Jezus Maria, nowe źródła


Pamiętacie soczewkowych Jezusa i Marię przedstawionych na jednym ujęciu?
Okazuje się, że takie przedstawienie nie jest nowe, jak sądziłam. Znalazłam je na jednym ze zdjęć "Zapisu socjologicznego" Zofii Rydet; ujęcie wykonano na Suwalszczyźnie.


Zwróćcie uwagę na zdjęcia mężczyzny i kobiety umieszczone pod świętymi figurami. Być może Jezus i Maria w tym domu pełnią funkcję małżeńskiego monidła. Może małżonków nie było na nie stać?

Dla przypomnienia: "Zapis socjologiczny" to monumentalne dzieło. Obsesja artystki, która będąc już starszą panią i babcią, podróżowała po polskich wsiach, portretując umierający świat. Mieszkańcy we wnętrzach chat na progach, same chaty. Byli ujmowani, jak stali, czy raczej siedzieli, czasem Zofia Rydet pozwalała zmienić chustkę na ładniejszą. Jak przyznaje sama artystka, nazwa jest nieco myląca. Statyczne, pozowane ujęcie mieszkańców, na wszystkich zdjęciach bardzo podobne, jest narzuconą wizją twórczą.

Ujęć pozostały tysiące, część w postaci nie wywołanych klisz. Albumu nie wydano za życia artystki, dużej wystawie w Zachęcie przeszkodził Stan Wojenny. Fotografie można obejrzeć tu i tam, Miesiąc Fotografii w Krakowie kilka lat temu wydał krótki przegląd albumowy.

8 komentarzy:

  1. Starsza pani z pasją! Widziałam kiedyś chyba reportaż o niej, albo o kimś innym..hmm w każdym razie identycznie jak na zdjęciu wyglądał jeszcze rok temu salon pradziadków. Pradziadek umarł i folkowe bogactwa umarły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo możliwe, powstał taki film :)

    Chyba dobrze że ten świat odszedł, to życie nie było łatwe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak sobie przemyśliwuję, że to skomplikowane kwestie, Zofia Rydet ze swoim aparatem i wychowaniem w rodzinie zamożnego prawnika, ze statusem artystki, przedsiębiorczością patrzy na tych ludzi nieskończenie z góry.
    Chcąc coś uwiecznić, pokazuje ich tak, oni sami może nie chcieliby się pokazywać obcym.

    W reportażu mówi: "pukam, podaję rękę, to oznacza szacunek". Kto mógłby wejść do cudzego domu BEZ pukania? Pan przychodzący do swojej własności.

    OdpowiedzUsuń
  4. W Gliwicach do 15.09. duża wystawa jej fotografii od 1978 - 90.

    Niesamowite te wnętrza! Obrazy, obrazy! Jezus i Maria też.
    Takich ludzi wciąż jeszcze spotykam, ale domy wyglądają już zupełnie inaczej. Dostosowali się do zmian zewnętrznych, ale w środku może tęsknią? Choć mówisz, że to niełatwe życie, ale chyba w jakimś sensie, najlepsze z najlepszych?
    Dużo, dużo rozmawiam ze starszymi ludźmi na wsi. Większość z nich nie potrafi się odnaleźć w dzisiejszym świecie. Jeden raz mi się zdarzyło usłyszeć - "gdybym jeszcze raz miał przeżyć swoje życie i tak strasznie ciężko pracować, to wolałbym się nie urodzić ..." Czy tylko on jeden powiedział prawdę, a reszta tonie w sentymentalnym mitologizowaniu? Myślę, że nie. Każdy jakąś swoją prawdę ma.
    Sztuczność, sztywność póz i atmosfera tych zdjęć, bardzo mi się kojarzą z "grzeczną" wersją Saudka.

    OdpowiedzUsuń
  5. M., za całą pewnością, ile ludzi, tyle historii, i może ten dziadek rzeczywiście miał ciężej, jakieś mniej kochane dziecko, czy co... ;)

    Skomplikowany temat poruszasz, mam zamiar wejść w to głębiej. No bo w Polsce przeskoczyliśmy, bez osłony z kraju rolniczo-feudalnego, do industrialno-socjalistycznego. Propaganda wieś obśmiała, a przecież nie w niektórych regionach mieszkali ludzie zadeptani biedą i pańszczyzną... Wyhodowano wrednego-paskudnego krytyka tego co wsiowe... No i tak cenne dziecko zostało wylane z kąpielą. Może do mnie pewne treści nie ocierają, ale nie było i nie ma za wiele wartościowego dyskursu na te tematy. Jest kilka książek Myśliwskiego, Tadeusza Nowaka, jest Konopielka, a z drugiej strony mitologia Kondratiuka, garść osób z intelektualnej elity przyznaje się i czerpie ze wsiowego pochodzenia, wnosząc te wartości do mainstrimu. Dużo jest uprzedzeń i wrogości na styku miasto-wieś.

    Czyli fajnie, jest co robić ;) Pozdrawiam ciepło. Rób im foty, jak z nimi gadasz!

    OdpowiedzUsuń
  6. O! Ona duży cykl zrobiła na Śląsku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na początku, to jeszcze były "punkty za pochodzenie". Całe lata forujących punktów politycznych :)
    W latach 60-tych, moja szkoła podstawowa była pełna dzieci tzw. napływowych, z rodzin robotniczo-chłopskich. Małych mieszczan było niewiele. Bardzo dziwny czas. Te dzieci, jeszcze nie miejskie, wtedy były NORMALNE, a ich zachowanie, bardziej zależało od wychowania w rodzinie, niż od pochodzenia. Nie mieliśmy takich prostackich skojarzeń, że jest "taki", bo pochodzi ze wsi. A może ja nie miałam takich skojarzeń, bo wychowano mnie w umiłowaniu wsi i wielkim szacunku dla człowieka?
    Później, sama nie wiem kiedy, coś się porobiło dziwnego. Jakie to były lata? Nie wiem które to pokolenie dzieci urodzonych w miastach. Oni zaczęli się potwornie wstydzić swojego pochodzenia! Odcinali wszelkie korzonki, a nawet domysły na ten temat. Stali się karykaturalnie miejscy. Przesadni we wszystkim. Nie do zniesienia. Byli największymi krytykami wiejskości, jakich znam. Śmieszyli i odpychali. Może to była odpowiedź na nagonkę w ich kierunku? Nie wiem.
    Jako dorosła osoba poznałam w pracy fantastycznych ludzi ze wsi, którzy się nie wstydzą. Jesteśmy przyjaciółmi do dziś. Mają w sobie niesamowity PORZĄDEK, który bardzo podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak, punkty za pochodzenie...

    Kontrowersyjne rozwiązanie, czy to akcja afirmatywna w RPA czy USA, czy procenty dla kobiet w sejmie. Po rozmowach z koleżanką politolożką jestem za, jako rozwiązaniem przejściowym. Choć zawsze jacyś niewarci karierowicze wypłyną. No i w gruncie rzeczy podkopuje to poczucie własnej mocy i osiągnięcia u tych systemowo wypromowanych.

    M., bardzo ciekawy temat, nieznośna miejskość. Może jakieś poczucie winy w tym było? Pamiętam z czasów jak się uczyłam czytać reportaże o matkach samotnych, porzuconych na wsi. I pewnie jakaś racja w krytyce wsiowości, i jakiś opór przed potrzebną zmianą u wsiowych... Patrząc z tej perspektywy, całe to uprzemysłowienie to wielka szansa i wielki koszt ludzki...

    Fajna dyskusja, dziękuję! To jest dla mnie bardzo osobisty, emocjonalny temat, widzę, że się chowam za racjonalizacjami. Tym bardziej warto w to wchodzić :)

    OdpowiedzUsuń