Ciemna strona światła. Wpis interwencyjny, który niczego nie zmieni, ale mimo wszystko

Opowiem coś na własnym przykładzie, a potem będzie uogólnienie. Zawsze tak miałam; muszę dostać w swój osobisty tyłek, żeby zrozumieć o co się awanturuje ktoś mądrzejszy w doświadczenie.

No dobrze. Od wczesnej wiosny przed moim blokiem trwa budowa. Było wiadomo kto zacz już od razu, kiedy zaczęli od wycięcia tych paru dojrzałych topoli na samym obrzeżu działki.
I w samej rzeczy. Chłopcy pracują niesamowicie dzielnie i dziarsko; kiedy latem lali beton w fundamenty, ciężkie maszyny hałasowały od 5.59 do 22.01, dosłownie, z zegarkiem w ręku.

Super, że tak potrafią, choć powstaje pytanie na marginesie: jakim kosztem osiąga się taką wydajność? Nie wspominając już o zapatrzeniu we własny pępek terminów, bez wzgląd na to, jak podobna wspaniałość mocy i organizacji kładzie się ciężarem na otoczeniu.

Na razie mam na myśli tylko ludzkich mieszkańców.

Latem miałam całe zasoby wyrozumiałości dla wszystkich istot, włączając deweloperów, architektów i budowlańców, cóż oni winni, biedne Boby, synowie, mężowie, ojcowie? Cóż oni winni i komu. Wstawałam świtem, a wykończona wydajnością własną szłam z kocem nad rzekę chłonąc resztki dnia do 22.

Do czasu, gdy dni stały się zimne i krótkie, budowa urosła do wysokości przepisowego szóstego piętra. Przecież trzeba wykorzystać każdy milimetr prawa budowlanego, czy nie? I tu włącza się ciemna strona światła, czyli silny reflektor, który świeci wprost w nasze okna od godziny 16.00 przez całą noc. Do jego mocy moje rolety mają się nijak.


Przysłowiowa pała się przegięła, a czara przelała jednak dopiero, gdy wracając pewną magiczną styczniową nocą do domu usłyszałam stłumiony huk. Oto i dmuchawy, bo zrobiło się zimno, a tu terminy, ludzie, koszta; i szał budowania musi trwać.

I wtedy ze stresu i złości doznałam oświecenia.

Wiele się mówi ostatnio w Krakowie o złej jakości powietrza, że szkodzi ludziom. Pyły sprawiają też, że lepiej zobaczyłam inny rodzaj smogu - smog świetlny, bardziej było widać tę miejską łunę. A wśród niej zobaczyłam drzewa.

I doszło do mnie: w jakim stresie walczą o życie te biedne strzępki zieleni w mieście. Huk, pył, psy, toksyczny deszcz, a dla zwieńczenia, całodobowe światło niszczące rytm odpoczynku. Normalnie ofiary tortur, cud, że jeszcze wśród nas egzystują. I nic dziwnego, że nie mogą wiele z siebie dać, w sensie tworzenia klimatu sprzyjającego życiu i uwalnianiu nas od ciężarów emocjonalnych. Jak to potrafi na przykład kawałek lasu.

Nie napiszę tu o doniesieniach, że ludzie mają lepsze zdrowie i samopoczucie w kontakcie z przyrodą, a już szczególnie, gdy mogą się stykać w różnorodnością gatunków; im więcej, tym lepszy wpływ. Gdyż każdy sam wie jak gdzie się czuje. A ważniejsze jeszcze, że byłaby to ciągle ta sama stara śpiewka: a co ja z tego będę mieć?

Zakończę historią z Moczarowego Ogrodu, o jednej kalinie, co się jej udało. Klik!

Dbajcie czule również o siebie, nadobne kaliny i drodzy dębowie.

***

PS: Oczywiście jestem okropną hipokrytką, paprotka na moim kwadracie nie miała pulchnej ziemi...

6 komentarzy:

  1. Jestem gotowa udostępnić Ci moją szadź na drutach telefonicznych przygiętych do ziemi, do pagóra, wiele drzew w drodze do sąsiada i stary wapiennik.
    I jasno też jest. Takie czasy. Śnieg świeci!

    OdpowiedzUsuń
  2. Drzewa mają przerąbane. Te uduszone spalinami, smogiem i asfaltem - inaczej. Te wiejsko-leśne - inaczej. A to liście lecą i kto to będzie sprzątał, a to okna zacienia i trzeba nieodwracalnie okaleczyć. Owoce ciapią po chodniku i można się poślizgnąć. I w ogóle te drzewa miejsce, należne człowiekowi zabierają.
    Na wsi, las przeliczany jest na opał i na ilość przekrętów na przetargach. Odkąd są dopłaty, to każdy właściciel działki leśnej, czym prędzej wycina starodrzew i zalesia grunt sadzonymi od linijki maleńkimi drzeweczkami.
    Eee, nie chce się pisać ...
    Czytałaś może w "Drugiej stronie ogrodu"? U Białczyńskiego też sporo (nieco oszołomsko)
    A w Krakowie na szczęście wciąż trwają drzewa na Plantach i niesamowite miejsca w Parku Jordana. Można w takim kręgu olbrzymów, siedzieć godzinami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapomniałam napisać - fantastyczne zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Paulindo, to mi robi drastyczną różnicę, że Ty tam się bujasz wśród swej szadzi :) Bez tego mentalnego oddechu byłoby trudniej.
    No dobra, śnieg świeci, ale to inne jednak światło niż miastowy halogen.

    M., trudno mieć świadomość, łatwiej nie wiedzieć, nie widzieć. Requiem, requiem...

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem Cię doskonale bo...
    Pod moim blokiem wygląda to tak:
    Budują coś wielkiego,najprawdowpodobniej będzie to Galeria handlowa, choć póki co nie wybrałem się zczytać z tabliczki co ów moloch będzie przedstawiał. Mam za to codzienne atrakcje w postaci huku, pokrzykiwań robotników, syfu nidaleko klatki i tak dalej..Jak dodam do tego wczesnoporanne bicie dzwonów to mam ochotę najpierw na piechotę, a potem wpław uciec na bezludną wyspę.:)Cierpliwości:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Radku, albo pozwać ich drapieżców kapitalistycznych, niech płacą odszkodowania, to się następnym razem zastanowią ;)

    OdpowiedzUsuń