Kryzys wieku

"Krytyk ma prawo być ze wszystkiego niezadowolony
z rozpaczy przez nieistniejące arcydzieło".

Charles Baudelaire

 
Czasem coś tam napiszę.

Przeważnie źle. Mam wysoko ustanowiona poprzeczkę; co mnie w dziedzinie słowa rusza, daje cenny dreszcz i sama w sobie ów dreszcz wyzwalam niezmiernie rzadko. Co w efekcie czyni wieczną tęsknotę, kopirajterstwo* i grafomanię. A jednak, a pomimo, potrzeba wyrażenia czegoś - nie dokładnie wiadomo czego - słowami towarzyszy mi w postaci tęsknoty chwytającej się trzew okresowo**.

Typowo tłumię to, przerabiam na sucho, ew. niby-humor humor, taka szarża; albo nic nie mówię i jakoś mija. Dopiero całkiem niedawno przestałam tak całkiem się z przed sobą z tym kryć i pozwoliłam na mały, ledwie widoczny mikroupust na boku, gdzie w różny sposób, taki, czy inny, próbuję się do tęsknoty dobrać, coś z siebie wybebeszyć***. O obciachu!

I co się okazało.

I co się okazało. Że jednak kropla drąży, i jeśli pozwolę dziwnej skłonności zaistnieć, dam jej trochę światła, w końcu odkryje przede mną swój sens (prawdopodobnie życzliwi postronni już od dawna wiedzą o co chodzi).

I tak.

I tak jednym z głównych tematów mojego pisania jest samo pisanie, potrzeba wyrażenia potrzeby. Przysłania on inne tematy: co właściwie idzie za tą potrzebą. I pomyślałam sobie: no jestem marginesem. Mój głos, moje doświadczenie: dziecka, potem dziewczyny, kobiety, wychowanej na wsi, potem przeszczepionej do miasta, nie mieściło się w kanonie lektur szkolnych****, ani pozaszkolnych, przynajmniej mnie o nie były dostępne na prowincji. Muszę sobie teraz boleśnie przeorywać beret, przedzierać się przez warstwy "tak się robi", "tak powinnaś", a "tego ci nie wolno", żeby dotrzeć do własnego żywego mięcha. Przez bagno drwiny - sama nie wiem, czy zewnętrznej, chórem starców, patriarchów i sióstr Kopciuszka, czy już bezszwowo uwewnętrznionej.

I tu mi się cisną na usta słowa iście niecenzuralne: już jestem całkiem duża (żeby nie rzec: starszawa). Już sama mogę decydować co mówię, komu - i ile za to płacę!!!

Mogę?

I jeszcze myślę, że każdy ma taki swój osobisty zakątek doświadczeń niekanonicznych, pozaparadygmatycznych, niedozwolonych, a więc wstydliwych i wyrażalnych z trudem, albo w porywie szaleństwa.


* Z ang. copywriter, autor tekstów reklamowych, ma zadziwiać, nie odbiegając jednak od prostych skojarzeń i stereotypów. Może straszyć, budzić poczucie gorszości oraz pożądanie. Raczej ma być łatwo, miło i przyjemnie; i nawet wcale nie jest to kłamstwo, nie sensu stricte.
** Grafomanka we ujęłaby myśl w proste słowa: jest to cichy skowyt oraz wycie wewnętrzne.
*** Dziękuję tym kilku osobom, które czasem mi w próbach wyrażenia ww. towarzyszą.
**** Dziękuję Ministerstwu Oświaty za włączenie w program choćby Wiesława Myśliwskiego i Tadeusza Nowaka, którzy pisali o doświadczeniu wsioka. Głosu żadnej kobiety z tego kręgu rzecz jasna nie było do włączenia.

4 komentarze:

  1. Nie wiem czy Cię dobrze zrozumiałam, ale jakoś nie mam wątpliwości, że możesz.
    Możesz być pierwszą, która to zrobi.
    Ale będzie!

    OdpowiedzUsuń
  2. bez obaw.... ale bez nich sie nic nie napisze ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, po paru blogach przetoczyła się ostatnio dyskusja o kanonie lektur dla podstawówki. Przez niektóre środowiska, wyklęte zostały Dzieci z Bullerbyn, Chłopcy z Placu Broni i tym podobne "szokujące archaizmy", które opisują karygodne zaniedbania rodzicielskie (samodzielne chodzenie do szkoły przez las!!!) , ogólny brak więzi i fatalne relacje rodzice-dzieci. Ciut przesadzam, ale maleńkie ciut. Poza tym archaiczne lektury naszpikowane są całkowicie niezrozumiałymi słowami typu - stalówka, plewienie rzepy, itp. Tłumaczenie tych słów nadmiernie obciąża rodziców, zabiera cenny czas na relacje i zniechęca młode umysły do czytania.
    A Chłopcy z placu, no czego ta książka uczy, wywoływania wojny???!!!
    Ja jestem chodzącym archaizmem, z racji wieku i przekonań. Jestem blisko życia, które ńieraz śmierdzi. I już nie wiem co to będzie z Weroniką popsutą fatalnym doborem ksiązek.

    Z jednym się zgadzam. Nie można przez dziesiątki lat powielać tego samego spisu lektur, bo pędzący świat dostarczył też nowych. No więc te i te.
    Napisz coś jak najszybciej, plisss

    OdpowiedzUsuń
  4. Stachu, też tak myślę... Że w dzisiejszych czasach jak nie ma strachu, to nie warto. A z drugiej strony marzy mi się, i mam nadzieję idealistyczną, że jest możliwa społeczność, gdzie jak się coś pomyśli, to się mówi, a inni słuchają i przyjmują

    Magdo... :))))

    Dzieci z Bullerbyn pod nóż?? Nieeeee!!!!! Czym byłoby moje dzieciństwo bez tej utopii? Zaszczepiajmy dzieciom tęsknoty, sobie zaszczepiajmy, bo inaczej co? Amerykańskie seriale ogłupiające, konsumpcja i deprecha? Ale że tam rodzice źli mieliby być? Serio??? Rodzic ma głownie nie przeszkadzać, trochę jak władza ;)

    OdpowiedzUsuń