Pierwotna potrzeba picia albo poezja jako narzędzie perswazji


Projekt Dark Mountain. Kto ciekaw, ten sobie doczyta. Ja trafiłam po nitce do kłębka od Doro oczywiście, nieocenionej i niedocenionej w wyszukiwaniu interesujących kamyków i stworów w odmętach internetu. Siedzę, czytam, podejrzanie się raduję wizją od-cywilizowania świata. Ekologowie ciemni i radykalni biegle posługują się wszelką formą perswazji: od dyskursu, co myślą ostrą jak brzytwa wcina się w mięcho zachodniej filozofii, ciachając po łydach ojców scholastyków, po bezpośrednie nawoływanie do emocji za pośrednictwem wyrazu poetyckiego.

Jeden wiersz mnie poruszył do tego stopnia, że rzuciłam wszystko i pospieszyłam się podzielić. He he he. Niedźwiedź i butelka whiskey! To o jednym z aspektów męskości czy o moich tęsknotach?


Autor: Tom Hirons
Źródło: Dark Mountain, wydanie 3, lato 2012
Tłumaczenie moje


Czasem jakiś Dziki Bóg

Czasem jakiś dziki bóg przychodzi do stołu.
Jest niezręczny i nie potrafi się zachować
Wobec porcelany, widelca, musztardy i srebra.
Głosem zmienia wino w ocet.

Gdy ten dziki bóg zjawi się u drzwi,
Pewnie się go przestraszysz.
Przypomni ci o czymś ciemnym
Co może ci się śniło,
Albo o tajemnicy, którą wolisz zachować dla siebie.

Nie zadzwoni dzwonkiem;
Raczej będzie drapał
Znacząc ślady krwią na lakierze,
Choć pierwiosnki mu rosną
W kołach wokół stóp.

Nie chcesz go wpuścić.
Jesteś bardzo zajęty.
Jest późno, jest wcześnie, a poza tym...
Nie możesz spojrzeć na niego wprost
Bo zaraz chce ci się płakać.

Pies szczeka.
Dziki bóg się uśmiecha,
Wyciąga rękę.
Pies liże mu rany
I prowadzi do środka.

Dziki bóg staje w kuchni.
Bluszcz przejmuje twój kredens;
Jemioła zagnieździła się w lampie
A strzyżyki zaczynają śpiewać starą pieśń
W gwizdku czajnika.

"Nie mam wiele", mówisz
I dajesz mu najgorsze jedzenie.
Siedzi przy przy stole, leci mu krew.
Kaszle lisami
W oczach ma wydry.

Kiedy żona woła cię z góry,
Zamykasz drzwi i mówisz, że w porządku.
Nie chcesz by zobaczyła
Dziwnego gościa przy stole.

Dziki gość prosi o whiskey
I nalewasz mu szklankę,
A drugą dla siebie.
Czujesz jak trzy węże gnieżdżą Ci się
W krtani. Kaszlesz.

O nieograniczona przestrzeni.
O wieczne misterium.
O nieskończone cykle śmierci i życia.
O cudzie życia.
Jak zadziwia ten taniec.

Znów kaszlesz,
Odksztuszasz węże i
Rozcieńczasz whiskey,
Myśląc jak się stało, że już jesteś stary
I gdzie się podziała twoja pasja.

Dziki bóg sięga do torby
Zrobionej z kretów i skórki słowika,
Wyciąga podwójną piszczałkę,
Unosi brew
I wszystkie ptaki zaczynają śpiewać.

Lis wskakuje ci do oczu
Wydry ruszają z ciemności
Węże płyną przez ciało
Pies wyje, a na górze
Żona krzyczy z radości i łka jednocześnie

Dziki bóg tańczy z psem.
Ty tańczysz z jaskółkami.
Biały jeleń chwyta za stołek
I ryczy hymny zachwytu.
Pelikan skacze z krzesła na krzesło.

W oddali wojownicy wstają z kurhanów.
Stare złoto rośnie jak trawa po polach.
Wszystkim śnią się słowa zapomnianych pieśni.
Wzgórza odzywają się echem, a szare kamienie dzwonią
Śmiechem i szaleństwem i bólem.

W środku tego tańca,
Dom odrywa się od ziemi.
Chmury włażą do okien;
Błyskawica tłucze pięściami po stole.
Księżyc nachyla się przez okno.

Dziki bóg wskazuje na twój bok.
Leci z ciebie dużo krwi.
Krwawisz już bardzo długo,
Możliwe, że od urodzenia..
W ranie jest niedźwiedź.

"Czemu mnie zostawiłeś na śmierć?"
Pyta dziki bóg, a ty mówisz:
Byłem zajęty walką o przetrwanie.
Wszystkie sklepy były zamknięte;
Nie wiem. Przepraszam.

Posłuchaj ich:

Lis w twojej szyi i
Węże w ramionach i
Strzyżyk i wróbel i sarna...
Wielkie zwierza bez nazwy
W wątrobie i w nerkach i w sercu...

Jest tam symfonia wycia.
Kakofonia buntu.
Dziki bóg kiwa głową i
Budzisz się na podłodze z nożem w ręku,
Butelką i garścią czarnego futra.

Pies śpi na stole.
Żona się wierci, gdzieś daleko w górze.
Policzki masz mokre od łez;
Usta bolą od śmiechu i wrzasków.
Czarny niedźwiedź siedzi przy ogniu.

Czasem jakiś dziki bóg przychodzi do stołu.
Jest niezręczny i nie potrafi się zachować
Wobec porcelany, widelca, musztardy i srebra.
Głosem zmienia wino w ocet.

Lej to na rany.

7 komentarzy:

  1. Wiersz Jest niesamowity!
    Eskimosko-indiańsko-aborygeńsko-eliadowo-archetypowy i jeszcze dużo więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. A wiesz, że odnajdujesz nie-przypadkiem tylko to, co już w sobie masz? Wiesz zapewne już ;) Więc te przypadkowe linki to ściema, macki wyciągają się same w ciemności, po omacku i tworzą więzi, aby zmaterializować się w ohy ahy znacznie później, gdy już dojrzeją.

    OdpowiedzUsuń
  3. M., Paulindo, coś mi się tak zdawało, że Wam się spodoba ;)

    Doro, niby wiem, ale jednak tak się ostatnio cieszę, że istnieją Inni, i że to nie tylko sama siebie w nich spotykam, ale też tajemnicę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak Anetta odnalazła klucz do różnorodności świata widzialnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Doro, ja żadnych kluczy nie ruszałam! ;D Uściski

    OdpowiedzUsuń