Mistyczny blask świetlówki. Barok sielski anielski

Coś mam z Barokiem.
Przemawia do mnie tym swoim Wyrazem; polifonicznie coś mamrze niewyraźnie. Tajemnica, czy Co?

Denerwuję się; chciałabym dobitnie. Wprost do mnie mów! Głośno i po polsku!
On nic, wydma się puttem, oślepia kandelabrem. Trąby jerychońskie. Akanty wiją się rytmicznie pośród kolorów kontrastowych i dopełniających. Lotos?


Mam odruch: dopaść go szkiełkiem i okiem, wydusić ze źródeł historycznych i wyczytać z mądrych książek; dopaść ścisłą metodologią socjologiczną i ekonomiczną. Bo przecież ten cały teatr jest tak MATERIALNY. Niech no tylko się dowiem JAK oni to zrobili i skąd mieli takie zasoby. Może to mi coś wyjaśni?
Na bogato. Nadmiar. Na postumencie ołtarza IHS namalowano jako gałązki brzozy. Czym mnie jeszcze zaskoczysz?

Czy to dlatego, że w tamtym czasie ciało na długi czas w naszej kulturze rozstawało się z duchem, by istnienie tegoż zanegować? I że z tego rozdziału oraz negacji wynikły bolesne konsekwencje, z którymi i ja - puch najmarniejszy - osobiście tu i teraz, wczoraj i dziś, się borykam?
Czy może w tych dzikich ornamentach, ujętych w złote ramy geometrii wykreślnej, zaszyfrowane jest pogańskie jakieś doświadczenie; te tłuste paluszki wskazują praźródło obfitości, bujność życia jeszcze nie okiełznaną? Jeszcze nie wciśniętą w nieludzkie ramy efektywności, choć pierwsze ziarna myśli już krążyły i padały na podatny grunt? Smith, Adam, "O bogactwie narodów".


Sielska królowa wśród gwiazd, Madonna niezbyt Apokaliptyczna. Blask przedwiecznego ukazany z detalami, w drewnie. Rozszerzam w sobie znacznie słowa "pozłota"; na księżym tronie metaliczny połysk występuje w odcieniach, jakich pozazdrościłaby tęcza. Warto podkreślić: ze smakiem dobranych, za co szacunek, przypuszczam, należny jest krakowskiej szkole konserwacji.
Jest to moje upodobanie zdecydowanie po linii matczynej. Do Niej należą złocone talerze, róże, hafty, stosy błyskotek i jedzenia, duży gabaryt, horror vacui.

Drodzy Państwo, po tej linii właśnie, niespodziewawszy, znalazłam perłę, Niemal na moim podwórku. No, prawie: w sąsiedniej wsi, przez tyle lata stał mi nieznany.

Kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Szalowej jest w Polsce ewenementem, jako barokowa budowla wykonana w całości z drewna. Obszerna ściana frontowa z trzema wejściami, kratkowanymi okienkami i cebulami na dachu przypomina mi budowle rosyjskie. Możliwe, żeby z Rosji ściągnęli cieślów? Czy jest historyk na sali?




W zwieńczeniu dachu Archanioł z gracją i błękitnym okiem nie zmąconym wątpliwością rozprawia się z diabłem. Zły jest słabo widoczny, niestety. Dzisiaj drania nie obejrzę, gdyż trwa renowacja, co czyni też rzadką okazję zajrzeć budynkowi pod skórę. Nowe drewno, stare drewno. Ledwie trzy stulecia industrialnego hasu i gdzie są dzisiaj takie bory? Nad Amazonką, a i tego za chwilę nie będzie.

***
Poczułam się tam jak w domu, pośród kwiatków, wzorków i kolorków. Barok ciepły, swojski, ziemiański. Łagodne kształty, tapetki, roje aniołków tutaj nie straszą. Dla moich biednych, włościańskich przodków wizyta w takim Domu Bożym pewnie była realnym doświadczeniem "raju" na ziemi.

A może nie? Może pogarszała sytuację?


Na tym dzisiaj zakończę. Otwarte pozostaje wiele pytań.


3 komentarze:

  1. wyjście ewakuacyjne ;D
    Twoje baroki mnie intrygują. Chce się krzyczeć z ekstazy, prawie cielesnej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny blog, pozdrawiam. kaśka

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Szymańska, zawstydza mnie Pani...

    Kasiu Dziejbo, serdecznie dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam również :)

    OdpowiedzUsuń