Trudne słowa: miksang i co dalej

Widzę, że na moje widzenie możliwości w świecie mocno wpłynęły dwie idee. Pierwsza to symbol wilka, przywołany przez Clarisę Pinkolę Estes w "Biegnącej z wilkami" i wskazujący na związek z dzikością, jako drogę wyjścia dla kobiety z ciasnej klatki współczesności.

Druga, to idea "antykariery" amerykańskiego indianisty Ricka Jarow. W książce pod tym tytułem zebrał doświadczenia z warsztatów o poszukiwaniu drogi zawodowej dla ludzi, które nie odnajdują się komfortowo na ogólnym rynku.

Idee Estes pomogły mi przynajmniej zlokalizować drogę wyjścia z klatki. Po latach wilki wyją z koszulek H&M, ja czytam "Biegnącą" z sympatią, ale i z dozą krytycyzmu i zaczynają mnie interesować zwierzęta kapitalistyczne. Wróciłam do "Antykariery", która kiedyś była tylko inspiracją, bez konkretnych efektów, poza uwydatnieniem i pogłębieniem niezadowolenia z tego, co robiłam. Przyszedł moment, gwiazdka z nieba za harówę, i mogłam poświęcić kilka miesięcy na wymyślanie i pracę według pomysłu "antykariery". Wykonałam spory kawał roboty i... Ta dam!

Poczekamy, zobaczymy, ale na ten moment sama się dziwię efektom: gdzie się znalazłam, z kim mogę pracować, i ze już teraz , nagle i niespodziewanie, mogę robić w dużej mierze to, co myślałam, że będzie możliwe za parę lat, jak się jeszcze nauczę.

Poczekamy, zobaczymy, potestujemy jeszcze. I jednocześnie jest to nawrót spirali: podobne sytuacje, podobny głód, i z całą pewnością spotkam wszystkie swoje potwory w nowych wcieleniach. Ale teraz jakoś się nawet cieszę na walkę, doceniam je i zaczynam widzieć czego mnie uczą. A poza tym jakoś zmalały.

Ale do rzeczy. Otóż Rick Jarow w konkluzji książki pokazuje cztery drogi dla odklejonych, którzy czują, że potrzebują w życiu czegoś jeszcze, nawet, gdy nie bardzo wiadomo co to ma być:
A. Jak wiesz, co chcesz wnosić do świata i masz w sobie moc do przebijania się, załóż własną firmę.
B. Znajdź organizację, która Cię inspiruje i wkręć się tam, żeby robić cokolwiek. Jeśli to jest twoje miejsce, jakoś się odnajdziesz na szczeblach.
C. Idź normalną drogą i walcz o ideały i integralność własną, będąc lisem i lwem.
D. Nie pracuj w ogóle. Albo możliwie najmniej. Ogranicz potrzeby związane z nakładem kapitału do minimum. Łataj skarpetki i hoduj groszek i marchewkę. Wcześniej czy później to co masz robić się objawi, choć niekoniecznie będą ci za to płacić.

I to było odkrycie. Ścieżka D! Nie, na tym etapie nie mogę jeszcze nią pójść, gdyż jednak ponoszę konsekwencje lat bycia nieświadomym kapitalistycznym zwierzęciem, drapieżnym i pazernym na to co pachnie, jest słodkie i się świeci. No i jeszcze cenię wysoko swobodę mieszkania na swoim, i pewnie coś mam jeszcze do zrobienia na wolnym rynku. Moja droga zawodowa na najbliższy czas wyklarowała się jako zaskakująca mieszanka A, B i D. Cóż. Cała ja! Trzymajcie kciuki, żebym nie wpadła we własne pułapki.

A odkryłam też nowe słowo! Jak to ostatnio u mnie bywa, rzeczy najpierw się objawiają, a potem wyjaśniają. Miksang, z tybetańskiego, "dobre oko", oznacza kontemplatywną fotografię, jedną ze sztuk kontemplacyjnych w buddyjskiej tradycji Szambali,obok łucznictwa, ikebany, kaligrafii, czy jazdy konnej. Po pełną listę sztuk klik tu. Jeśli dobrze rozumiem, w fotografii miksang chodzi o to, żeby zobaczyć rzeczy, jakie są, przebić się przez nawyki i szablony postrzegania.

Drodzy Państwo, chyba właśnie to mi się czasem robi jak robię zdjęcia.
Przebijam się przez stary schemat myślenia i dostrzegam, co jest tu i teraz.
A raczej, co było wtedy i tam, a czego nie widziałam.
Morze smutku, morze czułości.




10 komentarzy:

  1. D idealne dla mojego wieku, charakteru, niewydumanych potrzeb (oj coś tu mi nie tego) , braku ideologii, no jakby dla mnie stworzone. Zamiast groszku, sery itp. Ale jak tak, kurna, bez pieniędzy funkcjonować?
    Miksang piękna sprawa! A te dziwne ludzie się szkolą w czymś, co się samo robi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachwyt! Mocno wspieram i myślę o Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ps. nie mają w wykazie nazw kontemplatywnego dłubania w glinie ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. M., oto jest pytanie! Aczkolwiek mimo wszystko jesteśmy już jednak zamożnym krajem, sporo dobrych rzeczy z drugiej ręki jest do dostania, i całkiem przyzwoity poziom życia można mieć za niewielkie pieniądze.

    Doro, dziękuję :)

    Myślę, że brali pod uwagę zajęcia kompletnie bezużyteczne, stąd przeoczenie gliny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A gdzie można pisać, że miejskie obrazy są wspaniałe?
    Przypuszczam, że w *** light stories ** ma być cisza, więc mogę tu?
    Niesamowita uczuciowa geometria i święty kicz i w ogóle ...

    OdpowiedzUsuń
  6. M. dziękuję! :)

    Dziwne takie, nie? Tak mi przyszło jak mi zwróciłaś uwagę, że pewnie jako dziecko ze wsi musiałam się zachłysnąć i przetrawić tą całą nieludzką miejską geometrię, modernizm, bauhaus, wydajność i dyktaturę prostej linii, żeby wszystko było pod sznurek...

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezwykłe, bo oglądane bez gniewu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Doro, dziękuję! :)

    To chyba chodzi o zejdzie na poziom materii, poza ludzkie opowieści, tam gdzie rzeczy są jakie są, ani dobre ani złe. No a poza tym ta modernistyczna geometria wykreślna też potrafi nieźle uwodzić, te od punkty A do punkty B jak trafią w złoty podział i proporcje, to stają się bardzo atrakcyjne dla mózgu, inaczej nie byłoby aż takiej kariery... Tak myślę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kadrując często mi coś nie gra, stary trick mówi by obrócić obraz do góry nogami i wtedy przyciąć jak trzeba, zazwyczaj pomaga, potem obracam jeszcze raz i atrakcyjność mózgu zaczyna się zbliżać, jak w filmie, kiedy obraz na "zieloną" planetę stopniowo powiększa się i zmienia kontynenty, miasta by w końcu paść na jakiś trawnik, na którym leży człowiek, i zaczyna się bajka. Tymczasem operator tym razem był adeptem programu Nalanda i postanawia, nie lecieć ze scenariuszem jak PanBohReżyser przykazał, tylko wciska się z obiektywem do nosa, albo przez ucho i leci dalej.. mózg.. jest mózg.. szukamy ośrodka atrakcyjności, na pewno jest to złoty środek, równo podzielony przez Fibonacciego, ale już za późno żeby się zatrzymać... środek staje się tkanką, tkanka komórką, komórka chemią, chemia atomem, atom energią, energia światłem, światło pustką... nie ma nic... pojazd dalej leci ale jest już poza zasięgiem naszego odbioru... Tak samo będzie jak z wyślemy sondę w gwiazdy...

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Swoboda, mimo wszystko w tym leceniu na wskroś przez warstwy pozwolimy sobie zatrzymać się na mgnienie na ziemskim sicie selekcyjnym przeciętnej ludzkiej siatkówki - przynajmniej na przeciąg tego żywota. Ale innych podróżnych nie zatrzymujemy, bynajmniej ;)

    OdpowiedzUsuń