Haftowanie koralikami: uzależnienie

Siłą woli zaprzestałam gry w galaxy balls w mojej starej nokii.

Przyroda nie lubi próżni, tak? Nie wiem. W każdym razie moje godziny zostały zalane innym rodzajem kulek.
Tłumaczenie racjonalne: muszę wyćwiczyć ściegi wsteczny i pejotlowy, żeby mi weszły w krew z zamkniętymi oczami.


Nagromadzenia zbitek językowych w poprzednim zdaniu jest celowe: ilustruje nawarstwianie się technik. Oto wiotki ślimak albinos w próbie podźwignięcia własnej wspaniałości. Szydełkowe ciałko, zamiłowanie do złota, domek ślimaka to najnowsze uzależnienie ćwiczenie ze ściegu koralikowego wstecznego.

Zasada moja: przetwarzam bogactwo, które już mam w domu, nie lecę do pasmanterii. Tak oto szlachetne: jedwab i wełna stały się tłem dla ubogich koralików, do nabycia za każdym rogiem.
W porównaniu do idealnej kulkowatości drogich i szlachetnych Toho z Japonii, tanie koraliki są marne i krzywe, ja jednak poczytuję im to jako zaletę. Niedoskonałość ma urok codzienności, a krzywizny ładnie łapią światło.


W tych szarych krzywulcach zakochałam się kompletnie.W pudełku wyglądały na nudne, więc wybrałam je do ćwiczenia z pejotlu. Stara czapka zainspirowana szronem.


Ścieg pejotlowy jakby sam narzuca się w technikolorze, tak więc przećwiczyłam go też na tle magenty vel fuksji. Stał się kropką nad i dla bluzki, która stała się interesująca, gdy pofarbowałam ją - ściślej, odbarwiłam - domestosem. Pierwsza kropla domestosa na bluzce to był przypadek...

Czasem można pójść za przypadkiem albo zainspirować się katastrofą.

Czy nie?

7 komentarzy:

  1. Po prostu zachwyconam!!! Potrójnie.
    Wiesz co ja myślę o pójściu za przypadkiem, prawda?:) Ja chyba nawet nie mam wyboru.
    Albo mi się wydaje ...

    OdpowiedzUsuń
  2. M., chyba w większości przypadków jest jakiś margines wyboru. Można np. postać i się pogapić na przypadek, a potem pójść dalej swoją drogą.

    W tych bardziej stanowczych przypadkach czasem trzeba czasu na przebolenie straty swojego wyobrażenia jak ma być, myślę.

    Koraliki fajne, nie? :))) Jeszcze nie rozgryzłam co w nich jest takiego, pewnie jak odkryję to porzucę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę ilości godzin jaką ma Twoja doba:) Śliczne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Paulindo, dziękuję! Nie ukrywam, ilość godzin jest do pozazdroszczenia ;) Aczkolwiek odkrywam, że w idealnym świecie kluczem jest balans pomiędzy ilością godzin i napędem, a obowiązki w dobrej proporcji dają niezbędną część napędu. No i jest jeszcze międzyludzka toksyna - na przetrawienie zużywa się te godziny...

    Koraliki męczą oczy, fakt, ale w sumie to nie większe ścibolenie niż przy dzierganiu. Ja jakoś tak potrzebuję w życiu też i pościbolić ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. o rany ale ty szybka jestes,
    ostatnia brocha zachwycajaca
    kolory cud miod
    bluzka wyszka tez fenomenalnie, jakie to szczescie miec w sobie - nie ma tego zlego coby.... - prawda :)
    osobiscie koraliki mnie przerastaja i moja pasja nie zostana, za male ci one tymbardziej poklony :))
    ciesze sie, ze wypatrzylas babuszki i jelonki, bylam ciekawa czy jednak, a jednak, dziekuje ci za nie jeszcze raz bo jak widzisz cudnie im w pokoiku Lenki
    buziaki sle

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty dziergaj nie tylko w powietrze ku intencjom ale również dawaj linka do allegry ku kupieniu!! Siedzę zaczajona!

    OdpowiedzUsuń
  7. Neili. nie takie koraliki straszne - ćwiczenia zostały machnięte w jeden wieczór. Co prawda fascynacja powoduje, że macham do bólu - dosłownie, tyłka i innych części ciała ;)

    Doro, jako samozwańczo adoptowanej Matce Chrzestnej mych kraftów przysługuje Ci zamówienie po znajomości do realizacji ;) Dawaj życzenia, jak tylko będę umiała...

    OdpowiedzUsuń