Akcenty patriotyczne



Drogi etnografie/droga etnografko, badaczu/badaczko dnia codziennego Polaków. Co o życiu mówi dzisiejszy stół:

a. Stół. Chciałam mieć z tradycjami, typowo krakowski. I mam, nabyty od Emaus. Bezdomni prowadzą skład przedmiotów z drugiej ręki na uroczym, kameralnym osiedlu w Nowej Hucie, budowanym w czasach, kiedy planiści-urbaniści mieli jeszcze pomysły na miarę ludzi. Polecam pod każdym względem. Skarby za grosze, konsumpcja hula pod płaszczykiem moralności, jest okazja porozmawiać z ludźmi, którzy coś innego wiedzą o życiu, i ten romantyzm Nowej Huty. Ze stołu niebawem będzie zdzierana stara skóra.
b. Serwetka nabyta w lokalnym szmateksie. Nie wiem skąd przyjechały szmaty? Pewnie z bogatych krajów, upychają u nas i jeszcze bardziej bogacą.
c. W roli flakonów butelki po piwach 0,33 l, produkcja krajowa, lokalne browary. Lubię te piwa, tą objętość i te butelki, za ich pękaty kształt i kolor. Ale ileż można, zachowałam tylko dwie.
d. Pietruszka z zieleniaka. To jest jedyna poważna wada mojej dzielnicy, nie ma targu warzywnego. Zieleniaków jest cztery w promieniu 10 minut, a każdy niedoskonały. Za to pietruszka o tej porze roku! Mam wrażenie, jest najbardziej aromatyczna, sypię pękami.
e. Lampka z ikei, na marmurowej płytce po lampie z lat 80. Była domorosłym brzydactwem bez gustu i proporcji, ale zrobionym przez prywaciarza ze szlachetnych materiałów. Przydadzą się.
f. Książki, teczka z przepisami i rachunki. Wreszcie się zebrałam i załatwiłam sprawę przetrzymanej książki w bibliotece publicznej na Rajskiej. Łaskawa dyrekcja zamieniła karę pieniężną na sześć książek. Czekają na widoku! Rachunki... Cóż. Patriotyzm ma ciężki kryptonim: ZUS VAT-7 PIT-5.


***
Wiem, wytyka mi to nawet brat: jestem niestandaryzowaną Polką.

I nawet powoli zaczynam się dobrze z tym czuć; oczywiście, w skali globu, nic w moim życiu tak znowu wyjątkowego. Ot, dziecko ze wsi w kraju postkomunistycznym nieopatrznie wkracza na drogę indywiduacji i jednocześnie próbuje znaleźć miejsce dla siebie w społeczeństwie kapitalistycznym i przemysłowym. Które to społeczeństwo po cichu samo w siebie przestaje chyba już wierzyć, ale lepsze opcje nie są jeszcze oczywiste. Puenty nie będzie.

11 komentarzy:


  1. Kilka tygodni temu również pomyślałem by zaadaptować butelki po lokalnym browarze i stworzyć nietuzinkową dekorację. Tylko, że zielony kolor miejscowych butelczyn ni w ząb pasuje do kolorystyki wnętrza:/

    :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wu, jeśli kształt Ci się podoba ;) zawsze można pomalować. Lata temu eksperymentowałam kiedyś z farbą w spreju, taką jak do grafitti (na pewno zły bliźniak gdzieś trzyma parę puszek ;) ) i trzyma się do dziś. Albo akryl w tubce - czarny np. daje super elegancki, dizajnerski efekt, taka matowa powłoka. Zresztą, z Kimonem skonsultować technologię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że też do głowy mi nie przyszło... Tak, zły bliźniak Wu na pewno jest bardziej kreatywny.
      BTW, butelki są nie lada, bo w wersji limitowanej nawet chropowate po bokach:))

      P.S. Patelnie do której przywiera dosłownie wszystko też posiadam;p

      Usuń
    2. Też mam słabość to tych niedocenianych form butelkowych :)
      Albo możesz pójść na całość (albo Zły) i zmienić wystrój pod kolor butelek ;)

      Co do przywierania, moją spokojnie mogłabym wystawić do konkursu o tytuł najbardziej przywierającej ;)

      Usuń
  3. do lampki to zawsze będę miał nieziemski sentyment... pamiętnego stołu już się pozbyłaś, czego żałuje do tej pory, bo miał malunek na nim powstać, ale jakby co, to lampki Ci już nie podaruje ;) więc chomikuj jak moje pierwszakowe chrabąszcze.

    jeśli chodzi o materię butelek, szkła i zdobnictwa to najlepiej skonsultować się z Panem HeHe czyli hds'owym Tatinem - ten to robi rzemieślnicze majstersztyki - zatem ręce umywam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takk... Z tym stołem to była może pochopna czystka, teraz myślę... Cóż, zostanie w sferze legend ;)
    Ale lamka też?? Taka zwykła lampka z ikei??? Hm, poproszę może pełną listę sentymentalnych obiektów, żebym wiedziała co wyrzucam ;P Uściski

    OdpowiedzUsuń
  5. no i koniecznie patelni nie zmieniaj... naleśniki bez przywierania, nie będą już takie same :P

    OdpowiedzUsuń
  6. :DDD O nie... Patelnia must go... Ale możesz na niej namalować naleśnika ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. patelnia zostaje, ale na ścianę przy kuchni...
    przyjeżdżając malować będę inny rodzaj naleśników - głowa nie boli, z własnymi farbami przyjadę, coby na koszta nie narażać :P

    OdpowiedzUsuń
  8. :D No to jest plan. Koszta mogę ponieść, tylko co się chwyci takiej patelni??

    OdpowiedzUsuń