Wszystko na nic

"Ten dzień będzie dla Ciebie kompletnie bez pożytku. Nic się nie posunie, nic nie zostanie osiągnięte. Spodziewaj się czasu relaksu bez wysiłku, i poezji, posiadywania tu i tam, może trochę uważnego bycia, medytacji - wszystko to na nic.
Niektórzy mogą to zrozumieć jako protest przeciw duchowi naszej kultury - jej pośpiechowi i nadmiernej celowości, ale my wiemy, że to się nie przyda nawet psu na budę. Dobre intencje i zdecydowane cele trzeba zostawić za drzwiami.

Taką wróżbę znalazłam w notesie, spisałam nie pamiętam skąd.

Mam też listę. Oto, co lubię tego lata, co mi pomaga wrócić do równowagi po ćwierćwygranej mikrobitewce z czasem i z demonem prokrastynacji:
* palenie: świeczek woskowych i kadzidełek
* miękkie masło sierpniowe: robienie czegokolwiek z masłem i potem tego jedzenie
* oddychanie
* kawa plujka z mlekiem kozim (dostępna niestety tylko na tych schodkach)
* woda z lodem
* z lodem gruziński koniak
* przytulanie
* wypisywanie zaległych faktur
* słuchanie dźwięków: grzechotek, kalimby, dzwonów, mis, ptaków i świerszczy
* pisanie i rysowanie w rozmaitych notesach, najchętniej bezmyślne
* tkaniny: cieszenie się faktem istnienia tkanin i dzianin
* praca, trochę
* pogibać się i powyginać, zwane tańcem
* śpiewanie pod prysznicem
* poćwiczyć trochę, nie za dużo
* zjeść coś dobrego, co ktoś przygotuje

Taki wgląd. Jakby ktoś przypadkiem chciał się zwierzyć ze swoich sposobów, ucieszę się więcej niż bardzo. Oraz aparat mi się zepsuł, matryca sama z siebie popękała, chyba od słońca. Ciekawe przyzwyczajenie: chodzę teraz i co i raz mam mały niepokój: a co, gdybym chciała to czy to sfotografować?

9 komentarzy:

  1. W programiku kompiuterowym Biorytmix podobny wpis pojawia się średnio raz w miesiącu, kiedy amplituda spada we wszystkich wykresach ;) Widocznie organizm ma czasem taka potrzebę niżu funkcyjnego i musi sobie pomedytować, nie zachwiewając nikomu karmy ;) uściski!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zachwiewając? ;)

    A tak źle o nim mówimy: "biomet niekorzystny"

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tak wciąż oscyluję wokół zera energetycznego, które nazywam stanem równowagi :):):)
    Wzlotów, upadków i różnorakich huśnięć brak, więc równowaga, no nie?:):):)
    Patrzę jak moją córkę cosik rozsadza i trochę mnie to przeraża, a trochę jej zazdroszczę.
    Z kozim mlekiem u mnie na schodkach też można.
    Bardzo mi się podoba Twoja lista

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Kozie mleko moja medicine :) Może nie bez znaczenia jest, że u Paulindy tę kawę trzeba najpierw własnoręcznie umielić w młynku, co najmniej 27 zakrętów w prawo, żeby było dość fusów ;)

    Magdo, równowaga tak określona to mnie jednak trochę zastanawia i intryguje - co tam się kryje, w tej ciszy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ..tam siedzi Coś i knuje, w tej ciszy :p
    do listy dorzucam loty i odpłynięcia, i rabarbar

    OdpowiedzUsuń
  6. po lotach i odpłynięciach to dopiero trzeba wracać... :)

    rabarbar !

    OdpowiedzUsuń
  7. ,do listy dodam jeszcze
    - Coś, co pochodzi tylko ze zwierząt, takie niezwykłe nitki kontaktu
    - niebo w nocy i drzewa w nocy, w ogóle obrazy nocy
    - dryfowanie (czas z całkowicie wyłączoną kontrolą, na ile to możliwe :))
    - zapachy: dojrzałe zboża, kwiaty ziemniaków, czarnego bzu, gnijących pod jabłoniami jabłek, "mądrzejącego" sera i mnóstwo innych

    OdpowiedzUsuń