Żeby sercu radość zrobić


Ścinki czasu, resztki włóczki, historia rodzinnej i zaprzyjaźnionej dzianiny pisana kolorami i gatunkiem.
Niektóre zwitki - po PRL-owsku spłowiałe i drapiące - przeleżały lata w stanie dziewiczej
przędzy. Kilka kłębków pamięta ręce babci, z innych swetry robiłam i prułam ja, siostra, ciotki,
mama koleżanki. Mama moja nie dziergała, jej królestwem był haft.
Moje upodobanie do przetwórstwa odpadów jesienią przybiera formę geometryczną, lubię
wciągać się w grę odcieni, dobierać gatunki szlachetne do nieszlachetnych tak, żeby razem zagrały
jak najcieplej i najpiękniej. Jest już koca małego pół, lub dużego 1/3, jeśli dalej rzeczy będą się toczyć
obecnym trybem, może nawet skończę przed wiosną.

A serce złamane, jednak. Jeśli ktoś ma inne sprawdzone sposoby jak się leczy,
proszę, przyjmę. Tym razem przejdę przez to jak należy, dla serca..
Tymczasem dziękuję Echu które z rana, awansem, przyniosło mi taki prezent :)
"Kintsukuroi", naprawianie złotem. Japończycy, znają się na słowach.


I od Arka

3 komentarze:

  1. Taki koc z włóczki pamiętającej babcine ręce będzie wyjątkowo ciepły. Cudny jest :)

    A na złamane serce zalecam brak myśli. I kontemplowanie tego, co jest pod ręką: koca, suchego liścia, drewna... To tak doraźnie. A później można nawet z kimś pogadać :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Emmo :)

    Brak myśli... Tak, motanie myśli w kłębek chyba najgorsze, wciąga i trudno przestać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Wszystkie moje złamania nie chciały się zabliźniać od myśli. Ale Ty już znalazłaś doskonałe antidotum: szydełko.:) Masz genialną intuicję, tylko idź za nią...

      Usuń