Prasen o dolinie




Jak to się dzieje, że niektóre osady kwitną i rosną, a inne się kurczą, płoną, zapadają, oddają się pokrzywom, perzowi i ostom.
Nie proszę o proste odpowiedzi.
I już nie myślę automatycznie: tu nie ma życia. Myślę: ludzkie tradycje kultywowania zostały tutaj odsunięte na margines. Czuję: coś jakby żal.

Jak to? Tak? Dobry kawał ziemi oddawać przyrodzie? Idea decywilizacji walczy z humanizmem. Jednak mam odruchy solidarności z moim gatunkiem?

***
Od strony Wołowca do Nieznajowej wchodzi się jak do nieistniejącego Edenu.

Wykarczowane pokoleniami dno doliny mogło być krainą mlekiem i miodem płynącą.
I było. Z tartakiem, młynem, cerkwią i szkołą przycerkiewną. Do 1945 roku, kiedy to 350 mieszkańców zostało przymusowo wyemigrowanych do Rosji.




Rytm niewidzialnej wsi odmierzają kamienne krzyże i kapliczki. A! To dlatego znaki trzeba wykuwać z możliwie najtrwalszych materiałów.

Jak już przechodzimy niedaleko, to musimy wszystko zobaczyć. Pani Maria mówi, że ten łemkowski Święty był towarzyszem, ulubieńcem i patronem jej starszej córki. Nie szkodzi, że jest z innej wiary i nie ważne, jakie ma imię. To jemu mała przynosiła kwiatki, jak przychodziła na kraniec doliny paść krowy. Dzielna, to było zanim poszła do szkoły i zamieszkała w internacie.

Święty jak nowy za szybą, a Pani Maria rwie do przodu; gdzie cel naszej wyprawy w suchym słońcu? Za kolejną przeprawą przez strumień wyłania się namacalne serce niewidzialnej wsi. Opelotka z nadbudówką, przeniesiona z lasu tu, na rozstaje w centrum doliny, ówcześnie jedn z trzech siedzib w Nieznajowej, nie licząc baraków robotników leśnych. W tym domku Pani Maria zaczęła swoje pierwsze życie, samodzielne, jako żona bacy, co przez jej rodzinną wieś przewędrował z Podhala ze stadami.

"Mój dom", mówi Pani Maria zasiadając, zawsze tylko na schodach. Nowego gospodarza nigdy się nie udało zastać przez tyle, tyle lat. Choć widać, że ktoś dba. Pani Marii serce się kroi na widok wybujałych w dolinie ostów. Łąki były piękne i soczyste. Mąż Pani Marii takie osty kazałby jej wycinać z nożem na kolanach!




Osty sypią groźnym puchem, katolicki krzyż rozkwitł nieśmiertelnym plastikiem, łemkowska Matka Boska przyjmuje zażalenia gestem obcym, choć nie do końca znajomym.

***

PS: Co za Matka Boska? Co za malunki w kapliczce od strony Radocyny? Zapytaj Doro ze Starego Sadu.


Ciągle nie wiem co powiedzieć


Trzy tygodnie minęły jak sen. A ja ciągle Nie Mam Słów... Że się spełniło. Może pojedyncze wyrażenia?
Otwierają się i udostępniają odżywczą treść. Jak słoiki.

Jak na przykład: "błogo sławić".

Czuję się jakbym każdą komórkę miała przepełnioną byciem i życiem.
Nie bez powodu, myślę, w trzy tygodnie organizm podobno zdąży wiele komórek wymienić.

Na nowe, wypasione inną cebulą i kozim mlekiem, owiane aromatami, cykaniem i świergiem, kąpane w źródlanej wodzie.

Ważny sen, mam wrażenie, długo będzie ujawniał sensy i znaczenia.