Deep dark Rococo: baaad trip



Nie zna demonów Baroku, kto nie był w Henrykowie.
Druga kwestia: jak odnaleźć swobodę wyrazu pośród ciasnych manieryzmów epoki?

Chyba wiem po czym poznać wielkość sztuki: kiedy mnie chwyta za gardło i włosy, w niewolę. Kiedy - na dobre i na złe - nagle pragnę rzucać wszystko i zagrzebać się w studiowaniu ksiąg i papierów. Historia: polityczna, społeczna, gospodarcza, kościoła,medycyny. Techniki i technologie: możliwości, prądy, skąd przyszło, czy może trzeba było po naukę iść do świata?  Kto nową myśl przynosił? I dlaczego została przyjęta? Co jedli? Gdzie sikali? Jak spali? Co śpiewali,co czytali? Czy czytali? Z kim się kochali, albo nie mogli się kochać? Na co chorowali i czym się leczyli? Skąd, jak, za ile? Po co? Dla kogo, dlaczego, dlaczego? I co oni brali???

Albo zupełnie inaczej: wziąć jakiś chemiczny klucz, otworzyć huxleyowskie wrota percepcji i dać się tym diabłom rzeźbionym porwać do samego piekła, czy tym malowanym aniołom do nieba. Tak sobie wyobrażam, że bardzo wiele można poświęcić, żeby ugasić tę gorączkę: wyrwać dziełu tajemnicę i odzyskać władzę nad swoimi emocjami i wyobraźnią.

Ścieżka pierwsza. Historia założenia cysterskiego w Henrykowie datuje się od 1222 roku, kiedy to z ręki księcia Henryka I Brodatego spłynęła zgoda na osadzenie w dolinie rzeki Oławy.
To tam właśnie! Tam powstała Księga Henrykowska, o której uczyliśmy się na języku polskim z powodu zdania w wątpliwej polszczyźnie: Daj, ać ja pobruszę...


Potem były najazdy mongolskie, wojny husyckie, plądrowania, pożary, wojna trzydziestoletnia, epidemia dżumy, aż  wreszcie nastał Barok: wybuch wybujałych form. Nagle bogactwo i obfitość, które ujście znajdują wciąż jeszcze bardziej w sferze ducha, niż w sferze obecnie bezlitośnie nam panującej materii. A może to raczej marzenie o ww. bogactwie i obfitości?

Na terenie założenia znajduje się dwucyfrowa liczba obiektów zabytkowych. Wśród nich najstarszym i najcenniejszym jest kościół klasztorny pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Jana Chrzciciela, obecnie bazylika mniejsza. Jego budowę rozpoczęto w 1241. Z tego okresu pochodzi późnogotyckie prezbiterium oraz transept.

Spośród - dosłownie - poupychanych wszędzie arcydzieł rzemiosła, rzeźby, malarstwa (w tym pędzla przywołanego przy innej okazji Michała Willmana, dolnośląskiego Rembrandta) wspomniane w drugim akapicie wrażenie porażenia zmysłów i wyobraźni uczyniły na mnie stalle.

Oddając na moment głos ludowej Wikipedii: "są one wybitnym dziełem śląskiej snycerki. Dębowy, renesansowy trzon stalli pochodzi z 1567, dekoracja jest bogato rzeźbiona akantem i muszlami. Zaplecki zdobione 36 płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny z życia Chrystusa, wykonane zostały w drewnie lipowym. Po 1700 dodano loże opata i przeora, a całość wzbogacono o cztery pary wolno stojących figur św. Grzegorza Wielkiego, Eugeniusza III, św. Hieronima, Konrada de Poitiers, św. Benedykta i św. Bernarda".

Stalle ukończono w roku1684, co daje im historyczny status rokokowych.


Rzeźbiony i dorzeźbiany przez blisko 120 lat mebel dla hierarchów ma w sobie coś demonicznego, subtelnie przeraża i tym sposobem wciąga. Jednocześnie jest wybitnym dziełem rzeźbiarskim, przez co wciąga jeszcze bardziej. Rokokowa maniera nie staje się w tym przypadku zastępstwem prawdziwej ekspresji, ale jest jej elastycznym alfabetem. Kwestia wygody siedzenia chyba nikomu nie przeszła choćby obok myśli. Mebel jest za to pełen aluzyjnego wyrazu: delikatne, subtelne twarze, dłonie, kolana wyrażają niepokój, opresję, udrękę, jakby to sami snycerze chcieli się wyrwać z ciasnej niewoli drewna - a może wręcz ciała? Nad tronami tłoczą się cherubiny z wodogłowiem, karząc się zastanawiać na osiemnastowiecznymi metodami spędzania płodu.

Mam wrażenie, że te niepokojące formy to szyfr, który koduje ważną informację o mnie samej, o formacji duchowej i cywilizacji, które mnie ukształtowały - czasem oporną jak glina, częściej miękką jak przejrzały ogórek. Już, już prawie odbieram wiadomość, atu nie! Sedno umyka. Jak złamać ten szyfr, żeby nie zwariować?


Ucieczki i ukojenia dostarcza tylna, skromniejsza część kościoła, przeznaczona dla wiernych. Mam wielką sympatię dla kobiet i mężczyzn, dla których kościół staje się domem duszy. Gdzie jest ta godzinka tylko dla siebie, gdzie można się wypłakać i zwierzyć z marzeniam, wytchnąć i odlecieć od codziennego kołowrotu i braku. Może to właśnie ci ludzie tkają ukryte znaczenie tego całego theatrum purpury i złota?

Choć z innej strony jeszcze: czy miejsce ucieczki w końcu nie staje się pułapką, która sama siebie powiela z pokolenia na pokolenie?



Jak zwykle wszystko musi być na odwrót i od podszewki. Szukanie ciemnych kątów, przebłysków niewiadomego pochodzenia i detali z innej bajki, które przewracają oficjalną narrację - niczym żuka - na plecki. Normalnie, jestem nieznośna! Weszliśmy bramą spichrzową, tak więc wychodzimy głównym wejściem. Serdecznie polecam.



PS: W kwestii interpretacji wrażliwości barokowej, można obejrzeć Petera Greenawaya Dzieciątko z Macon.


5 komentarzy:

  1. Jako miłośnikowi historii od dziecka zafundowałaś mi fajną wycieczkę..:):):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale smakowita pod-róż! Róż-róż!

    OdpowiedzUsuń
  3. Radku Tamirianie, cała przyjemność po mojej stronie :)

    Doro, grubo tam róźu, oj grubo! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje zdjęcia są przegenialne w swojej pozornej prostocie :D

    Ja myślę, że ludzie baroku wygrali wojnę z czasem: bawią się nami i tymi, którzy będą po nas. Bo niby piękne, bogate, złota góra zornamentowanych putto. Ałć! Zmyła! A pod zmyłą (i to nie jest ż-aluzja do meczu z przed wczoraj, nie, nie) sucha prawda: to KOD! Jeden wielki kod. Na tarczy mojej stawiam tu portret Bacha i jego fugi. A potem całą resztę. Na rzeźbie nie muszę się znać, żeby do kodów nie mieć wątpliwości.

    To była epoka geniuszy bez kompleksów!:D

    Anetko całuję!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lafle, Moja Droga, dzięki dzięki! Że Ty też TO widzisz :)

    Mówisz? Że to przeinteligentne bestie, banda geniuszy? Najwyraźniej...

    OdpowiedzUsuń