Oko kowala


Dyszel historyczny: ciężka robota była, kuć żelazo (wiem, bo raz wykułam gwóźdź w skansenie),
a jednak część energii poświęcona została ozdobie.
Mnie natomiast bolą mięśnie zadnie, i w ogóle wszystko, bo odkąd przyszła, nie mogę usiedzieć.


Jakże wyczekane, a tak nie-wia-ry-godne!


Czy Bednarski miał grzechy i chciał je schować w parku? Czy też ufundował park z czystości dobrego serca. Nie wiem. Tak czy inaczej, jestem Bednarskiemu wdzięczna. Usadzony na dnie płytkiego kamieniołomu, park tłumi hałasy z miasta, przez co staje się amfiteatrem dla ptaków.

Trzeba Wam wiedzieć, że Podgórze dzieli się na górne, starowillowe, i dolne, gdzie ciaśniej i motłoch, za to
oddychamy Wisłą. Patrzę z zazdrością na stare wille okalające park od strony ulicy, a wille patrzą z zazdrością na mnie. One nie mogłyby wiosenną niedzielą założyć futrzanej kurtki do spódnicy we wzory i huśtać się na huśtawce dla dzieci jak głupie.
Kątem oka widzę drzewa poranione przez WM, krokusy nadgyzione robakiem, elegancką altankę, która stała się domem tłuczonego szkła, psiej kupy, spermy i farby w szatańskie napisy. I nie-mogę-uwierzyć!

Bo jednak życie choć kruche, silniejsze jest, i jakby nigdy nic, bardziej uparte niż to, co je niszczy. Z anielską cierpliwością na wezwanie słońca krokusy wytwarzają pyłek, drzewa puszczają pąki, trawa zarasta śmieć, głodna ptasia drobnica drze się w tańcu godowym, szpaki uciekają przede mną na piechotę, a wiewiórka się gapi, głośno chrupiąc orzech.

Aż mi mi się cisną słowa Listu do Koryntian:
[...]
jest cierpliwa
uprzejma jest
nie zazdrości, nie przechwala się
nie unosi się pychą
nie zachowuje się nietaktownie
nie szuka swego
nie unosi się gniewem
nie pamięta złego
nie cieszy się z nieprawości, lecz raduje się z triumfu prawdy
wszystko znosi
każdemu wierzy
każdemu ufa
wszystko przetrzyma
nigdy nie ustaje



PS1: Trochę w temacie, a jednak z zupełnie innej beczki. Na oczyszczenie i  wzmocnienie piję maminą pokrzywę, zbieraną zeszłym majem. Garstkę liści zalać wrzątkiem, nie zagotowywać. Dla smaku można dodać odrobinę mięty, najlepiej również majowej. W przeciwieństwie do soku świeżo wyciskanego, napar z suszu można pić bez ograniczeń. Pachnie trochę jak nawóz jak się parzy.

PS2: Muzycznie. Przyszedł do mnie Naczelny Włóczęga PRL w wykonaniu Jana Kondraka. "Dolina śmierci leży cała w długich cieniach,między górami sinoniebieskimi. Cicho i spokojnie tam jest już dawno, tam jest już dawno po wojnie". Piosenka jest dziś tutaj o tym, że właśnie na dniach zrozumiałam w jakich sytuacjach śmierć jest równoprawnym wyborem wobec wyboru życia. I że żeby żyć, trzeba życie wybrać. Gdyby ktoś potrzebował konsultacji w tej kwestii, piszcie ;D



Crowdfunding is fun! Pamiętajcie o topinamburach :)

Wciągnęłam się. W tak zwany "crałdfanding". Zabawa o wiele lepsza, niż kibicowanie sportowcom, i dostaje się fajne nagrody :)

Kto ma "fuj" na nudę, biedę, brak perspektyw i zachowania destrukcyjne młodzieży? Ten niech pomoże sfinansować dla jednej grupy z Łodzi motykę i grabie.

Agituję - z wolnej stopy, i ze szczerego serca: dorzucajcie się do ogrodu permakulturowego przy Młodzieżym Ośrodku Socjoterapii.


Byłam, widziałam. W Łodzi wiedzą, co robią.


Dlatego, proszę! KLIK TU, do Polak potrafi
Potrzebne jest jedyne 6652, dorzucisz się, i będzie Ci miło, a dodatkowo: za 10 dostaniesz nasiona malwy, za 25 partyzanckie topinambury, a za 50 elegancką truskawkę.

Gdybym nie pracowała w reklamie, powiedziałabym: możliwość podarowania młodemu człowiekowi wiary we własne siły - bezcenne.

Więcej informacji na FB, KLIK TU.

Tajemnice bolesne, tajemnice radosne. Oraz mały sukces :)

Nie wiem,co powiedziałby każdy z osobna. Jeśli mnie pytacie, udało się nadzwyczaj!

Niektórzy z moich Szanownych Czytelników mogli się zorientować, że wśród gamy moich zainteresowań jest też psychologia zorientowana na proces. Jeździłam tam i tu, po stolicach i kurortach, by to zainteresowanie realizować, i tak w tych pociągach i rozjazdach zamarzyło mi się - czy też mną zamarzyło - żeby to ową enigmatyczną górę sprowadzić do Mahometa.

Podobna myśl przyszła do głowy też kilku innym osobom. I tak od plotki, do słowa, do pomysłu, do czynu, nie działając (Wu Wei), bardziej nawet niż działając zrobiliśmy pierwszy prawdziwy warsztat :)

(Pozdrawiam Agatę, która zrobiła wielkie wejście do Miasta Smoka jako coach 3D, i w ogóle jest super, i Zbyszka, któremu nie będę podbijać bębenka, bo i tak mu kadzą).

Nadzwyczaj ciepłe i pełne uczucie. Patrzeć na ogródek i widzieć, że coś urosło z tego, co się orało i siało.

Dziękuję Joga Centrum na placu Biskupim. Niezwykłe, robić interesy z joginiami. Niezwykłe.

Warsztat miał tytuł długi i wiele mówiący: Źródła poczucia sensu i pełni, czyli mit życiowy i wzorce rodzinne
Zaintrygowanych zapraszam, może kiedyś jeszcze będzie okazja zgłębienia tego tematu, a jak nie, to innego, i też będzie pięknie.

Ja osobiście zobaczyłam/doświadczyłam/zrozumiałam, że na moją drogę życiową mogę spojrzeć jak na medytację nad tajemnicami bolesnymi i tajemnicami radosnymi, i że obydwie strony są mi potrzebne do pełni. Tak mi jakoś... podniośle. I jakoś bardziej się czuję... kobietą.

A ma myśl skierowała się w stronę rodzimej mojej tradycji. Gdybym tego nie znała, gdybym była Hinduską, czy Chinką, na bank zachwyciłabym się nazwą: "koronka różańcowa". A są w tej koronce jeszcze tajemnice chwalebne i tajemnice światła.

Tyle do odkrycia.