Le roi soleil

To co robię czasem o wschodzie i codziennie o zachodzie, to nie jest kult.

Chyba, że kultem nazwać świadome wchodzenie w relację ze zjawiskiem, otwieranie się i zaufanie, pozwalanie, żeby mnie uczyło -- jeśli przyjdzie jakaś myśl; żeby na mnie działało -- i przemieniało, jeśli tak.

Siedzę opatulona przeciwprzymrozkowo, bezpiecznie wtulona w konar ciotki jesiona, z tą herbaciną w ręce; kaniony trzech szos szumią coraz głośniej, podczas gdy jego różowość narasta. I tak:

  • Myślę sobie, piszą bez emocji w książkach do historii: przyszedł Mieszko I, ochrzcił ogniem i mieczem, wyciął święte gaje w pień i postawił na to miejsce kościoły... Czego ja chcę, ok? Q książkach do historii szerzony jest kult siły, nie empatia do kogo/ czegokolwiek, ale jaka to była tragedia?? Jak się znało to drzewo jako istotę, nie surowiec. Jakby matkę, ojca zabili i nawet nie chcieli wiedzieć, że zabijają!
  • Spektakl "światło i dźwięk miasta" rozwija przede mną swój dramatys, a ja szybko kalkuluję "zaraz, na wschód to my, patrząc w stronę słońca, lecimy do przodu, spadamy z globem, nie?". Spadamy! Juhu, wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, a my mentalnie przeskoczyliśmy z niewzruszonego gruntu i wskoczyliśmy na kosmiczną karuzelę, stateczny i szalony taniec wśród gwiazd!!! Mogę się temu poddać! No co... Takie mam myśli, karkołomne i  astronomiczne ;)
  • Zaczyna to być ważne, orientować się gdzie wschód, gdzie zachód, a gdzie ja jestem w sieci południków i równoleżników, nanopionek jak ptaki śpiewające na południe, ja jednakże niezbywalnie umocowana magnesikiem grawitacji do twardego gruntu. 
  • Jaką to się drogę interesującą przeszło, idąc za okruchami, ścieżką fascynacji: od złota, do słońca??

Wracam do domu zbudowana, oczyszczona, trochę śpiąca. Normalnie, żyć się chce, jakby? Niech więc w żyłach popłynie kawa i/ albo rytmy z kawy ojczyzny.


To się nazywa BATUCADA :DDD
Niefachowo, orgia bębenkowa.

 

Dziękuję jednej wyuzdanej feministce, i drugiej za poranne ożywienie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz