Babka Emilia przyprawiała miętą

Po pracowitej sobocie siedzę w domu i zbieram się.
Jak koraliki z rozsypanego sznurka.
Domowe metody, działają powoli, ale skutecznie i bez efektów ubocznych.

Drodzy Państwo!

Czasem to się tak człowiek przejrzy we świecie lepiej niż w lustrze.
I, na ten przykład, zobaczy, że to co myślał, że go dręczy i uwiera od zewnątrz
od dawna ma już w sobie i sam sobie złe robi, cuuuudnie współpracuje z systemem.

I tak powstaje człowiek wyinżynierowany. Jest ślepo nastawiony na hasło takie, czy inne,
typu "efektywność". Więcej, lepiej, wyżej. Perfekcja. Jest przekonany, że musi być jak jest,
że inaczej nie da się przeżyć. Ból, swój czy innych, jest mu niestraszny; w razie czego są znieczulacze
i polepszacze nastroju.

System jest maniakalno-depresyjny: im bardziej wewnętrzni  inżynierowie są podjarani jak sobie
coś wymyślą i to im się ziści, tym bardziej gaśnie blask w oczach wewnętrznych robotników.

Nikt tak naprawdę nie żyje, nikt nie potrafi się cieszyć i bawić.
Jest ok, jest dobrze, nasz świat toczy się i wykwita ciągle czymś nowym.
Ale nikt nie jest szczęśliwy. Nie na trzeźwo.

Ja pierdole.

Pytanie: jak rozmontować ten wewnętrzny system? Jak zmienić ten koszmarny sen,
który śnią ludzie z naszej część planety? Nie kijem, i nie pałką. Rozwiązania siłowe ponoć się nie sprawdzają. Tego nie wiem, bo ja taki wzorzec popularny widzę: wojna.

Podobno trzeba iść na naukę do Kubusia Puchatka. Tego nie wiem.

Tak enigmatycznie piszę, bo naprawdę nie wiem jak to co odkrywam ująć w słowa*.

Tymczasem mam od mamy słoik suszonej mięty zeszłorocznej  i nie waham się go używać!

Dzisiaj poszła do rondla z duszoną młodą kapustą. Nie polecam.
Polecam natomiast miętę jako charakterystyczną partnerkę dla czarnej herbaty.
Na sposób arabski dodawalibyśmy do takiego naparu dużo cukru.
To akurat jak kto lubi, moim zdaniem skoro czasem lukrowane szpony biochemii są silniejsze,
niechże przynajmniej będzie pysznie.

Oraz akacja! Na Podgórzu kiście już kwitną, wręcz przekwitają. Mama mówi, że na wsi a. jeszcze
w pąkach, podobnie jak jaśmin. Ale purpurowych piwonii przyniosła już kilka ostatnich. Szkoda!



* O proszę! Bowie zrobił film o pokrewnych dylematach


9 komentarzy:

  1. czasem się pojawia strach przed akacjami, jaśminem i miętą, bo to niemożliwe, wydaje się. coś zawsze będzie ucieczką. trudno tylko zdecydować, co ma nią właściwie być. łatwiej uciekać z akacji, czy do akacji? i jak się to ma do szarugi w maju? życie jest zdecydowanie za bardzo przygnębiające i męczące. tak sobie myślę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Pani Szymańska.
    Po pierwsze, wielce miło tu Panią widzieć :)

    Po drugie, ja wcale nie mam odpowiedzi, wcale to a wcale. Wiem jedno: ja nie widzę większej wartości w tym życiu, gdzie wszystkie formy płyną i przemijają, niż blask w oczach ludzi (nie mam na myśli gorączki i nie mam na myśli mani). No nie widzę i już. Dlatego niniejszym nie godzę się na system, który tej wartości nie tyle nie uznaje, co chyba nawet nie jest w stanie zobaczyć??? Nie wiem jeszcze jakie są alternatywy, ale się dowiem, albo polegnę na zakurzonych ścieżkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. zaszalalas z mieta nigdy bym nie wpadla na pomysl zeby dawac ja do kapusty
    ja najzwyczajniej zalewam wrzatkiem dodaje cytryne czasami ingwar i pije
    a co do braku szczescia, no to prawda jest ze ludzie sie go najzwyczajniej boja,
    co do systemow - to bywaja rozne i kazdy ma swoj :)))
    a rozmontowywac trzeba wlasnorecznie, w trudzie i znoju srubka za srubka
    :)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Miętę najlepiej czuć. I wtedy jest doskonałym antidotum na zmarszczki. A sprawdza się też idealnie w drinku z rumem i limonką. Musi być świeżo zerwana - zapraszam więc, bo obrodziła latoś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Neilii ! :)
    Jeszcze się całkiem nie poddaję z tą miętową kapustą, spróbuję z inną kombinacją przypraw. Mięta trochę zapomniana jako przyprawa, nie?
    No tak, do pewnego stopnia każdy ma swój system... I że się boją, mówisz? Ciekawe! Dlaczego?

    Paulindo, na tak, wy tam codziennie bez wielkich manifestów ratujecie honor planety ;) Bardzo dziękuję za zaproszenie, skorzystam, przyjadę się nawąchać świeżego na zmarszczki i zrobić sobie nowe śmiechulce :D

    OdpowiedzUsuń

  6. Mięta z cynamonem i twarogiem, z kapką wódki, w naleśnikach, dla mnie cacy.
    Albo z kaszą w pierogach.

    Don Chichot'ka, ale bez wiatraków.

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Stachu, i owszem naleśniki z serem.

    Co do wiatraków. Podobnież koło zamachowe co się majtło za daleko, musi powrócić, jak nie to wiatrak fiknie. Gdyby ktoś pragnął obalać wiatraki, to powinien trzymać się z tymi co przeginają, nieprawdaż. Logika dziejów nakłada kajdany ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kilka listków świeżej mięty, 2-3 łyżeczki brązowego cukru, sok z limonki - wygnieść, aż mięta puści sok.
    Dopełnić szklanicę (!) kostkami lodu, zalać rumem.
    To i zmarszczki wygładzi, i humor poprawi, i na pewno rozgrzeje!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. O dzień dobry! Jak miło :)
    Z męta rumowa przeciwzmarszczkowa? Brzmi super, chyba sprawdzę czy by mi się zagonik mięty nie przyjął na balkonie :)

    OdpowiedzUsuń