Znacie go?


Znacie go? Ten jeden, jedyny, uchodźca z lata, który sobie urządził obóz przejściowy, ba! dom i restaurację!
u Was w sypialni i nocami:
a. żywi się Waszą krwią,
b. jak popije, bzyczy uporczywie, nieuchwytnie.

Wpis dedykuję Doro, która tak czule (klik tu) fotografuje (albo tu), z prośbą o przyłożenie czasem aparatu do oka :)

Trudno

Sharon Olds 
Tomik: The Unswept Room
Tłumaczenie moje


First hour
Pierwsza godzina

W tej godzinie najbardziej byłam sobą. Strząsnęłam z siebie
matkę, leżałam
biorąc pierwsze oddechy, jakby
powietrze w pokoju nadmuchiwało mnie
jak bańkę. Jedyne co miałam do zrobienia:
wychodzić za linią spojrzenia i wracać do siebie,
czując grawitację, jedwab, na sobie zapach jej
kremowej krwi. Powietrze
miękko dotykało mi skórę i usta
wchodziło we mnie i wyciągało małe
westchnienia; nie wiedziałam, że to ja.
Nie bałam się. Leżałam w spokoju
patrzyłam i myślałam bez słów,
mózg dostawał tlen
bezpośrednio, bogata mieszanka do ust.
Nikogo nie nienawidziłam. Przyglądałam się i przyglądałam
i wszystko było ciekawe, byłam
wolna, jeszcze nie zakochana, nie
czyjaś, nie piłam jeszcze
żadnego mleka, nikt mi nie zabrał
serca. Nie byłam bardzo człowiekiem. Nie wiedziałam,
że ktoś jeszcze jest. Leżałam
jak jakiś bóg, przez godzinę. Potem przyszli po mnie
i zabrali mnie do matki

Kolekcja strachów 2012

Słyszymy alarmy, że wróble są gatunkiem zagrożonym. A tymczasem strach na wróble ma się dobrze, jako żywa forma rdzennej twórczości funkcjonalnej w moich okolicach.


Strachy ubiegłoroczne można obejrzeć: KLIK TU. Cechuje je rozwianie i odległe nawiązanie do tradycyjnego antropomorfizmu. Forma tegorocznej kolekcji jest jeszcze bardziej uproszczona i abstrakcyjna, a przy tym szalenie elegancka i spójna. Apeluje do innych zmysłów: mniej korzysta z odstraszającej mocy ruchu, na rzecz przerażania konstrukcjami dźwiękowymi. Wykonana z elementów wykorzystanych, odrzuconych i już niepotrzebnych w  gospodarstwie, niby przypadkiem, niby niechcący, opowiada jak się tam żyje, na tych wzgórzach.


A Ty? Czego się boisz w 2012?


Muzycznie do rymu: straszą Strachy na Lachy, ze swoją czarną i gorzką narracją w imieniu zmarginalizowanych i wkurwionych. Wybaczcie.


Jesień nabiera kolorów


A tak ta pogoda mogłaby wyglądać, gdyby na nią spojrzeć innymi oczami.


Jak to ująć w słowa? Że trafiłam na ten akurat koniec świata, 
pod zadziwiający dach kryptowiedźmy Paulindy?

I że łaskawy los raz za razem daje mi okoliczność,
żeby się przerzucić na drugi brzeg A4? Gdzie mogę chłonąć
i naciągać - jak herbata w czajniku po babci ciotecznej.
Tej, co jej nie zdążyłam poznać.

Deep dark Rococo: baaad trip



Nie zna demonów Baroku, kto nie był w Henrykowie.
Druga kwestia: jak odnaleźć swobodę wyrazu pośród ciasnych manieryzmów epoki?

Chyba wiem po czym poznać wielkość sztuki: kiedy mnie chwyta za gardło i włosy, w niewolę. Kiedy - na dobre i na złe - nagle pragnę rzucać wszystko i zagrzebać się w studiowaniu ksiąg i papierów. Historia: polityczna, społeczna, gospodarcza, kościoła,medycyny. Techniki i technologie: możliwości, prądy, skąd przyszło, czy może trzeba było po naukę iść do świata?  Kto nową myśl przynosił? I dlaczego została przyjęta? Co jedli? Gdzie sikali? Jak spali? Co śpiewali,co czytali? Czy czytali? Z kim się kochali, albo nie mogli się kochać? Na co chorowali i czym się leczyli? Skąd, jak, za ile? Po co? Dla kogo, dlaczego, dlaczego? I co oni brali???

Albo zupełnie inaczej: wziąć jakiś chemiczny klucz, otworzyć huxleyowskie wrota percepcji i dać się tym diabłom rzeźbionym porwać do samego piekła, czy tym malowanym aniołom do nieba. Tak sobie wyobrażam, że bardzo wiele można poświęcić, żeby ugasić tę gorączkę: wyrwać dziełu tajemnicę i odzyskać władzę nad swoimi emocjami i wyobraźnią.

Ścieżka pierwsza. Historia założenia cysterskiego w Henrykowie datuje się od 1222 roku, kiedy to z ręki księcia Henryka I Brodatego spłynęła zgoda na osadzenie w dolinie rzeki Oławy.
To tam właśnie! Tam powstała Księga Henrykowska, o której uczyliśmy się na języku polskim z powodu zdania w wątpliwej polszczyźnie: Daj, ać ja pobruszę...


Potem były najazdy mongolskie, wojny husyckie, plądrowania, pożary, wojna trzydziestoletnia, epidemia dżumy, aż  wreszcie nastał Barok: wybuch wybujałych form. Nagle bogactwo i obfitość, które ujście znajdują wciąż jeszcze bardziej w sferze ducha, niż w sferze obecnie bezlitośnie nam panującej materii. A może to raczej marzenie o ww. bogactwie i obfitości?

Na terenie założenia znajduje się dwucyfrowa liczba obiektów zabytkowych. Wśród nich najstarszym i najcenniejszym jest kościół klasztorny pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Jana Chrzciciela, obecnie bazylika mniejsza. Jego budowę rozpoczęto w 1241. Z tego okresu pochodzi późnogotyckie prezbiterium oraz transept.

Spośród - dosłownie - poupychanych wszędzie arcydzieł rzemiosła, rzeźby, malarstwa (w tym pędzla przywołanego przy innej okazji Michała Willmana, dolnośląskiego Rembrandta) wspomniane w drugim akapicie wrażenie porażenia zmysłów i wyobraźni uczyniły na mnie stalle.

Oddając na moment głos ludowej Wikipedii: "są one wybitnym dziełem śląskiej snycerki. Dębowy, renesansowy trzon stalli pochodzi z 1567, dekoracja jest bogato rzeźbiona akantem i muszlami. Zaplecki zdobione 36 płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny z życia Chrystusa, wykonane zostały w drewnie lipowym. Po 1700 dodano loże opata i przeora, a całość wzbogacono o cztery pary wolno stojących figur św. Grzegorza Wielkiego, Eugeniusza III, św. Hieronima, Konrada de Poitiers, św. Benedykta i św. Bernarda".

Stalle ukończono w roku1684, co daje im historyczny status rokokowych.


Rzeźbiony i dorzeźbiany przez blisko 120 lat mebel dla hierarchów ma w sobie coś demonicznego, subtelnie przeraża i tym sposobem wciąga. Jednocześnie jest wybitnym dziełem rzeźbiarskim, przez co wciąga jeszcze bardziej. Rokokowa maniera nie staje się w tym przypadku zastępstwem prawdziwej ekspresji, ale jest jej elastycznym alfabetem. Kwestia wygody siedzenia chyba nikomu nie przeszła choćby obok myśli. Mebel jest za to pełen aluzyjnego wyrazu: delikatne, subtelne twarze, dłonie, kolana wyrażają niepokój, opresję, udrękę, jakby to sami snycerze chcieli się wyrwać z ciasnej niewoli drewna - a może wręcz ciała? Nad tronami tłoczą się cherubiny z wodogłowiem, karząc się zastanawiać na osiemnastowiecznymi metodami spędzania płodu.

Mam wrażenie, że te niepokojące formy to szyfr, który koduje ważną informację o mnie samej, o formacji duchowej i cywilizacji, które mnie ukształtowały - czasem oporną jak glina, częściej miękką jak przejrzały ogórek. Już, już prawie odbieram wiadomość, atu nie! Sedno umyka. Jak złamać ten szyfr, żeby nie zwariować?


Ucieczki i ukojenia dostarcza tylna, skromniejsza część kościoła, przeznaczona dla wiernych. Mam wielką sympatię dla kobiet i mężczyzn, dla których kościół staje się domem duszy. Gdzie jest ta godzinka tylko dla siebie, gdzie można się wypłakać i zwierzyć z marzeniam, wytchnąć i odlecieć od codziennego kołowrotu i braku. Może to właśnie ci ludzie tkają ukryte znaczenie tego całego theatrum purpury i złota?

Choć z innej strony jeszcze: czy miejsce ucieczki w końcu nie staje się pułapką, która sama siebie powiela z pokolenia na pokolenie?



Jak zwykle wszystko musi być na odwrót i od podszewki. Szukanie ciemnych kątów, przebłysków niewiadomego pochodzenia i detali z innej bajki, które przewracają oficjalną narrację - niczym żuka - na plecki. Normalnie, jestem nieznośna! Weszliśmy bramą spichrzową, tak więc wychodzimy głównym wejściem. Serdecznie polecam.



PS: W kwestii interpretacji wrażliwości barokowej, można obejrzeć Petera Greenawaya Dzieciątko z Macon.


Pierwotna potrzeba picia albo poezja jako narzędzie perswazji


Projekt Dark Mountain. Kto ciekaw, ten sobie doczyta. Ja trafiłam po nitce do kłębka od Doro oczywiście, nieocenionej i niedocenionej w wyszukiwaniu interesujących kamyków i stworów w odmętach internetu. Siedzę, czytam, podejrzanie się raduję wizją od-cywilizowania świata. Ekologowie ciemni i radykalni biegle posługują się wszelką formą perswazji: od dyskursu, co myślą ostrą jak brzytwa wcina się w mięcho zachodniej filozofii, ciachając po łydach ojców scholastyków, po bezpośrednie nawoływanie do emocji za pośrednictwem wyrazu poetyckiego.

Jeden wiersz mnie poruszył do tego stopnia, że rzuciłam wszystko i pospieszyłam się podzielić. He he he. Niedźwiedź i butelka whiskey! To o jednym z aspektów męskości czy o moich tęsknotach?


Autor: Tom Hirons
Źródło: Dark Mountain, wydanie 3, lato 2012
Tłumaczenie moje


Czasem jakiś Dziki Bóg

Czasem jakiś dziki bóg przychodzi do stołu.
Jest niezręczny i nie potrafi się zachować
Wobec porcelany, widelca, musztardy i srebra.
Głosem zmienia wino w ocet.

Gdy ten dziki bóg zjawi się u drzwi,
Pewnie się go przestraszysz.
Przypomni ci o czymś ciemnym
Co może ci się śniło,
Albo o tajemnicy, którą wolisz zachować dla siebie.

Nie zadzwoni dzwonkiem;
Raczej będzie drapał
Znacząc ślady krwią na lakierze,
Choć pierwiosnki mu rosną
W kołach wokół stóp.

Nie chcesz go wpuścić.
Jesteś bardzo zajęty.
Jest późno, jest wcześnie, a poza tym...
Nie możesz spojrzeć na niego wprost
Bo zaraz chce ci się płakać.

Pies szczeka.
Dziki bóg się uśmiecha,
Wyciąga rękę.
Pies liże mu rany
I prowadzi do środka.

Dziki bóg staje w kuchni.
Bluszcz przejmuje twój kredens;
Jemioła zagnieździła się w lampie
A strzyżyki zaczynają śpiewać starą pieśń
W gwizdku czajnika.

"Nie mam wiele", mówisz
I dajesz mu najgorsze jedzenie.
Siedzi przy przy stole, leci mu krew.
Kaszle lisami
W oczach ma wydry.

Kiedy żona woła cię z góry,
Zamykasz drzwi i mówisz, że w porządku.
Nie chcesz by zobaczyła
Dziwnego gościa przy stole.

Dziki gość prosi o whiskey
I nalewasz mu szklankę,
A drugą dla siebie.
Czujesz jak trzy węże gnieżdżą Ci się
W krtani. Kaszlesz.

O nieograniczona przestrzeni.
O wieczne misterium.
O nieskończone cykle śmierci i życia.
O cudzie życia.
Jak zadziwia ten taniec.

Znów kaszlesz,
Odksztuszasz węże i
Rozcieńczasz whiskey,
Myśląc jak się stało, że już jesteś stary
I gdzie się podziała twoja pasja.

Dziki bóg sięga do torby
Zrobionej z kretów i skórki słowika,
Wyciąga podwójną piszczałkę,
Unosi brew
I wszystkie ptaki zaczynają śpiewać.

Lis wskakuje ci do oczu
Wydry ruszają z ciemności
Węże płyną przez ciało
Pies wyje, a na górze
Żona krzyczy z radości i łka jednocześnie

Dziki bóg tańczy z psem.
Ty tańczysz z jaskółkami.
Biały jeleń chwyta za stołek
I ryczy hymny zachwytu.
Pelikan skacze z krzesła na krzesło.

W oddali wojownicy wstają z kurhanów.
Stare złoto rośnie jak trawa po polach.
Wszystkim śnią się słowa zapomnianych pieśni.
Wzgórza odzywają się echem, a szare kamienie dzwonią
Śmiechem i szaleństwem i bólem.

W środku tego tańca,
Dom odrywa się od ziemi.
Chmury włażą do okien;
Błyskawica tłucze pięściami po stole.
Księżyc nachyla się przez okno.

Dziki bóg wskazuje na twój bok.
Leci z ciebie dużo krwi.
Krwawisz już bardzo długo,
Możliwe, że od urodzenia..
W ranie jest niedźwiedź.

"Czemu mnie zostawiłeś na śmierć?"
Pyta dziki bóg, a ty mówisz:
Byłem zajęty walką o przetrwanie.
Wszystkie sklepy były zamknięte;
Nie wiem. Przepraszam.

Posłuchaj ich:

Lis w twojej szyi i
Węże w ramionach i
Strzyżyk i wróbel i sarna...
Wielkie zwierza bez nazwy
W wątrobie i w nerkach i w sercu...

Jest tam symfonia wycia.
Kakofonia buntu.
Dziki bóg kiwa głową i
Budzisz się na podłodze z nożem w ręku,
Butelką i garścią czarnego futra.

Pies śpi na stole.
Żona się wierci, gdzieś daleko w górze.
Policzki masz mokre od łez;
Usta bolą od śmiechu i wrzasków.
Czarny niedźwiedź siedzi przy ogniu.

Czasem jakiś dziki bóg przychodzi do stołu.
Jest niezręczny i nie potrafi się zachować
Wobec porcelany, widelca, musztardy i srebra.
Głosem zmienia wino w ocet.

Lej to na rany.

Szybko, szybko, udało się i tu, i tu!



Cebula naciąga na syrop, gdy ja imbirem wyganiam złe z głowy. Wynocha również z mych oskrzeli, gdyż muszę być kwitnąca na sobotnią podróż do Łodzi.

Pamiętacie w kim się ostatnio zakochiwałam? Otóż Cohabitat Gathering przeszedł do historii jako duża polska impreza sfinansowana za pomocą crowd sourcing, czyli swojskiego cegiełkowania (nie powiem że pierwsza, bo przecież tak zbudowano choćby Gdynię czy odbudowano Wawel), a ja wygrałam bilet.

Z tym losowaniem to podejrzewam, że Panowie Inżynierowie oszukiwali i że to me uczucie zostało odwzajemnione biletem. Choć może to tylko romantyczne rojenia? Gdyby nawet, wygrać na loterii też miło, prawda?

Druga rzecz, która się udała - że tak powiem od drugiej strony, organizatora - to ubiegło weekendowe warsztaty psychologii procesu w Krakowie. Świetni uczestnicy, świetny mój kolega prowadzący, świetne doświadczenie dla mnie i inspirujące przeszkody (przykład: pierwszego dnia zostaliśmy zamknięci w Joga Centrum przez bokserów). Będzie fascynujący ciąg dalszy, a ja zmykam do twardej rzeczywistości, która mnie ostatnimi czasy absorbuje bez reszty, zostawiając czas tylko na sprawdzenie wirtualnej poczty.



PS 1: Zdziczały drób szydełkowy wędruje do Doro (samiczka) i do Flakonii (samczyk).
PS 2: Uczę się chodzić na obcasach. A co!

Jedno jest w destrukcji, ale znalazłam nowe


Nie czas żałować lasów, gdy płoną róże? Zaraz się wyjaśni. Tymczasem, Drogi Gościu, wyznam, że mój międzyczas charakteryzuje się i tym, że niechętnie włączam się w world wide web, za to dawna miłość do książek przechodzi renesans. Mocniej niż zwykle tęsknię też poczuciem bycia podłączoną do sieci życia.

Rozwinięcie wątku pierwszego: Do śniadania zgłębiam teraz różne podejścia i poglądy na świat; po metodzie naukowej przyszedł czas na głęboką, ciemną, radykalną ekologię. Nie tam żadne głaskanie po pupciach, że będzie dobrze i szukanie rozwiązań na kryzys, i wiara, że dzika natura jest silna, jeszcze niejednego zabije, ale Kaczyński (ten Unabomber) i idea un-civilisation (de-cywilizacja).

Rozwinięcie wątku drugiego: Tyle pajęczych nici trzyma mnie w mieście... Lecz ten raz się wyrwałam! Niektórzy mogą pamiętać, jest na jednym z pagórków nad rodzinną doliną murowana kapliczka. Z czasów powstańczych, odnowiona i pokryta blachą falistą staraniem jednej rodziny, której ojciec powrócił do zdrowia po wylewie. To było moje miejsce mocy, uwieńczenie spaceru w sam raz - nie za długiego, nie za krótkiego, okolicą nie za bardzo zaludnioną, i nie całkiem dziką, oferujące i możliwość poddania siłom wyższym, i spojrzenia na ziemskie sprawy z poziomu pagórka. Było, dopóki do jednego znajdującego się pod lasem domu nie dociągnięto drogi betonowej. Nie wiem jakie są Wasze doświadczenia, ja jednak obserwuję, że zbytnia dostępność rozrzedza moc, nie mówiąc o motocyklistach, którym detale krajobrazu latają w okolicach uszu.


Tak więc z żalu tym razem nawet nie spojrzałam na kapliczkę. Coś mnie jednak pociągło przez cienistą polanę na lewo dalej w lasek. Za mały areałowo i za młody w słojach, żeby być domem dla większego zwierza, nie za dnia, dość jednak dojrzały i na tyle mądrze eksploatowany, by dało się w nim wyczuć to tajemnicze Owinięcie. No nie wiem, opowiedzmy sobie takie założenie, całkowite sience-fiction, że wchodząc do lasu z otwartymi receptorami istota podłącza się do żywej sieci. A ta sieć potrafi zeskanować i odczytać informacje z pamięci mózgu, komórek, DNA i RNA, i tym sposobem dowiaduje się kto ty zacz, i cała twa familia, do pierwszej gamety włącznie. I wyczuwa jakie są twoje uwikłania, poczynania i zamiary. I odbija cię w sobie i się w tobie.
Tak sobie roiłam i maszerowałam, i czułam jak z każdą myślą i z każdym krokiem moje DNA z RNA do spółki nabierają wigoru. Aż mnie znów pociągło lekko na lewo (choć prawdę mówiąc dużego wyboru w tym lasku nie było: prawo-lewo, ot tyle). I moim oczom ukazała się przydeptana polana, a na niej widok następujący:


Sądząc po detalach, typu krzepki dąb, krzyż o aparycji miecza, czy daszek w kształcie bumerangu, Miejsce mogłoby być świadkiem kultów dość brutalnych.


Jednak datowanie plastiku jest metodą niezawodną dla przypisania Miejsca ściśle określonemu czasowi i kulturze. I już wiemy, że jest ono naśpiewane majowymi pieśniami maryjnymi.


Ludzkie dzieła, choć z niezniszczalnego materiału, przecież są ulotne jak pajęczyna - szczególnie gdy zostawić je w lesie.


Polana, co jest cechą porządnego Miejsca Mocy, sąsiaduje o jeden rząd leszczyn z polem z trzech stron okolonych lasem, a z jednej szeroko otwartym na dolinę. Na ścieżce znalazłam podpis i odcisk ust jednej z tych, które o Miejsce dbają.