Duchy* Molwitz, jeszcze



Rzecz z najstarszymi - podobno - malowidłami w Małujowicach ma się jak następuje.
Znajdują się za belkowaniem na strychu, który powstał po wstawieniu belkowanego sufitu na przełomie Średniowiecza i Renesansu. Podczas tamtego remontu kościół też przemalowano.

Czy powinno nas dziwić, że zastąpiono bardziej wyrafinowane, prostszym? Prawdziwsze, bardziej naiwnym? Jak zawsze zaznaczam: nie mnie wydawać opinie, gdyż jako laikowi i bożej krówce oraz prostaczkowi może mi się jedynie podobać, bądź też nie. Z którego to przywileju prostego podobania korzystam.

Byłam na strychu, widziałam. Z powodu panujących tam ciemności, a bardziej nawet przez zajęcie się chłonięciem atmosfery, najstarszych tutaj nie pokażę. Ale opowiem, że nagie postacie, prawdopodobnie osoby wypędzane z raju, namalowane są realistycznie z użyciem światłocienia. I że na jednej z łydek wydrapano datę 1834 - jeśli dobrze pamiętam dwie ostatnie cyfry.

Jakie to współczesne.


*Na fotografii nr 1 rolę ducha gra pan od ceglanych kafli, które pokryją świeży beton na posadzce. Ładne! (Choć być może znawcy tradycyjnie będą sarkać).

Na fotografii 2 - ponad małujowickicmi teksturami - powiewa moja spódnica z grubo tkanego lnu, który gniecie się w sposób niezwykle fotogeniczny, żeby nie rzec - uduchowiony. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz