Instrukcja obsługi


Kiedy siedzisz z przyjacielem lub przyjaciółką, którzy są w bólu, bo ich świat już nie ma sensu, kiedy panuje zamieszanie i nigdzie nie można znaleźć odpoczynku. Czy przez jedną chwilę oprzesz się pokusie, żeby naprawiać, uspokajać, dawać odpowiedzi, a wręcz, żeby ich uzdrowić?

Czy dasz ciszę, słuchanie, swoje bycie i ciepło fizycznej obecności?

Czy przytrzymasz ich w sercu, z taką czułością, jak matka trzyma noworodka?

Czy obejmiesz ich tam gdzie są, bez potrzeby, żeby się zmienili czy przekształcili według twoich potrzeb i harmonogramu?

Czy będziesz w pobliżu, trzymając na wodzy własną niecierpliwość i dyskomfort? Czy spojrzysz im w oczy i zobaczysz siebie?

Czy zostaniesz z nimi w piekle uzdrawiania, ufając rozpadowi, wiedząc, że jesteś jedynie świadkiem jak odpada stary sen?

Czasem przez to, że nie robi się nic, wszystko zostaje odczynione, a miłość się objawia jako jedyne prawdziwe lekarstwo.



- Jeff Foster i Mat Licata

6 komentarzy:

  1. Nie potrafię być jedynie świadkiem :(
    To strasznie trudne, za trudne dla mnie!!!
    Zawsze próbuję podsuwać rozwiązania, leczyć, a dopiero później się okazuje, że to na nic. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Emmo, też jeszcze za bardzo nie umiem... Na własnym przykładzie, bardziej przeczuwam o co może chodzić

    OdpowiedzUsuń
  3. I dziękuję, że zaglądasz !

    OdpowiedzUsuń
  4. Wątpię żebym tak potrafiła kochać.
    Chyba, że miłość to nie umiejętność.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomogło mi... Jestem zaskoczona, w środę odezwał się ból, po trzech dniach takiego bycia z bólem i ze sobą, i wychodzenia z tym do niektórych ludzi, w niedzielę, moje serce wstało jak słońce.

    Bardzo jestem ciekawa co to będzie dalej.

    Nie wiem, czy to chodzi o miłość, albo czy tylko o miłość, podejrzewam, że jak ma się swoje rany nie przeżyte w sobie w leczący sposób, ale pochowane pod mechanizmami ochronnymi, to nie bardzo da się znieść ten ból u innych, musi się albo uciekać, albo chcieć leczyć, albo zaprzeczać, że boli, albo co...

    Aaale, co tu dużo gadać :) Niejeden kryzys za nami, wiele jeszcze przed ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś znałam takiego osobnika, który się radośnie krzątał wokół. Promieniował przy tym taką energią, że człowiek przy nim leczył się mimochodem i niechcący.

    OdpowiedzUsuń