Szybko, szybko, udało się i tu, i tu!



Cebula naciąga na syrop, gdy ja imbirem wyganiam złe z głowy. Wynocha również z mych oskrzeli, gdyż muszę być kwitnąca na sobotnią podróż do Łodzi.

Pamiętacie w kim się ostatnio zakochiwałam? Otóż Cohabitat Gathering przeszedł do historii jako duża polska impreza sfinansowana za pomocą crowd sourcing, czyli swojskiego cegiełkowania (nie powiem że pierwsza, bo przecież tak zbudowano choćby Gdynię czy odbudowano Wawel), a ja wygrałam bilet.

Z tym losowaniem to podejrzewam, że Panowie Inżynierowie oszukiwali i że to me uczucie zostało odwzajemnione biletem. Choć może to tylko romantyczne rojenia? Gdyby nawet, wygrać na loterii też miło, prawda?

Druga rzecz, która się udała - że tak powiem od drugiej strony, organizatora - to ubiegło weekendowe warsztaty psychologii procesu w Krakowie. Świetni uczestnicy, świetny mój kolega prowadzący, świetne doświadczenie dla mnie i inspirujące przeszkody (przykład: pierwszego dnia zostaliśmy zamknięci w Joga Centrum przez bokserów). Będzie fascynujący ciąg dalszy, a ja zmykam do twardej rzeczywistości, która mnie ostatnimi czasy absorbuje bez reszty, zostawiając czas tylko na sprawdzenie wirtualnej poczty.



PS 1: Zdziczały drób szydełkowy wędruje do Doro (samiczka) i do Flakonii (samczyk).
PS 2: Uczę się chodzić na obcasach. A co!

4 komentarze:

  1. Hurrrrrra (krzyknęła samiczka) ;DDDD

    Nie chorrrruj!
    Oh, zazdroszczę Łodziiiiii, bierz dużo materiałów, ulotek!!!!!! Zapłacę ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech się dalej tak dobrze dzieje!

    OdpowiedzUsuń
  3. Doro, natężam się, żeby nie chorować! Już nawet wszystkie lekarstwa pamiętam brać ;)
    Dobrze, ulotki zachachmęcę podwójnie :)

    M., tfu tfu, nie dziękuję! Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ŁAAAA... będzie szydełkowy kogucik :) mam nadzieję, że zdziczały nie podziobie mnie zbyt dotkliwe.
    P.S. Na lekcje chodu na obcasach, szpilkach, kolumienkach i innych platformach zapraszam do siebie, wbrew pozorom nie jest mi to obca sztuka ;)

    OdpowiedzUsuń