Z okruchów ze strzępów


Ciekawe, że to się nazywa "robótki". Że takie niepoważne?

Niech będzie. Warsztat robótkowy zawładnął stołem. Obecnie króluje dywanik do łazienki, in statu nascendi, wykonywany ze starej ojcowskiej piżamy. Bawełna ta jest niesłychanie miła w obróbce - początkowo dobrej jakości, mięsista, tłusta i porządna, przez lata używania zrobiła się miękka i delikatna, w kolorze jakby zbielałe indygo. Szczególnie błogi.
Obcując z materią tak szczegółowo, poznaję też jej właściciela. Czule badam, jak plecy piżamy pocieniały, jak miejscami spłowiała o ton jaśniej. Pewnie któregoś lata została w słońcu, zapomniana na sznurku.

Zaraz, przecież to piżama zimowa.

A! I bajki Andersena! Pamiętacie? Tragiczna niemowność rzeczy w ich ścieżce przez zniszczenie i zmianę funkcji, które mogłyby opowiedzieć cudowne historie, gdyby tylko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz