozwijanie i zwijanie kabli, oraz ściąganie i ponowne umieszczenie bukietów na ołtarzach. Kolegiata, jako przybytek zadbany niezłomną ręką siostry E., posiada siedem ołtarzy - a kwiatów powodzie.



Dla porządku: kościół z 1350 roku, rzadko spotykana gotycka architektura z barokowym wystrojem wnętrza, freski Franciszka Sebastiniego, sztukaterie Jana Schuberta, perła opolskiej ziemi roztacza odrestaurowany blask świeżego złota, wczoraj był Pierwszy Piątek, ołtarze w białych liliach na znak sezonu ślubnego, a dzisiaj bogacz wydaje córkę. Spieszymy się zdążyć do Srebrnej Góry, do jednej wiedźmy, co też mieszka pod kościołem



Winowajczynie plam na swetrze. W tle więcej emfazy i kilkadziesiąt metrów kwadratowych złota w płatku, owiniętego wokół form nieustannie zadziwiających mnie, naiwną. W tym wypadku formy są również mikroarchitektoniczne.



Na koniec obowiązkowa gęś (indyk? orzeł? kogut! Donosi poinformowane oko s. Flakonii) i czacha (dyskretnie wyeksponowana między ramionami drabiny).



PS: Na prośbę fotografa zataiłam nazwę miejscowości. W obszarze panowania siostry E. frywolne ujęcia nie przystoją!

W międzyczasie: lata 70. wiecznie żywe

Pytacie, co u mnie?

W błogosławionym międzyczasie, miotana wiatrem zmian, dzikoszczęśliwa - choć nie bez niepokoju - gdy chaos świszcze między zębami i nie wiadomo dokąd pogna mój silnik? ;)

Czy to już zęby tygrysa czy jeszcze mleczaki okaże się zaniedługo. Bardziej precyzyjne informacje już wkrótce, dziś mały przypis do mojego Opus Magnum in statu nascendi.

Otóż, Drodzy Państwo, lata 70. są wiecznie żywe! A nawet mają się lepiej niż za czasów swej zaondulowanej i ozdobionej cekinami młodości.

Na dowód jeden z rodzimych utworów o zacięciu monumentalnym, z tamtych czasów. Jakże ja kocham glamrockowy rozmach i patetys lat, w których zostałam poczęta i na ten piękny świat wydana. Może stąd ma kiczolubność?  Z mleka matki popkultury? Poniżej glamrock w skromnej wersji, w sam raz na miarę budżetu zaścianka.



Już? Państwo  napatrzeni, nachłonięci, naśmiani detalikami estradowymi, wizualnymi i modowymi? To teraz zachęcam do odsłuchania bardziej współczesnego wykonania. Jak dobre wino, utwór nabrał mocy - prawdopodobne wraz z wykonawcą.  
A co Szanowni Państwo sądzą?



Jezus Maria, nowe źródła


Pamiętacie soczewkowych Jezusa i Marię przedstawionych na jednym ujęciu?
Okazuje się, że takie przedstawienie nie jest nowe, jak sądziłam. Znalazłam je na jednym ze zdjęć "Zapisu socjologicznego" Zofii Rydet; ujęcie wykonano na Suwalszczyźnie.


Zwróćcie uwagę na zdjęcia mężczyzny i kobiety umieszczone pod świętymi figurami. Być może Jezus i Maria w tym domu pełnią funkcję małżeńskiego monidła. Może małżonków nie było na nie stać?

Dla przypomnienia: "Zapis socjologiczny" to monumentalne dzieło. Obsesja artystki, która będąc już starszą panią i babcią, podróżowała po polskich wsiach, portretując umierający świat. Mieszkańcy we wnętrzach chat na progach, same chaty. Byli ujmowani, jak stali, czy raczej siedzieli, czasem Zofia Rydet pozwalała zmienić chustkę na ładniejszą. Jak przyznaje sama artystka, nazwa jest nieco myląca. Statyczne, pozowane ujęcie mieszkańców, na wszystkich zdjęciach bardzo podobne, jest narzuconą wizją twórczą.

Ujęć pozostały tysiące, część w postaci nie wywołanych klisz. Albumu nie wydano za życia artystki, dużej wystawie w Zachęcie przeszkodził Stan Wojenny. Fotografie można obejrzeć tu i tam, Miesiąc Fotografii w Krakowie kilka lat temu wydał krótki przegląd albumowy.

Have a full fat day


Kupiłam Burdę z powodu czerwonej szminki i niebieskiej sukienki na okładce. Sukienka tu zasłonięta jest kanapką z bryndzą krowią i dżemem, który wizualnie urzekł mnie słodką przezroczystością pomarańczowej skórki (tak tak, połączenie choć ciut mdłe, jest jadalne).

Burda (nie bryndza) ma moc przenoszenia w dzieciństwo. Czułość, czułość i beztroska; mama kochała się stroić, więc nauczyła się szyć i kolekcjonowała Burdę. Można by powiedzieć "paniusia", gdyby nie jej równie wielka, acz skrywana nawet przed sobą, namiętność do obnoszenia się w starych szmatach i uszlajanych gumiakach. Obydwie skłonności po mamie odziedziczyłam.

Ach! Wracając do tu i teraz: 80. były, 90. były (czymkolwiek się charakteryzują, ktoś młodszy mi podpowie, kto się zna... Chyba nie legginsami?) , 50. są teraz, nawet w Burdzie. Czuję po kościach, że przychodzi moda na barwne i tłuste - choćby i na kredyt, a niech nawet w cieniu zimnej wojny - lata 70.

O chaosie i międzyczasie będzie za kilka dni. Dziś beztrosko przyspieszamy motylą falę! Do śniadania zaśpiewa boska Ałła. "Wszystko mogą królowie", poza żeniaczką z miłości. Tego, zdaniem autora piosenki, nie może zrobić ani jeden król. Sopot '78.



Ałła w stylu dippy hippy prezentuje się porywająco i ponadczasowo. Czego nie można powiedzieć o Helenie w stylu stonowany folk. Nie musicie patrzeć na osobliwy witraż na piersi... Tym lepiej, skupmy się na słuchaniu, gdyż kunszt estradowy się nie zestarzał, podobnie jak wsiowe malowane dzbanki.



Kiedyś to były artystki! Potrafiły i zaśpiewać, i porwać. Zaryzykuję tezę, że jedynie słuszna Partia, w jednej konkretnie dziedzinie, a to muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej miała wyższe standardy niż... Kto dzisiaj wpuszcza na estrady tych ludzi, co śpiewają i inspirują miliony?

Duchy* Molwitz, jeszcze



Rzecz z najstarszymi - podobno - malowidłami w Małujowicach ma się jak następuje.
Znajdują się za belkowaniem na strychu, który powstał po wstawieniu belkowanego sufitu na przełomie Średniowiecza i Renesansu. Podczas tamtego remontu kościół też przemalowano.

Czy powinno nas dziwić, że zastąpiono bardziej wyrafinowane, prostszym? Prawdziwsze, bardziej naiwnym? Jak zawsze zaznaczam: nie mnie wydawać opinie, gdyż jako laikowi i bożej krówce oraz prostaczkowi może mi się jedynie podobać, bądź też nie. Z którego to przywileju prostego podobania korzystam.

Byłam na strychu, widziałam. Z powodu panujących tam ciemności, a bardziej nawet przez zajęcie się chłonięciem atmosfery, najstarszych tutaj nie pokażę. Ale opowiem, że nagie postacie, prawdopodobnie osoby wypędzane z raju, namalowane są realistycznie z użyciem światłocienia. I że na jednej z łydek wydrapano datę 1834 - jeśli dobrze pamiętam dwie ostatnie cyfry.

Jakie to współczesne.


*Na fotografii nr 1 rolę ducha gra pan od ceglanych kafli, które pokryją świeży beton na posadzce. Ładne! (Choć być może znawcy tradycyjnie będą sarkać).

Na fotografii 2 - ponad małujowickicmi teksturami - powiewa moja spódnica z grubo tkanego lnu, który gniecie się w sposób niezwykle fotogeniczny, żeby nie rzec - uduchowiony. 

Tajemnice Wszechświata, szyfrem


Od czego zacząć. Nie zrobiłam ani jednego zdjęcia.
Z wrażenia czy bo wolę mieć tylko dla siebie.

Ale po kolei.

Coraz trudniej uwierzyć w przypadek.
Twierdza, ognisko, ludzie w drodze tam
i tu.
Annapurna ma 13 pięter.
Rok w tajdze, noc w Srebrnej Górze. I nie dowiemy się czy pasterz znalazł żonę.

Królowa seksu i łez
kurzą stopę chowa w asfalt.
My jednak wiemy.
I zostało nam pokazane
skąd wypływa.

Warkocz zdobi mężczyźnę,
a pieczarka kobietę.
Rodzina zdolnych komików bawi pod kościołem.
Babciny dziki bez grzeje na przeziębienie, ale
nabuzowany
ujawnia oblicze swe nieobliczalne.

Przenikają się rośliny
i światy.
W końcu to pogranicze, nie-cywilizacja.
Kradniemy obrazy, nic materialnego.
Można nam podarować: winogron, jabłka.
Możemy podarować: dwie fajki.

Dom jak kołyska z cynamonu,
pełno kocich ruchów i senne posłania.
Jutro do szkoły. W tym roku dreszcz przyszedł wcześnie.
Trzeba. Ogień. Kominek. Paulinda
zagniata ciasto z muszkatałową.