Ocean nienawiści

Wychowałam się w dość "normalnym" domu. Moi rodzice starali się, jak najlepiej umieli. A jednak. A jednak to nie wystarczyło, nie nauczyłam się konstruktywnie korzystać z emocji. Nauczyłam się je maskować, nawet sama przed sobą.

Pierwszy raz odkryłam emocje dla siebie na studiach, przez praktykę jogi. W miarę, jak się uczyłam coraz dokładniej czuć mięśnie, ścięgna, kości i akceptować, że jak jakieś odczucie jest, to jest, stopniowo okazało się, że to jest coś, co się czuje w ciele, nie wymyśla głową (co się powinno czuć w danej sytuacji).

Drugie odkrycie emocji było w zeszłym roku, dzięki książce Amy Mindell "Metaumiejętności. O sztuce terapii". Dotarło do mnie, że kontakt ze swoimi emocjami i szacunek dla nich to nadrzędna umiejętność (czyli umiejętność "meta").

Trzecie odkrycie emocji wydarzyło się dzisiaj.

Karla McLaren we własnej rodzinie została nazwana jasnowidzącą, tak wiele wiedziała o ludziach z samego tylko kontaktu z nimi. Jako dorosła stwierdziła jednak, że jest jedynie zwyczajną hiper empatyczką i zaczęła studiować antropologię, lingwistykę, psychologię i socjologię, by zrozumieć ludzką emocjonalność. Efektem pracy jest książka "Język emocji".

Karla McLaren za progresywnymi lingwistami twierdzi, że emocje, to "wymagające działania programy neurolingwistyczne", każda z nich jest ważna, jako informacja co się dzieje w moim otoczeniu, jak powinnam zareagować. W naszym świecie niektóre emocje uznane są jednak za "negatywne" - nie bardzo można je wyrażać, właściwie najlepiej wcale ich nie mieć. Jak na przykład złość, niezbyt mile widziana szczególnie u kobiet, a przecież informuje, że zostały naruszone jakieś moje granice. Inną niechcianą emocją jest nienawiść. Dlaczego o tym piszę.

Parę dni temu odkryłam, że mam w sobie ocean nienawiści. Nie wchodząc w detale: nie bardzo jeszcze wiem czego/kogo nienawidzę; jakoś jest to związane z mężczyznami.

Wracając do pojęcia "metaumiejętności": umiem już oddzielić siebie od emocji. "Ja" jest jak koryto, które może utrzymać w sobie bieg rzeki, jaką jest emocja. Szłam ulicą po kłótni, czułam tę ogromną nienawiść, czułam jej niuanse, jak niuansem morza są ryby i fale na piasku, i część mnie była pełna podziwu. Oto jestem, taka silna, potrafię w pełni doświadczyć tak głębokiej nienawiści, i nie załamać się w bezsilności, ani nie zatracić w złości. Wiem już teraz jak nienawiść jest emocją, która może łamać albo całkowicie pochłonąć ludzi. Pomyślałam też: Wow! Mogę nienawidzić tak szczerze i głęboko, prawdopodobnie też jestem w stanie tak szczerze, głęboko i szeroko kochać.

Chciałabym.

Ocean przepłynął przeze mnie i zostawił mnie ze świadomością kim jestem. To ja, kobieta pełna niesprecyzowanej nienawiści do świata stworzonego przez mężczyzn, dla mężczyzn.. Samotna, bo ten ocean oddziela mnie od innych ludzi. Co ja mam z tym zrobić? Czerpać łyżką? Zrobić czółno z mydelniczki?

Jak żyć? Jak żyć z nienawiścią?

Odpowiedź przyszła -- w postaci pracy Karli McLaren. Nienawiść, mówi Karla, pokazuje mi mój cień, coś, czego nie chcę zobaczyć w sobie. Praca z nienawiścią jest pracą z cieniem.

W praktyce można na przykład zrobić listę cech, których w obiekcie nienawiści najbardziej nienawidzę. Prawdopodobnie będą to rzeczy, które uważam za sobie zabronione. Ja taka nie jestem i nigdy nie mogłabym być. I właśnie te cechy trzeba zacząć w sobie zauważać, albo pozwalać sobie na nie.

Karla proponuje, żeby listę położyć w świętym kącie. Inne jej ćwiczenie to "spacer z cieniem". Należy iść na medytacyjny spacer z problemem, a potem w wyobraźni zapytać znienawidzoną osobę o rozwiązanie.

Pracując metodą psychologii procesu mogłabym w wyobraźni stać się przedmiotem swojej nienawiści, wcielić się w jej/jego rolę i w ten sposób zacząć integrować cień.

Bardzo, bardzo ciekawe. Bardzo ciekawe jaki ląd znajdę za tym moim gorzkim i słonym morzem nienawiści.

Ktoś z Szanownych Czytelników może już taki ocean przepłynął i może udzielić wskazówek?


Muzycznie, o wschodzie słońca ;)






14 komentarzy:

  1. chyba potrzebujesz pokopac albo troche pogryzc
    polecam bioenergetyke w Koszalinie badz w Krakowie

    OdpowiedzUsuń
  2. Neili :D Co słychać? :)
    Odreagowanie mówisz? Jeśli już, to chyba najbardziej chciałabym powrzeszczeć :)

    Do bioenergetyków mam chyba nawet mniejsze zaufanie niż do lekarzy - w sensie, wydaje mi się, że trudno trafić na kogoś, kto naprawdę wie co robi. No i raczej dopóki się da, wolę sama, własnymi siłami, nie oddawać się do regulacji chemicznej - czy na jakichś innych, jeszcze mniej zbadanych poziomach. Jakiś czas temu zaczęły mnie plecy boleć przeokrutnie, tak i oddaję się w ręce fizjoterapeutki. Jednak wierzę, że to, co ona tam w ciele poruszy zastarzałego na poziomie mięśni i ścięgien, ja muszę przejąć odpowiedzialnie na poziomie świadomości, i tu też mam pomoc. Raczej tymi drogami nie przyjdą rzeczy większe niż jestem na ten moment w stanie udźwignąć.

    Poza tym nie jest tak, że chciałabym, żeby ktoś ode mnie tę nienawiść zabrał, bo po pierwsze mnie ciekawi, że ludzie tak mogą mieć. Po drugie mogłoby to być - mam wrażenie - albo stworzenie sobie jakiejś sztucznej rzeczywistości w oderwaniu od reszty świata, albo przerzucanie psychicznych śmieci z miejsca na miejsce, a trzeba sortować, kompostować, przetwarzać, transformować. No i przede wszystkim - dowiedzieć się co zmienić, żeby mniej produkować ;)

    Ta emocja to ważny sygnał, im mniej przyjemny, tym ważniejszy prawdopodobnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieporozumienie -nie polecam ci facetow z rozdzkami w rekach
      (chociaz z drugiej strony :)))))

      Pisze o bioenergetyce Lowena - czyli terapeutycznej pracy z cialem
      znam ta metode -jest rewelacyjna- tak na marginesie Lowen to moje Guru

      co do krzyku to tez dobra droga

      i nie chodzi o to zeby oddac komus uczucia, lub zeby ktos je zabral - to jest niemozliwe

      chodzi o ich uwolnienie i swobodny przeplyw

      po polnocy szare komorki mi spowolniaja, nic madrego wiecej nie napisze
      pozdrawiam




      Usuń
    2. Neili, słyszałam dużo o Lowenie, to faktycznie mogłoby być teraz super! Dzięki, rozejrzę się za jakimś warsztatem. Może slyszałaś o kimś godnym polecenia w krk? Uściski Aneta

      Usuń
    3. w styczniu w koszalinie odbedzie sie warsztat prowadzi Olaf Trapp
      http://www.bioenergetykalowena.pl/

      w ogole Koszalin oferuje duzo warsztatow - wiekszosc wykladowcow jest z zagranicy

      tak naprawde w Polsce nie ma duzo specjalistow w pracy z cialem,
      w Krakowie jest Kasia Weglorz Makuch - super terapeutka, pracuje z cialem ma duze doswiadczenie

      Usuń
  3. Niuansem morza są ryby i fale ;DDDDDDD Anetka, KOhAM CIĘ!!!!!
    ps. Ja wiem, że to chodzi tak naprawdę o pieszych włażących Ci pod rower ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Doro...

    Taaak, piesi też... Może nie ocean, ale zalew czorsztyński na pewno :D Czyżbym potrzebowała zacząć włazić spacerowym krokiem jakby nigdy nic tam, gdzie mnie zakazano? Hm... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To zależy, czy przystojny duchowo ;))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Taa, spacerkiem to można sobie poodglądać dokładniej? ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę poobserwować swoją złość.
    Zwłaszcza to, kiedy się pojawia i czego dotyczy.
    To moje niedawne osiągnięcie: pozwalać sobie na złość i nie potępiać siebie za nią.

    OdpowiedzUsuń
  8. Emmo, moim zdaniem absolutnie trzeba pozwolić złości płynąć. Dla mnie to jest albo złość na zewnątrz, albo złość do środka - i wtedy deprecha. Widzę, że jest też kolejny krok: można się złościć nie na coś czy na kogoś (w sensie, "o, robisz mi takie złe rzeczy, że się muszę złościć, to przez ciebie!"), tylko po prostu być, czuć siebie w ogniu złości. To jest ważne dla mnie rozróżnienie, bo moja mama nie umiała się złościć; siała zniszczenie. No, takiego złego ognia od niej zaznałam i sama nie chciałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś nigdy nie kojarzyłam złości z deprechą, bo w złości jest dynamika, jest ruch, jest akcja, a w depresji - przynajmniej w moim wydaniu - jest wycofywanie się z aktywności. No ale nie mam fachowej wiedzy na ten temat...

    OdpowiedzUsuń
  10. Też się nie znam :D
    Piszę tylko o sobie, i "deprecha" jest chyba mylącym słowem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się znasz, jesteś jak kozioł ofiarny oddelegowana do znania się na tym :)
      Nie wiem czy czegoś nie pokręcę, ale Freud powiedział coś takiego: zanim zdiagnozujesz u siebie depresję, upewnij się, czy ludzie wśród których żyjesz, nie są idiotami ;-P

      Usuń