Re-kreacja

Na marginesie spraw ważnych i pilnych, przestały mi się podobać moje ubrania.

Jak w każdym między-czasie, pomiędzy latem a jesienią, między teraźniejszością a przyszłością, na chwilę przestałam wiedzieć co mam na siebie założyć.

W przerwach na re-kreację - nawiasem mówiąc ciekawe słowo, prawda?, "ponowne stworzenie" - zatem, by ponownie się stworzyć, zrobiłam czystkę w szafie. Trochę rzeczy do mnie przyszło ostatnio, część drogą kupna w szmateksie i na przecenie, część drogą prezentu. Za dużo, pogubiłam się, niektóre muszą odejść. Zresztą tej czy tamtej rzeczy nigdy nie polubiłam.

Już wiem: teraz chcę nosić kolory dojrzałe i nasycone pompatycznymi nazwami, jak: bycza krew, purpura, butelkowa zieleń, stare złoto. Suknie z krótkim rękawem, ale długie, żeby nie było ani za ciepło, ani za zimo. Luźne, z materiałów miękkich i mięsistych, żeby skóra mogła czerpać przyjemność z wiatru, a mężczyźni z kształtu, którego wiatr pozwoli się domyślić. Do tego cały czas sandały, te nowe, srebrne. Cięższe pierścionki - naszyjniki nie - mocniejsze oko i czerwona szminka. Na wieczory swetry średniej cienkości, też miękkie i długie, też w sytych kolorach.

Parę odpowiednich sztuk wygrzebałam. Ale jakby ktoś miał coś takiego z swojej szafy sezonowo zre-kreowanej, przygarnę!

Na marginesie marginesu, niczym jakaś mysz, chomik, czy pająk - w przeczuciu, że nadejdą chłody - powzięłam też inną formę re-kreacji: ze starego golfu zrobiłam nową czapkę i szalik, a na drutach mam trzy roboty na raz, w tym jeszcze jedną czapkę, chustkę i koc. Może zamiast koca będzie sweter, jednak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz