Modny prezent


W pewnych kręgach zauważam modne -- dekoracje wykonane z opadłych gałązek.
Ww. gałązki (i badyle) nie opadły samoczynnie, strącił je orkan na wciąż pozbawioną śniegu ściółkę ukochanego mikrolasu. Tego na górce.

Cieszyłam się jak dziecko, wracając do domu z naręczem pachnącym jodłą i wiatrem.

Gałązki pozują z paprotką o przepięknych fifrzastych liściach, tak zwaną studentką. Zwaną tak, gdyż onegdaj, dawno, dawno temu zastałam ją na jednej stancji i potem już nie miałam serca jej zostawić. Każdą przeprowadzkę oprotestowała zrzucaniem liści, aż w końcu znalazła odpowiednio nawodnioną przystań w moim domu rodzinnym.

2 komentarze:

  1. A tu u nas jodeł nie uświadczysz. Tęsknię za jodłowymi lasami.
    Smreki są, niewiele, ale są. Niemcy przy domu zawsze choć jeden sadzili.
    Piękną podłogę tam masz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świerki? U Paulindy przed kościołem dwie takie przepiękne jodły strzeliste :)
    I zamyśliłam się - za czym się tęskni, albo czym się człowiek potrafi ucieszyć zadziwiająco (ja dziś rano chaosem dworca głównego, jak przespałam Płaszów)
    Dechy słabe były początkowo, sosna, ale z czasem stwardniały od ojcowskiej terpentyny i wosku i nabrały koloru od słońca

    OdpowiedzUsuń