traszart, albo niewiarygodna bieda i bogactwo nasze



Jestem śmieciarą. Nie dość, że nie wyrzucam, to jeszcze znoszę do domu - jak tę folijkę błękitną, znalezioną na chodniku przed blokiem. Fakt, że myśl o wykonaniu traszarta (ang. trash art, śmieciuch) przyszła do głowy zanim folijka wpadła mi w oko - kiedy wyrzucałam pudełko po starym, starym telefonie i żal mi się zrobiło. Taki ładny obrazek, z miejscem jakby specjalnie przygotowanym na ołtarzyk jakiś, dziewczyński, czy pogański. Ile osób w gorączce transplantacji kontaktów ze starego aparatu do nowego w ogóle zauważyło, że coś tam jest na pudełku?

I tak po kolei, nie przeżywamy, nie przyjmujemy do wiadomości niezmierzonego bogactwa cywilizacji naszej. Gdy tak wiele rzeczy mówi: nie stać cię na mnie. Poza tym jak? Kiedy? Szczególnie gdy są to opakowania, przedziwne ze swej natury: kuszą, czarują, obiecują bóg wi co - czego z rzadka tylko dostaniemy w samym towarze - by natychmiast stać się śmieciem. Szczególnie, gdy akuratnie w przypadku każdego gadżetu elektronicznego, przedawnia się on i traci wartość - magiczną konsumencką i rynkową finansową - dokładnie z chwilą rozerwania pudełka.




Idea śmieciucha: tylko to, co znalezione. Użyłam klucza kolorystyczno-tematycznego (bryza morska o poranku). Warto też uwypuklić subtelny walor krytyki cywilizacji - czym i jak zaśmiecane są nasze akweny. Nieskazitelne już głównie w wizerunkach na opakowaniach telefonów komórkowych.

Udział wzięły: kawałek pudełka po gadżecie, wzmiankowana folijka z pudełka po papierosach, coś od torebki na prezent z nadrukiem holograficznym, stary grosz, istotna muszelka od Joanny.

I nie przestaję się dziwić: niesłychana cywilizacja nasza, co produkuje tak perfekcyjne - śmietki!



PS: Oraz Patafix - również znaleziony w zagłębiach szuflady - w traszartach niezastąpiony .

Brzydki jak patafix.
Czyli nieurodziwy ale pomocny.

9 komentarzy:

  1. Bo sztuką jest sprawić, by rzeczy mniej pożytecznego użytku nie zdeklasowały się do roli śmieci. Jak choćby mój (w niebo) wstąpiony obrus, który przed kilkoma dniami znalazł zastosowanie jako serowy cedzik. Już nie wspomnę o świeczniku, który pełni funkcję gościnnej popielniczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ser? słyszałem słowo ser?

      Usuń
    2. Wu :D wniebowstąpiony za pomocą wina, zapewne? ;)

      Panie Swoboda, i zupa cebulowa - nie wiadomo skąd właściwie ?? Czemu nie cytrynówka, jeśli to Wu ?

      Usuń
    3. Byłoby kapitalnie, gdyby transformacja obrusa dokonała się za sprawą wina, niestety wstąpienie nastąpiło samoistnie po wypraniu we wrzątku:)

      Pozostaje przyzwyczaić się do faktu, że kojarzony jestem już tylko i wyłącznie z witaminą C :)

      Ser, sir? Yes sir. Co z tym serem?

      Usuń
    4. Wu, skromność jest cnotą, no ale jednak trochę PR-owo pracowałeś żeby się wbić w status króla C% ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. HaDeeSie, szczerze mówiąc, bardziej liczyłam na odpowiedź wizualną, w postaci śmieciucha wyłowionego gdzieś z krainy jezior :)

      Usuń
  3. Pamiętam jakie wrażenie na mnie zrobił Twój sposób patrzenia i fotografowania śmieci w lesie. Te niezwykłe przenikania, zawłaszczenia, nowe życia.
    Anetaart, Traszart, Mariaart - pięknistości!

    OdpowiedzUsuń
  4. Magdo, dziękuję! :) :*

    Teraz widzę, że to rzeczywiście jest wsiowy, ludowy sposób patrzenia na sfabrykowaną przemysłowo materię - zachwyt bez wartościowania, jakby obiekt kultu, z innego świata spadł

    OdpowiedzUsuń