Znacie go?


Znacie go? Ten jeden, jedyny, uchodźca z lata, który sobie urządził obóz przejściowy, ba! dom i restaurację!
u Was w sypialni i nocami:
a. żywi się Waszą krwią,
b. jak popije, bzyczy uporczywie, nieuchwytnie.

Wpis dedykuję Doro, która tak czule (klik tu) fotografuje (albo tu), z prośbą o przyłożenie czasem aparatu do oka :)

14 komentarzy:

  1. WOOOOOOOOOOOOOOOOW jaki słooodki KOMAREK:)))))

    p.s.zgadłam?;o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie taaaaki mały "słodki" komarek żarł przez całe lato Twojego małego braciszka :P Hmmm zastanawiające, że mnie omijał hmmmmm

      Usuń
    2. Hm hm... Ty to konesera masz, Mamurdo ;D

      Usuń
  2. On macha łapami w wyraźnym geście - NIE FOTOGRAFOWAĆ!!! Jestem nieubrana.....

    Ależ starożytności u mnie wygrzebała, nawet sama ich nie pamiętam! I nawet wtedy zepsuł się blogger, że spodwójniał wpisy.
    Też mamy komara, ale on jakiś innowierca, bo liże łyżeczkę po cukrze albo miód, kiedy kapnie i żyje w kuchni. Mam nadzieję, że nie dopadnie go wataha moli ;)))

    Piękne zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lafle, w opowieści tak, na zdjęciu, nie mam pewności co jest :) Komar rezydent nigdy się nie pokazał, choć wprowadza się co roku! Świadczą tylko bąble i bzyczenie z ciemności ;)

    Doro, masz komara wege? :DDD Z drugiej strony nie dziwota, jaka Pani, taka żywizna ;) Było takie zdjęcie maleńkości z łyżeczką, było, pamiętam. Który rok to był?

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałem niedawno u siebie podobnego jegomościa. I tak się zastanawiałem co tu zrobić? Wyrzucić na mróz zwierzaka było mi szkoda, pomyślałem więc, że może jakiś współlokator się przyda- będzie może mniej samotnie.
    Grubo po północy notoryczne bzyczenie i nachalne napastowanie mojej osoby skutecznie pozbawiło mnie złudzeń co do ewentualnego partnerstwa. Dusząca poducha poszła w ruch:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z łyżeczką to jakiś bardzo dawny rok, ale był też wielki komar albo pająk przy zegarze elektronicznym. Też nie wiem kiedy.
    Podobno u komarów zwykłych samce są roślinożerne, może miał ssanie na słodycze w zimie?

    OdpowiedzUsuń
  6. No ale cudnie macha mackami!
    Cześć, Wu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Doro! :)
    Z przecieków wiem, że tam na Południu nieco was zasypało. Ubierajcie mi się tam ciepło! :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Już-żem wyciągła ciepłe kalesony zza szafy! Dziękuję, Ty tez dbaj o siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wu, to w WLP nie śnieży? Prawda, pojawiła się taka informacja na geografii w podstawówce, że zimy macie krótsze. Czy konfabuluję? :)
    Co do gościa, mnie się nigdy nie udało zbliżyć na wyciągnięcie poduszki... ;)

    Doro, elektronicznego pająka nie pomnę, albo mi umknął :)

    OdpowiedzUsuń
  10. WLK ponoś ma swój własny klimat, coś na kształt Irlandii. Zima mroźna, ale śniegu mało, za to gdy latem na południu goreje słonko, u nas z nieba pada rzęsisty deszcz:)

    Duszenie poduszką wymaga specjalnych umiejętności. Służę pomocą. Albo...proszę zapytać Kimonka, jako, że swego czasu był naocznym świadkiem rzezi krwiopijców we Wuderlandzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;] czy po kilku miesiącach posuchy bloggerowania, zostawienie komentarza to będzie zwykły przepych i rozpusta?

      Fakt- komarzyca została podłapana, podczas przygotowań do krwiożerczych łowów ze szkitkami w górze :D
      a co do ataków w Wuderlandzie... mój amok śmiechu chyba nie miał końca ;) widok Pana Wu z poduszką wyrwaną mi z gestem zza głowy, fikającego po ścianach z bluźnierstwami na ustach- bezcenne ;)

      o_O Babcia Doro w ciepłych harpaganach?
      buhahaha

      Aneto :* uściski

      Usuń
  11. Wu, no tak, z historii coś mi błyska, że się nawet chcieliście odłączyć od macierzy ;)

    Panie Kimon, tak, jest to złamanie ślubów milczenia, lecz wybaczamy ;) Uściski :)

    OdpowiedzUsuń