Drąc lakier: alchemia domowa

 
W przerwie, pomiędzy zdzieraniem lakieru z kawałka podłogi pod dawną szafą, a zdzieraniem lakieru, bawię się w układanki. A może? Zamiast chować prozaiczne przedmioty, można je wyeksponować. Wieszak zrobiony przez mojego dziadka, ołówkiem kopiowym i babci pismem opisany: "skafander Antka". Niżej niezgrabny łapacz snów, pierwszy, jaki zrobiłam, pod kierunkiem prawdziwej squaw (dawne czasy, ho ho ho!). Jeszcze tylko kawałek wapienia z naturalną, słonecznie żółtą dziurą, z niegdysiejszych wakacji w Bułgarii, i proste czynności domowe zaczynają nabierać głębszego znaczenia. No bo niby dlaczego symbolem wiedźmy jest miotła?

A w ogóle, to strasznie mnie dziś nosi... Posprzątałaby coś naprawdę porządnie. Albo poleciała gdzieś!

4 komentarze:

  1. Miotła jako symbol. Pytanie, kogo?
    Wiedźmy poszły do lamusa, zastąpił je H. Potter :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, przeczytałam "kawałek wątpienia", zamiast wapienia. Chyba mnie to nie ucieszyło.
    Wieszak z łapaczem super, miotła bardzo prawdziwa, widać, że służyła.
    Jak to nosi? Przecież latasz wciąż gdziesik!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wu, ach więc one siedzą w lamusie? Tam trzeba szukać? ;)

    Doro, prawda, ładny, na swój cichy sposób :)

    M., dałaś mi do myślenia tym kawałkiem wątpienia... Czy jest potrzebny jako balast, czy przeciwnie, trzeba cisnąć w rzekę?? A niby latam, latam, ale może nie tam gdzie trza by? ;)

    OdpowiedzUsuń