Blog jak notes: głęboka demokracja oraz strategia "opiekuj się i zaprzyjaźniaj"


W przeciwieństwie do demokracji - gdzie podąża się za wolą większości - głęboka demokracja opiera się na przekonaniu, że wszystkie istniejące punkty widzenia, jakości, energie są niezbędne - jeżeli nie w tym momencie, to za jakiś czas.
Choć całość nie jest tu sumą części, rozumienie doświadczeń wszystkich części zbliża nas do rozumienia całości.

Idea wzięta z myśli Arnolda Mindella, a sformułowanie z "Baśnie i waśnie rodzinne" WARTO KLIK TU
I jeszcze:
Reakcja na stres "walcz albo uciekaj" jest wzorem, który zbadali mężczyźni na mężczyznach. Kobieca reakcja w tej sytuacji jest zupełnie inna! Jest to "opiekuj się i zaprzyjaźniaj".
Na podstawie badania psycholog klinicznej Shelley Taylor z roku 2000; za "Wysokimi obcasami extra" (w których już doprawdy nie mogę znieść jednostronnej propagandy feministycznej - ja, feministka - ale które jednak czasem opublikują coś do myślenia).

Co dziś do mnie przemawia: na gruzach Rzymu. I kto by pomyślał?

Lorem ipsum – tekst składający się z łacińskich i quasi-łacińskich wyrazów, wzorowany na fragmencie traktatu Cycerona „O granicach dobra i zła” (De finibus bonorum et malorum) napisanego w 45 r. p.n.e. Tekst jest stosowany do demonstracji krojów pisma, kompozycji tekstu w kolumnie, kolumn na stronie itp. Po raz pierwszy został użyty przez nieznanego drukarza w XVI w.

Oryginalna wersja tekstu Cycerona z pogrubionymi fragmentami używanymi do demonstracji tekstu:
[32] Sed ut perspiciatis, unde omnis iste natus error sit voluptatem accusantium doloremque laudantium, totam rem aperiam eaque ipsa, quae ab illo inventore veritatis et quasi architecto beatae vitae dicta sunt, explicabo. Nemo enim ipsam voluptatem, quia voluptas sit, aspernatur aut odit aut fugit, sed quia consequuntur magni dolores eos, qui ratione voluptatem sequi nesciunt, neque porro quisquam est, qui dolorem ipsum, quia dolor sit, amet, consectetur, adipisci velit, sed quia non numquam eius modi tempora incidunt, ut labore et dolore magnam aliquam quaerat voluptatem. Ut enim ad minima veniam, quis nostrum exercitationem ullam corporis suscipit laboriosam, nisi ut aliquid ex ea commodi consequatur? Quis autem vel eum iure reprehenderit, qui in ea voluptate velit esse, quam nihil molestiae consequatur, vel illum, qui dolorem eum fugiat, quo voluptas nulla pariatur?
[33] At vero eos et accusamus et iusto odio dignissimos ducimus, qui blanditiis praesentium voluptatum deleniti atque corrupti, quos dolores et quas molestias excepturi sint, obcaecati cupiditate non provident, similique sunt in culpa, qui officia deserunt mollitia animi, id est laborum et dolorum fuga. Et harum quidem rerum facilis est et expedita distinctio. Nam libero tempore, cum soluta nobis est eligendi optio, cumque nihil impedit, quo minus id, quod maxime placeat, facere possimus, omnis voluptas assumenda est, omnis dolor repellendus. Temporibus autem quibusdam et aut officiis debitis aut rerum necessitatibus saepe eveniet, ut et voluptates repudiandae sint et molestiae non recusandae. Itaque earum rerum hic tenetur a sapiente delectus, ut aut reiciendis voluptatibus maiores alias consequatur aut perferendis doloribus asperiores repellat



Zanim przejdę do tłumaczenia - kto by pomyślał? Lorem ipsum, dzięki komputerowym narzędziom powielania tekstu dostępne dla każdego. Tymczasem, niczym kapitel rzymskiej kolumny, od kulis przytrzymujący tło w teatrze nowoczesności, kryje ideę, zapomniany klucz do wyjaśnienia powszedniego naszego znoju europejskiego.

"Muszę jednak wyjaśnić w jaki sposób zrodziła się ta mylna idea potępiania przyjemności i wychwalania bólu; i zdam wam pełną relację o systemie, a także objaśnię właściwe nauki wielkiego odkrywcy prawdy i mistrza - budowniczego ludzkiego szczęścia. Nie ma zatem takiego człowieka, który kocha cierpienie samo w sobie, kto by do niego dążył lub chciał go doświadczyć, tylko dlatego, że jest to cierpienie, a dlatego, że czasami zdarzają się takie okoliczności, w których to cierpienie może doprowadzić go do jakiejś wielkiej przyjemności. Dając przykład banalny: któż z nas kiedyś nie podejmował się trudnego wysiłku fizycznego mając na względzie uzyskanie z tego korzyści? Kto ma jakiekolwiek prawo obwiniać człowieka, który wybiera przyjemność nie wiążącą się z przykrymi konsekwencjami, albo tego, kto unika takiego cierpienia, które nie prowadzi do przyjemności?
Jednocześnie potępiamy ze słusznym oburzeniem i czujemy niechęć do ludzi, którzy są tak owładnięci urokami nietrwałej przyjemności, tak zaślepieni jej pragnieniem, że nie dostrzegają, iż następstwem ich postępowania będą z pewnością cierpienie i trudności; podobnie obwiniać należy tych, którzy nie wywiązują się ze swego obowiązku ze słabości woli, co jest tym samym, jakby powiedzieć, że uchylają się od trudu i bólu. Te przypadki są bardzo proste i łatwe do objaśnienia. W wolnej godzinie, kiedy nasza zdolność wyboru nie jest skrępowana i kiedy nic nam nie przeszkadza, by robić to, co najbardziej lubimy, każda przyjemność jest najmilej widziana, a każdego bólu należy unikać. Jednak w pewnych okolicznościach, gdy woła nas głos obowiązku lub nasze zobowiązania, często się okaże, że przyjemności muszą zostać odrzucone, a niedogodności przyjęte. Mądry człowiek w tych sprawach zawsze kieruje się regułą wyboru: odrzuca przyjemność, by zapewnić sobie większą, albo wytrzymuje ból, by uniknąć gorszego bólu".



Misz masz niskie i wysokie. Parę lat w telefonie

Na koniec roku wszędzie porządki. Zanim odkryłam, że zdjęcia z mojego nowego - wówczas, onegdaj - telefonu, da się przenieść na inny nośnik za pomocą zwykłego kabla do USB. Niewielka pamięć zapełniła się szybko, zatem zanim to odkryłam, kiedy chciałam coś uwiecznić, musiałam wyrzucić coś już uwiecznionego. Z preselekcji, jeszcze selekcja.

Hmmm... Czasem zastanawiają mnie moje wybory... Jak na przykład teraz, zamiast kończyć tekst, nad którym siedzę do późna, bawię się blogiem i telefonem.

Co dziś do mnie przemawia i za mną chodzi: a w samym środku jest muzeum grozy


Było to przedwczoraj. Siedziałyśmy późną nocą z przyjaciółką, która przechodzi przez bardzo trudne rozstanie z mężem. Nadużywałyśmy grzańca galicyjskiego, była pyszna domowa pizza jako baza pod zwierzenia i wynurzenia. W którymś momencie ona powiedziała coś o tym, że się stara się trochę mniej martwić o dzieci, bo zrozumiała, że nawet, jeśli stanie im się krzywda, to jest tylko element ich całego życia. Od siebie dodam: życia, które jest pełne światła, pięknych przyjaciół, mglistych poranków i innych piękności, wystarczy tylko je widzieć.

Nie wiem, czy też tak macie? Że najważniejsze dla mnie prawdy są banalne, słyszałam je wiele razy, a kiedy przychodzi moment, że mogą dotrzeć - co poznaję po uczuciu radości w brzuchu - są jak objawienie.

I tak, dzisiaj obudziłam się z pieśnią na ustach:
Kazimierz Wierzyński, słowa: Jacek Kaczmarski, moje ulubione wykonanie: Strachy na Lachy KLIK TU

Lubię mieć odrobinę tła, oto ono. Pieśń powstała na cześć poety Kazimierza Wierzyńskiego.
Wierzyński debiutował w 1913 wierszem Hej, kiedyż, kiedyż. Właściwym debiutem, który zdobył mu rozgłos, był tomik Wiosna i wino, z radosną i entuzjastyczną tonacją lirycznych wyznań. Nastrój entuzjazmu i radości dominuje także w kolejnym zbiorze Wróble na dachu. Później entuzjazm zaczyna przygasać, a jego miejsce zajmuje refleksja nad złożonością natury życia i świata: tomiki Wielka Niedźwiedzica - z cyklem wierszy wojennych z lat 1914–1918 - Pamiętnik miłości, Rozmowa z puszczą. W kolejnych tomach, Pieśni fanatyczne i Gorzki urodzaj, Wierzyński przedstawia katastroficzną wizję współczesnej cywilizacji.

Na tym tle odrębnym zjawiskiem jest Laur olimpijski opublikowany w 1927, który jest poetycką projekcją przeżyć i emocji sportowych, a za który poeta otrzymał złoty medal w olimpijskim konkursie sztuki i literatury w Amsterdamie w 1928 roku. Temu właśnie aspektowi życia i twórczości Wierzyńskiego poświęcony jest wiersz Kaczmarskiego.

Co w tym jest dla mnie? Chyba tak podchodzę do życia w tym momencie jak przedstawiono w wierszu, mniej więcej, z kilkoma korektami i niewiadomymi... Ważna jest czwarta zwrotka: "A w samym środku jest muzeum grozy [...] I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal, w ostatnim skoku w nieskończoną dal". Kaczmarski pisząc o Wierzyńskim "muzeum grozy" dostrzega w polityce. W 1938 roku, w przeddzień Drugiej Wojny Światowej najzupełniej słusznie; "czarne polonezy, stroje i ustroje" były bardzo słyszalne i widoczne. Czy obecnie?

Z pewnością niepojęte "muzeum grozy", to także miejsce osobistego zranienia pojedynczego człowieka. W jaki sposób z tej rany powstają horrory gospodarcze, społeczne, polityczne? Nie byłabym sobą, gdybym nie miała na ten temat teorii, a przynajmniej kilka przyczynków ;), jednak zostawię je dla siebie.

Oddajmy głos poetom:

Kazimierz Wierzyński

Kielich pór roku zgłębiając wielekroć
Dotrzesz do Stanów Zjednoczonych Duszy
Kiedy sprzeczności się ze sobą zetkną
Jedno pragnienie nieodmiennie suszy:
Zgubić za sobą ból gorycz i żal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal.

Unieść się ponad spiekotę epoki
Śmignąć ścianom dymów z jednego odbicia
Przeskoczyć wieczność w jednym mgnieniu oka
I pobić rekord świata w długości przeżycia
Opaść w zaświecie jak świetlisty szal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Zaświat wygląda jak przedświat dziecięcy:
Jeśli wojna to tylko - z błękitem - zieleni
Popłoch - jedynie słonecznych zajęcy
Jeśli stronnictw rozgrywki - to stronnictw strumieni
Jeśli ofiara - to z wiatru i fal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

A w samym środku jest muzeum grozy
Czarnych polonezów strojów i ustrojów
Poustawianych w nierozumne pozy
Jak płomieni języki zastygłe w podboju
I nikt nie pojmie szeptu ciemnych sal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal

Zaświat to przecież - Kresy naszych marzeń
- Rajów utraconych w dzieciństwie rubieże
Gdzie z kapeluszem w ręku mówią Twarze
- Miło Pana ujrzeć Panie Kazimierzu!
Gdzie uroczyście trwa najwieksza z gal
W ostatnim skoku w nieskończoną dal...

Co dziś do mnie przemawia: Kyrie Eleison

 W. A. Mozart - Mass In C Minor; K 427, Kyrie  KLIK TU

Za pośrednictwem Polskie Radio II KLIK TU.
 
Kyrie, transliteracja greckiego Κύριε (Kyrie), wołacz od Κύριος (Kyrios), co oznacza "pana, Pana, mistrza". W religijnym kontekście czasem tłumaczone jako "Bóg".
Fraza Kyrie Eleison, tłumaczona jako "Panie, zmiłuj się", jest jedną z najczęściej powtarzanych w liturgii prawosławnej, w litaniach.
Modlitwa jest również jedną z najważniejszych w wielu zachodnich denominacjach chrześcijańskich. Potrójna inwokacja Kyrie Eleison, Chryste Eleison, Kyrie Eleison jest częścią mszy w obrządku katolickim.

Słucham tej muzyki, w polskim radiu, które jest dosyć porządne i cieszę się, że mogę powiedzieć: to moja tradycja, moje korzenie. Chociaż PiS straszy wprowadzeniem podatku bankowego, co gdyby się stało, oznaczałoby, że płaciłabym wyższą ratę kredytu i miałabym mniej pieniędzy do zadysponowania zgodnie z moją wolą. I jeszcze podobno jeszcze mocniej chcą opodatkować osoby prowadzące własną działalność gospodarczą, czyli mnie. Kyrie Eleison :)



Wychowali ją

Wychowali ją, żeby taka nie była już. A ona znowu jest taka dokładnie. Po h** ta terapia.

Trawnik pełen przepychu

Dwie sarny i bażant. Może nawet zając
Złe czereśnie plują pestkami

Trawnik             pełen przepychu


Cytat z Albrychiewicza

Cytat z Albrychiewicza: "Czas dzięki temu płynie".

Pieniądze idą jak mrówki.

Za dużo słów. Lepsze jedno drobne

Prujemy do przodu, szyjemy na wspak.
Trzeba pewne rzeczy powiedzieć sobie na nowo.

Wzbraniam się przed tym kiczem

i
Pisku pisku pisk
Śni pod miotłą Mysz

ii
Mięciutki Misiu
gdzie twoja Stal?


In the eye of the beholder. Zjawiska optyczne

"Wielka księga chmur" donosi: "Tęcza jest zjawiskiem optycznym, nie istnieje w jakimkolwiek sensie materialnym. Oko każdego obserwatora tworzy sobie swoją własną indywidualną tęczę, która jest zawsze dokładnie naprzeciwko słońca, z obserwatorem stojącym na linii słońce-środek tęczy".

Wybaczcie ignorancję: nie wiedziałam! Myślałam, że jest tam fizycznie, istnieje jako światło rozwieszone na mikrokropelkach pary wodnej.
Hmm... Nie istnieje w sensie materialnym, ale można sfotografować na kliszy, złapać światło w materiał światłoczuły i wtedy istnieje, właśnie w tym materiale? A fotografia cyfrowa nie byłaby nośnikiem istnienia tęczy w sensie materialnym, bo obraz z pikseli to też zjawisko optyczne?

Zaniepokoiłam się. Zatem wiele z tego, co mnie zachwyca, to zjawiska optyczne, istnieją w oku obserwatora, bez nośnika materialnego? Zatem robienie fotografii jednak miałoby jakiś sens? Inny, niż mi się wydawało?


"Wielka księga chmur", bogato ilustrowana fotografiami zjawisk atmosferycznych. Richard Hamblyn, Wydawnictwo RM, Warszawa 2010

Tęcza nad Zabłociem uchwycona w pikselach w Roku Pańskim 2012, na prywatny użytek okrzykniętym rokiem wielokrotnej tęczy KLIK TU


Grudzień. Dziewczyny Kieślowskiego i Idziaka


Kiedy tego słucham, czuję się jak dziewczyna Kieślowskiego i Idziaka.
Jakoś ostatnio, niespodziewanie, ten świat mnie zabrał
i teraz wszędzie widzę kadry, kolory, światło, które rejestrował Idziak
-- jak wiemy, Mistrz Filtrów nakładanych na Obiektyw.
A moje życie ogląda się jak film, kiedy patrzę na nie przez pryzmat
dylematów Mistrza Kieślowskiego.
W pewnym sensie naturalne, bo nie dość, że Kraków, że przedzimie,
to mieszkam w dzielnicy wciąż jeszcze malowniczo podniszczonej, 
która w pewnym świetle, niektórym oczom, przypomina Paryż
-- choć w innym świetle, innym oczom, i w zdecydowanie innej porze roku,
objawiła się jako polskie Miami ;)
I mamy wolność, i kawiarnie, gdzie można by spędzać przedpołudnia.

Gdyby ktoś chciał sobie na to pozwolić.

Ich zdaniem najbardziej rozpoznawalne filmy 
z twórczości znakomitego naszego reżysera 
 Niektóre po rekonstrukcji cyfrowej.

Na marginesie: studio Filmowe TOR powstało w 1967 roku.
Do chwili obecnej wyprodukowało ponad 100 filmów fabularnych,
które udostępnia widzom na swoim kanale YT KLIK TU.
Można też obejrzeć wyekstraktowane same najlepsze sceny polskiego kina.

Jak nie kochać tego pokopanego kraju? :)

Co dziś do mnie przemawia i bardzo cieszy, jako pochodzące z własnej tradycji

Moja tradycja, choć niestety nie mój język. Notuję tu sobie jednak, pół publicznie, żeby nie zapomnieć, jako kontynuację rozważań po co psychoterapia.

KLIK TU Moim zdaniem bardzo dobry wywiad o tym, jak nierozwiązana trauma związana z nadużyciem przeszkadza w praktyce duchowej, a z drugiej strony, jak praktyka duchowa pomaga w leczeniu, kiedy już się je podejmie.
Uważam, że wywiad jest dobry, na podstawie moich własnych eksperymentów i doświadczeń - co na tej drodze uznaję za pomocne.

Rozmówcą Tami Simons jest James Finley KLIK TU, człowiek, który w wieku 18 lat wstąpił do klasztoru, zostawił go, a następnie w toku swojej drogi został psychologiem klinicznym zajmującym się pracą z nadużyciami. Jest autorem książek takich, jak Chrześcijańska Medytacja i Serce Kontemplatywne.

Tu się żyje

Tu jest wieś.
Ludzie się wypłaczą
i zapomną.
I tak ma być.

Tu się nie pamięta dat,
tu się żyje.

Światłolistopad

Jakiś czas temu zlikwidowałam konto na FB.
Gdy się otrząsnęłam, ze dziwieniem pytałam siebie: co mnie skłaniało do publikowania informacji takich na przykład, jak to, że ugotowałam dobry szpinak???

Chyba już wiem co, czym chciałam się dzielić: jedzenie mi smakuje, mam też ochotę gotować, kiedy czuję się żywa. Wtedy chcę ten świat wciągać w siebie, na wszelkie dostępne mi sposoby.

Odkrywam ze zdziwieniem, że czuję się żywa tej jesieni, od szpiku, do naskórka. Odkrywam, że kocham ten listopad, w smogu i pod płaszczem chmur. Kocham to, że przyjaciół i bliskich, których rzadko widuję, albo wręcz ogóle, mogę znaleźć w sobie, w tęsknocie. Kocham koszulki z jedwabiu, za duże swetry, szaliki i nową kurtkę typu kołdra. Kocham smaki i kolory zebrane, zawekowane, zasuszone, zakonserwowane z lata i jesieni, i świeży chleb z masłem, i smażony boczek, i to, że na Krakowskiej można kupić do butelki mleko z mlekomatu. Kocham boczne lampy i powierzchnie, w których one połyskują. W tym listopadzie znajduję wiele rzeczy, w których odbija się moje wewnętrzne ciepło i światło. Które jest. Się znalazło.

Kolor purpury wciągam z cynamonem i pieprzem kajeńskim

Nie pytajcie jak do tego doszło.
W każdym razie dziś spłynęła na mnie łaska gotowania - w wąskim spektrum kolorów.
Zrobiłam pastę z czerwonej fasoli i czerwoną kapustę na ciepło.
Do jednego, jak i do drugiego - obok innych składników - sypnęłam: cynamon, pieprz kajeński i rodzynki. Oto moje listopadowe harmonie barw i smaków.
Nie pytajcie jak.


PS: Czy ktoś z Wielce Szanownych chciałby się może podzielić sprawdzonym przepisem na sos do sałatki coleslaw?

Po co komu psychoterapia?

Od jakiegoś czasu zamierzam napisać o moich doświadczeniach z psychoterapią: dlaczego, po co, co z tego mam? Myślałam o obszernym wynurzeniu, ale będzie krótko, bo też i mój proces odkrywania - co to jest jest i czemu właściwie korzystam z psychoterapii idąc moją drogą - jeszcze się nie objaśnił do końca.

Krótko, w moim doświadczeniu:
1. Po przekroczeniu XX par butów w stanie posiadania kolejna para nie wnosi trwałej wartości. Sesja psychoterapeutyczna wnosi, więc bardziej się opłaca wydać na to pieniądze, niż sobie kupić jeszcze jedne buty.

Przy czym: XX jest liczbą indywidualną dla osoby, a buty symbolizują wszelkie dobra materialne.
Przy czym: trzeba sobie znaleźć terapeutę, która/który faktycznie jest nią/nim dla mnie.

2. Ścieżka duchowa nie zastępuje psychoterapii. Psychoterapia nie zastępuje ścieżki duchowej. Moim zdaniem warto mieć obydwie.

Dlaczego? Istotą i sercem psychoterapii jest powierzenie się innej osobie - człowiekowi - w swoim najtrudniejszym i najgłębiej ukrywanym zranieniu. Ważne, żeby to był człowiek, nie Bóg, czy jak nazwiemy kontakt ze sferą duchową, siłą wyższą. Znaleźć w sobie zaufanie do drugiego człowieka. Znaleźć w sobie zaufanie do Boga. Nie to samo, i podejrzewam, że jedno nie zastępuje drugiego, ani w te, ani we wte. I przede wszystkim: rozróżnić komu/ czemu ufać, a komu/ czemu nie, w jakich okolicznościach.

3. Ludzie na ogół uczą się funkcjonować tak, żeby nie dotykać tego najgorszego, najbardziej nieznanego - a zatem przerażającego - w sobie. Tak miałam i ja. Czasem są to rozwiązania całkiem konstruktywne, jednak to małe "ale" zostaje gdzieś, ćmi.

4. Psychoterapia nie jest po to, żeby w sposób bezpośredni rozwiązać codzienne trudności i bóle, ani nie po to, żeby przekształcać życie w obrazek radosny jak z żurnala. Praktycznie rzecz biorąc, chyba nie ma co liczyć, że to najgorsze, najgłębiej ukrywane zranienie się uleczy. Jednak, mogą zacząć z niego wynikać dobre rzeczy. Które się układają piękniej, niż mogłabym wymyślić z poziomu "małego ja" ...

I tu się otwiera nowy kawałek ścieżki przede mną, jeszcze nieznany, więc się nie będę wymądrzać :)

Co dziś do mnie przemawia: poświęć chwilę

Poświęć chwilę
na listopad



Wzięte od Jyoti KLIK TU
Przypomniało mi się też pierwsze moje zetknięcie z haiku, cienka książeczka wygrzebana na tylnej półce szkolnej biblioteki. Do dzisiaj pamiętam:
Już zmierzch jesieni
Na suchej gałęzi drzewa
Posępny siedzi kruk




Algebraiczne porażenie zmysłów



Wydziergane na marginesach czasu zeszłej zimy.
Tej jesieni zeszyłam kwadraty.

Tradycyjny wzór szydełkowy. Myślę, że służył do wykorzystania resztek włóczki i do ponownego użytku włóczek poprutych ze starych robót.
Wykorzystałam przekrój włóczek przez blisko stulecie: od babcinych resztek, poprzez zasoby PRL-owskie mamy mojej i zaprzyjaźnionych, po poprute współczesne roboty moje i cudze.
Ton nadał sweter ze szmateksu. Sądząc po workowej formie i staranności roboty, wykonała go jakaś Frau. Miał bardzo ładny kolor i miękkość włóczki.

Zaczęłam od wybrania resztek harmonizujących z podstawą.
A potem zaczęła się... No dobrze, nie zawaham się użyć tego słowa - orgia algebraiczna. Kiedy podstawowy prosty wzór permutował pod szydełkiem w nieskończoną liczbę wariantów, wydobywających najróżniejsze harmonie - czasem uciekające w dysharmonię - z kolorów, odcieni i rodzajów włóczki. Kiedy włóczki, które nie podobały mi się same w sobie, znajdowały sąsiedztwo, wydobywające ich szczególną urodę.

Jeśli któraś kombinacja szczególnie mi się podobała, powtarzałam kilka razy. Inne są pojedyncze.



Efekt ktoś mógłby nazwać chaosem, wiem. Dla mnie jest to czysta radość: poddawać się harmonii barw i odczytywać porządek ukryty na kilku płaszczyznach. Jest kilka pomyłek na każdej z płaszczyzn, zgrzytają, ale będę musiała z nimi żyć :)
Patrzenie na kolory ogrzewa samo w sobie, dzieło jest ekwiwalentem kominka. W konsystencji trochę przypomina derkę, wersja "koc miękki" jest w sferze planów.

Myślę też o wydzierganiu sobie takiego płaszcza, w spokojniejszej gamie barw.

Gustav Klimt "Śmierć i miłość"

Co dziś do mnie przemawia: look at my Monkey Heart

Małpie Serce: Stan wewnętrznego zamieszania i chaosu, jaki emanuje z serca, w którym nie ma klarowności. Zalane i przytłoczone nieuleczonymi i nierozwiązanymi emocjami, małpie serce skacze z drzewa na drzewo, emocjonując się bez ugruntowania, tańcząc w pomieszaniu. Często błędnie interpretowane jako małpi umysł (który bywa nie czym innym, jak symptomem małpiego serca), małpie serce może znaleźć odbicie w niespokojnym umyśle. Aby uspokoić i wprowadzić klarowność do małpiego serca, można korzystać z praktyk uważności serca - jak uwalnianie emocji, ściąganie zbroi, bomby głębinowe, otwieracze serca. Poddając się lekcjom obowiązkowym w Szkole Pukania Serca - szkole życia - serce staje się bardziej przytomne i obecne w danym momencie. Poprzez bramę serca, w którym jest klarowność, świadomość zagnieżdża się w obecnym momencie, zapraszając inne nasze aspekty, by weszły w stan świętej równowagi.

Jeff Brown

Znajdź robala


Co dziś do mnie przemawia: przeprosiny

Jeff Brown, kanadyjski autor piszący o rozwoju duchowym, przedstawiciel hardkorowej duchowości nowego pokolenia. Hardkorowej, w sensie takim, że są to przemyślenia i przeżycia ludzi, czerpiących z różnych tradycji duchowych, którzy sporo chadzali ciemnymi ścieżkami, jak uzależnienia, depresje, trudne związki - np. z guru, jak w przypadku naszego bohatera. Były prawnik specjalizujący się w prawie karnym, psychoterapeuta, wreszcie poczytny autor książek i bon motów o rozwoju duchowym.

Poniższy tekst jest zły - kiczowaty, naszpikowany słabo zrozumiałą terminologią psychoterapeutyczną i duchową, słabymi metaforami. A jednak go uwielbiam. Nauczyłam się w życiu działać jak mężczyzna i czytam ten tekst, jakby dwie strony mnie samej rozmawiały ze sobą.

Ale też chciałabym takie słowa usłyszeć od mężczyzny.

I ucieleśniać kobiecość, do której takie słowa mogłyby być skierowane.

W anglojęzycznych mediach społecznościowych związanych z rozwojem duchowym "Przeprosiny" zrobiły furorę. Polskiego tłumaczenia nie znalazłam, więc zrobiłam własne. Równie złe, jak sam tekst. Na razie wrzucam jak jest, w wolnej chwili choć odrobinę doszlifuję.
Przeprosiny dla Boskiej Kobiecości
(od wojownika w trakcie przemiany)
Przeczytaj całość KLIK TU

Co dziś do mnie przemawia: kraj mlekiem i miodem

Modlitwa afirmacyjna dla nieoczekiwanego błogosławieństwa

Żyję wśród nieskończonej obfitości.
Obfitość Ducha jest moim nieskończonym źródłem.
Rzeka dobrych rzeczy Życia nie przestaje płynąć.
Płynie przeze mnie, gdzie ma szczodry wyraz.
To, co dobre znajduje do mnie niespodziewane drogi dostępu.
Duch działa na wiele sposobów, żeby mnie błogosławić.
Teraz otwieram serce i umysł, żeby przyjąć moje dobro.
Gdy Duch jest moim źródłem, nic nie jest zbyt piękne, aby być prawdziwym.
Cudowne rzeczy zdarzają się mnie, we mnie i wokół mnie.
Oddaję się życiu, wolna i bez lęku, a życie mi się zwraca z fantastyczną nadwyżką.
Błogosławieństwa przychodzą z każdego kierunku, z jakiego się spodziewam i nie spodziewam.
Duch mnie utrzymuje, gestem hojnym i wspaniałym.
Wypełnia mnie radość, pokój i wdzięczność.
Dziękuję, Kochający Duchu!



Asceza jest świetna, pokonywanie trudności jest super, ale...

Równie dobrze jest się czasem poczuć wypieszczonym dzieckiem Wszechświata.
No bo czemu nie??? :)

Królowa kiczu powraca, z produkcją


Królowa kiczu powraca, z produkcją zatytułowaną "Ciemna strona".
Podkładka pod kubek z napojem, gorący, dwustronna.
Ciemna strona podkładki wzbogacona brokatem.
Obwódka biała - nie czarna lub brokatowa - wynikła z właściwości włóczki.
Jednak moim zdaniem ciemna strona wyszła dobra, słodka jak serce z piernika ;)
Zdjęcie nie oddało uroku, i nie odda, więc się nie przejmuję, że złe.

Pour hds KLIK TU :*

Co dziś do mnie przemawia: długie gotowanie

"Naszej kultury nacisk na tryumfalną część historii, gdzie mocujemy się z przeciwnościami, by heroicznie wznieść się w krótkim czasie, to dla nas wszystkich niedźwiedzia przysługa. Pomija długą i bolesną część historii, gdzie jesteśmy gotowani w płomieniach, a nas samych -- podczas, gdy spopielają się nasze ukochane rzeczy -- świat pozostawia daleko w ogonie."

Toko-pa Turner

Co dziś do mnie przemawia i co rozpoznaję jako swoje doświadczenie

Jednym z podstawowych aspektów [...] jest ponowne włączenie ludzkiej egzystencji w cykle życia planety. Ten proces ma ogromny wpływ na tworzenie przyszłych warunków do życia i ekosystemów, a także dostępu do wody i energii. Są one ze sobą powiązane ze sobą poprzez przekaz informacji na poziomie subtelnej energii, jakiego jak na razie nie obserwujemy w świecie zmechanizowanym.
Motto organizacji TerraDeva w kooperacji  ze wszystkimi żywymi istotami:

Wyślij przed sobą miłość i dopiero wtedy dotykaj.
Wyślij przed sobą błogosławieństwo i dopiero wtedy dotykaj.
Wyślij przed sobą radość i dopiero wtedy dotykaj.
Wyślij przed sobą pozdrowienia i dopiero wtedy dotykaj.
Wyślij przed sobą dobrą wolę i dopiero wtedy dotykaj.
Wyślij przed sobą życzenie zapoznania się i dopiero wtedy dotykaj.
Wyślij przed sobą życzenie podzielenia się i dopiero wtedy dotykaj.

Oda do ciepłego napoju*

O coffee
O tea
O espresso
O cafe latte
O macchiato
O cappuccino
O hot chocolate


* Poczytane na papierowym kubku w PKP


Co dziś do mnie przemawia

By doing, we learn. With study, we refine. Through dreaming, we create. And in loving, we fulfill.
Robiąc, uczymy się. Studiując, nadajemy klarowość. Przez śnienie, tworzymy. A w miłości, spełniamy.

Don Oscar Miro-Quesada, cztery klucze w tradycji Pachakuti Mesa

Myślę




Myślę o Staszku kiedy robię takie zdjęcia.
Czy by mu się podobało.

Co dziś do mnie przemawia i coś wyjaśnia

W starożytnej literaturze jest wiele odniesień do rozróżnienia pomiędzy duszą a duchem. To jest ważna rzecz do rozważenia.

Mówiąc ogólnie—jak ja to rozumiem—"duch" widziany jest jako skupiony na przekroczeniu ograniczeń naszego osobistego życia, związanego z czasem i konkretnego. Jest zafascynowany przyszłością i chce poznać znaczenie wszystkiego. Lubi naciągać, a czasem całkiem łamać prawa natury, poprzez technologię lub modlitwę. Jest związany z idealizmem, ambicją, a także koniecznie z podejściem do życia, które inspiruje i daje satysfakcję.

Dusza, z drugiej strony, czuje się bardzo dobrze z tajemnicą i z niewiadomym. W duchu staramy się o transcendencję kondycji ludzkiej. Z duszą próbujemy wejść w nasze człowieczeństwo i w pełni je zrealizować.

don Oscar Miro-Quesada z peruwiańskiej tradycji szamanistycznej Pachakuti Mesa

Co dziś do mnie przemawia: karteluszki



Dla przypomnienia, zapisuję sobie.
Łączę rzeczy, które lubię: rysowanie, robótki ręczne, krótkie słowa
oraz element dywinacji (karteluszek można wyciągać na chybił trafił).

Zajrzyj do mojego notesu: wysoko w górach śnieg



PS: Wpis umieszczałam wczoraj. Dzisiaj rano zaglądam za okno, a śnieg jest tam. 12 października, w królewskim mieście Krakowie.

Co dziś do mnie przemawia



* Dom to miejsce, które przyjmuje to, co masz do podarowania.
Sentencja pozuje ze ślimakową miseczką z wypalanej gliny, przepięknie szkliwioną w środku, autorstwa Arka z Pracowni Arenda.
A także:
"Rzecz dziwna, w pokonaniu kryzysu związanego z kartezjańskim sposobem myślenia pomogła mi znajomość fizyki. Pewien jej dział, tak zwana "fenomenologiczna teoria nieodwracalnych, sprzężonych procesów", nasunął mi pomysł, żeby przeżycia człowieka wyrażać w sposób niezależny od tego, jak one się wydarzyły. Lubiłem ten dział fizyki, ponieważ przypomina mi starożytne szkoły tajemne. Traktuje zdarzenia fenomenologicznie; procesy zachodzą, łączą się i sprzęgają, nawet, jeśli nie możemy jeszcze powiedzieć jak lub dlaczego.
To było dla mnie: pracować z tym, co się wydarza, zamiast próbować wyjaśnić jaki był tego początek! Być może idea początków jest tylko jedną częścią rzeczywistości. Może jest jakiś komplementarny pogląd, który mówi, że nic nie ma początku; wszystko po prostu istnieje".

Amy i Arnold Mindell, "Tyłem do przodu. Praca z procesem w teorii i praktyce"

Co przemawia do mnie dziś, a zawsze wzrusza

PS na początku: I nie wiem, co mam robić z takimi tekstami i tym wzruszeniem... Z jednej strony myślę, że to nierealne marzenie dziewczyny, realni mężczyźni i realne kobiety są jacy są.
Jednak skoro wzrusza, to niech to wzruszenie będzie. Jako wskazówka może?

Szanujmy wstydliwe tęsknoty :)


Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę – naprawdę ją pokochaj.

Młoda, albo zagęszczenie uprzejmości

Ja (wracam do sklepu z zielonym wiechciem w jednej dłoni i z paragonem w drugiej): Przepraszam, ale pani mi skasowała korzeń pietruszki.
Sklepowa (ze świętym oburzeniem oraz autentycznym przekonaniem do swojej racji): A co to jest?!?
Kolejka (chórem): Nać.

Kobieta (płaci za zakupy przy kasie): Dziękuję. Bardzo mi było miło na panią patrzeć.


***
????? :D :D :D Takie sytuacje tylko pod muzeum Kantora.

Przed zderzeniem z agresywną asertywnością młodej kobiety było preludium: starsza pani mnie wpuszcza do kolejki - pod pretekstem że się spieszę, a ona sobie chce spokojnie powybierać wędliny i sery.

Aż sobie przekręciłam stopę z wrażenia wobec subtelności sytuacji :D

Przyjemny październik

Pietruszka (aromat)
Wybór różnych śliwek
Świeże orzechy włoskie
Rześkie poranki
Kiedy około południa się rozchmurza
Wciąż jeszcze słońce
Ciepłe szale
W pracy skończyć kilka rzeczy dużych i trudnych

Co dziś do mnie przemawia: modlitwa opowiadacza

Modlitwa

Niech mnie weźmie dobra wizja
Niech łaskawa wizja mnie złapie i poruszy
Niech przyjdzie głęboka i pełna wizja, i otworzy się wkoło mnie
Niech wizja pełna blasku objaśni mnie i obejmie
Niech się obudzę w środku nowej opowieści
Niech się obudzę w pięknej opowieści
Niech cudowna opowieść mnie znajdzie
Niech dzikość czyniąca piękno wzrośnie między parą kochanków
wzrośnie między moją formą, a formą gruntu, który mam pod nogami,
między moim ciałem, a ciałem tej ziemi 
tutaj i teraz,
tego dnia
Niech poznam smak czegoś, co jest święte.

Dawid Abram

Wrzesień. Marina medicina

Wygląda jakby na fale padał deszcz
światła z ćwiartki księżyca.
Ostry krzyk mewy budzi mnie z bólu
jak ze snu.

Nie przejdzie mi, dopóki się nie wkurwię
i nie wykrzyczę co o nich myślę.

Zapora na zatoce otwiera się w mroku
ruchem niedostrzegalnym.
Zbyt chłodno, żeby czekać
aż nadpłynie statek.

Babie lato. Stara medycyna

Kiedyś wypisywałam się tutaj, jakbym się zwierzała nieznajomym w pociągu: z serca, i pojechało w świat. Wiedziałam, że znajomi albo mają lepsze sprawy do roboty niż tu zaglądać, albo nie rozumieją, więc mogę coś popleść swobodnie. Teraz sytuacja być może się zmieniła? A może nie. Trudno, ryzko. To moje miejsce do pisania i innych dziwnych rzeczy.

***
I tak. Wróciło ciepło, i słońce takie, że nad Wisłą można na chwilę ściągnąć koszulkę. Wyciągnęło mnie z domu i krok po kroku znalazłam piękne miejsce.

Za starą piaskarnią, gdzie rzeka zaczyna dziczeć, ktoś - wędkarz, motorowodniak, mors? - zbudował drewniane schodki schodzące z łąki, jak pomost, do rzeki.
Za schodkami woda zrobiła się spokojna i narosło trochę rzęsy wodnej i wodorostów. Wyobrażam sobie, było tak: sadzonka rzęsy podróżowała z biegiem rzeki. Któregoś dnia fala zaniosła ją w miejsce za schodkami i zostawiła. Łodyżka i wodne korzonki zadrżały, rzęsa prawie się przeciągnęła. Gdyby umiała abstrahować i werbalizować powiedziałaby - Tak. Dom - I zaczęło się rozmnażanie; to rzęsa robi, gdy nie podróżuje.

Błogość. Widzę, że gdybym była ważką, mogłabym lądować na zielonym płaszczu rzęsy. Gdybym była pająkiem nartnikiem, w ogóle zasuwałabym po wodzie, luz. A gdybym była ślimakiem, mieszkałabym ze sporą rodziną zakomponowana niezwykle elegancko, na suchych badylach na brzegu.

Gdy siedziałam na schodkach w rzecznym mikroogródku i obserwowałam żyjątka (Żyjątka! Urocze słowo; wszyscy jesteśmy żyjątkami) wróciła do mnie piosenka. Moje stare lekarstwo, z czasów, kiedy rzeka w mojej rodzinnej miejscowości był jeszcze żywa i czysta, tak więc siadywanie na kamieniach przełomu nie łamało serca.

Siadałam nad rzeką na tą rzeką i śpiewałam ją KLIK TU, żeby sobie pomóc, puścić bolesny uścisk, pozwalając, żeby żale, roszczenia i strzępki rozwianych marzeń spływały z biegiem wody.

Niech się stanie. Zauważyłam, że zbieram piosenki jak lekarstwa. Lekarstwa, bo pozwalają wyrazić emocje, reakcje, uczucia dla mnie w inny sposób bardzo trudno wyrażalne, uwolnić je z ciała, zanim się przekształcą w symptomy.


Człowiek z Allianza

Człowiek z Allianza jest aniołem. Słowo daję.

Spotykam takie obecności wśród urzędników bankowych, państwowych, wśród barmanów.

Co dosłownie znaczy "koić"? "Podnosić na duchu" znaczy, że nagle widzę, że sufit jest za niski.


Jesień. Wawel dla Polaków

Jesień przyszła w zeszły czwartek - o ile dobrze pamiętam.
Zimno, zimno, ciepło, nie wiadomo w co się ubrać.

Ale dlaczego odnotowuję?

A! Już pamiętam. Odruch obserwacji, pragnienie bycia w porze roku jaka jest dana w każdym dniu zostało z czasów, gdy wśród mgły pracoholizmu przyszło do mnie marzenie: przez rok siedzieć i patrzeć, jak rośnie trawa. Znalazłam sposób - przez rok codziennie notowałam jaka jest pogoda. Notowałam też sny.

Dzisiaj mam jeszcze, "Beauty Walk", spacer piękności, do zanotowania.

Skończyłam nareszcie artykuł i kilka nawisłych spraw. Ulga.
Zupa z soczewicy w greckiej knajpie, pyszna, chciałam poprosić o przepis. Myślę ilu ludzi włożyło kawałek swojej pracy, żebym ją mogła zjeść.
Sernik w cukierni słaby. Słodycze mi nie służą.
Ochota na espresso, nie piję kawy już prawie od tygodnia. Biała dieta, jak Papież.
W parku Bednarskiego przyciągają mnie drzewa iglaste. Sosny! No trudno, niech będę wariatką (przytulałam się do niektórych).
Na odludnej ścieżce ruch: rowery, psy, ludzie. Niech będę jeszcze większą wariatką: robię jedno ćwiczenie, w którym trzeba chodzić w różnych kierunkach. Ścieżka cierpienia i dźwigania krzyża, ścieżka zmysłowego bycia. Jak się połączy, wychodzi codzienność. Mam bunt.
Na suchej gałązce świerka jedna szyszka. Wiotkość. Dostrzegam owada: czerwiec polski, ten z którego robi się koszenilę, maleńki, aksamitnie czerwony, z subtelnymi nóżkami, całkowicie królewski. Myśl: muszę na Wawel!
Najkrótszą drogą na wzgórze i na dziedziniec: najpiękniejsze miejsce w Krakowie. Rozległość, a także włoskie proporcje oraz odcienie, mleczne i karmelowe, krużganków oraz kolumn leczą mnie ze wszystkich bolączek i schorzeń. To dobrze, bo miejsce przy czakramie jest zablokowane przez wyznawcę jego siły. Siedzi tam też drugi człowiek, wyzuty ze wszystkiego.

Przy wyjściu odkrycie: widzieliście zielone drzwi i czarny portyk Katedry? Kiedyś ludzie potrafili pięknie, czemu już nie potrafią? Bo powierzyli kwestię kątów prostych maszynom? Bo piękno w każdych czasach jest rzadkością?

***
Ubrań z balkonu nie zwiało i deszcz nie przyszedł.


Chłopcy z Cavy

Chłopcy z Cavy mają po dwadzieścia parę lat, zadbane brody i jasne oczy, którymi patrzą w ciemnogranitowy kontuar. Oczy te same od czterech lat, odkąd się tutaj sprowadziłam, teraz może odrobinę głębsze. Czasem tymi oczami cię omiotą, kiedy spieszą uprzedzić życzenie - wypięcia laptopa z gniazdka z barem, czy uprzątnięcia filiżanki po espresso. Wtedy wiesz, że widzą twoją duszę w fusach na dnie. Wiesz również, że skończyli filmoznawstwo, albo religioznawstwo, albo filozofię, że wiecznie robią doktorat. Wiesz, że kasa barmańska jest łatwa, a ich nie stać, żeby pójść do szkoły i zostać psychoterapeutą albo innym Kieślowskim. Zatem patrzą, sprzątają okruchy, czasem coś powiedzą, jak: Nie wzięła pani portfela? Nie szkodzi, zapłaci pani następnym razem.

My tu panią znamy.

Jak ich nie kochać?

Chłopcy z Cavy zasługują na księgę cudownej, poetyckiej prozy. Mogę im dać te kilka krzywych zdań.

Co dziś przemawia, ale chyba nie do mnie?!

"Nadchodzi czas, kiedy stare dusze już nie mogą ukrywać kim naprawdę są, tylko po to, żeby uspokoić kolektywną iluzję i oczekiwania najbliższych. Pomniejszanie tego, kim jesteśmy w prawdzie więcej nie może być akceptowalną posługą wobec ludzkości i naszej planety. Kiedy sobie przypomnimy... sygnał trąbki, Wielkie Wezwanie, już nie będzie uciszony".
Saskia Waheina

A tymczasem w codzienności - co do sygnałów, czy też znaków, czy też zbiegów okoliczności - akurat tego jednego dnia, kiedy nie pracowałam w domu, bo realizowałam zlecenie na drugim końcu Polski, pękł wężyk od spłuczki i w krótkim czasie uwolnił wielką ilość wody, która zatopiła mieszkanie sąsiadki z dołu.

Starsza pani została zmuszona do generalnego remontu, w tym do: wyrzucenia wersalki, stert czasopism, oderwania boazerii i paneli z sufitu, suszenia kuponów lnu i elanolnu, z których można było zrobić obrusik, zasłony, hafty... Sąsiadka o tych lnach mówi "nowe", wiecie, jej mama miała dojścia. Cała ta starannie posegregowana spuścizna PRL-u została rozmoczona na pulpę.

Wczoraj, sama przytłoczona załatwieniami i niepokojem czy polisa obejmuje, nie miałam siły słuchać skarg. Dzisiaj porywy wiatru dwa razy zwiewały suszące się rzeczy na jej balkon. No dobrze. Znalazłam w sercu trochę miejsca na cierpliwość. Zrozumiałam jak trudno się rozstać z tym, co przeminęło, a trwa pod pozorem trwałości rzeczy.

I wiem już skąd się biorą części bielizny na ulicy. Jedną wiatr zabrał z mojego balkonu, zniknęła zanim zdążyłam wysłuchać sąsiadkę.

Woda, powietrze, ogień też już się pojawił - kiedy parę dni temu niechcący przykryłam lampę poduszką. Czekam na mikrotrzęsienie ziemi :)

Co dziś do mnie przemawia

"Musimy dać historiom naszych niepowodzeń dom. To ciągłe szukanie nowego otwarcia, zamykanie oczu i unikanie bólu, tylko zmienia urazy w wygnańców. Depczą nam po piętach i przenikają tło każdej nowej miłości. Stają się głębokim, uporczywym bólem, który bezgłośnie wyje mantrę nie-przynależności. Musimy o nich pamiętać i mieć gotowość ich nazywania".

Toko-pa Turner

...
...
Albo nawet lepiej tu ...
I tu. 

(jeszcze nie) koniec lata



Koniec sierpnia
daje niespodziewane:
upalne dni
balsamiczne noce.

W tym roku nie martwimy się globalnym ociepleniem.
Korzystamy z okazji,
żeby chodzić półnago po mieście.

Podejrzewamy, że niektóre osoby obu płci z grup wiekowych:
młodsza
starsza
średnia
mogą patrzeć krytycznie. Nie szkodzi.
Nie możemy tym ludziom pomóc,
zatem nimi również się nie martwimy.

Co dziś do mnie przemawia

"Musimy pamiętać, że żeńska zasada pracuje w sposób nielinearny. Zatem, podczas gdy wiele osób niecierpliwie szuka wyniku, jasnej odpowiedzi na njuejdżowych czeklistach i w słownikach snów, rzadko znajdują oni wyjaśnienie, które przechodzi próbę czasu. Dzieje się tak, ponieważ mamy do czynienia z pracą większego ducha, której nigdy nie bylibyśmy w stanie włączyć do życia na raz, w całości. Musimy podążać szlakiem tajemniczym i melodyjnym, który wabi nas głębiej w nieznane, umacniając zaufanie, które daje nam oparcie, jak rodzic. Któregoś dnia, czasem wiele lat później, w końcu przychodzi zrozumienie jaki jest finał symfonii".

Toko-pa Turner

Pocotorobie

Kolega skonstruował ciekawe - i ładne - narzędzie, które pozwala dowiedzieć się trochę więcej o tym co się kryje na uzależnieniami. I tendencjami do uzależnień, które każdy ma co najmniej dwie, nie oszukujmy się :) W perspektywie mojej dyscypliny, czyli psychologii zorientowanej na proces, pierwsza tendencja pomaga mi być taką, jaką chciałabym się widzieć (w moim przypadku jest to kawa dla pracusia), a druga pozwala choć na niby doświadczyć tego, czego uważam, że - mniej lub bardziej - lecz mi nie wolno (słodycze dla tej, która tęskni za dolce vita, ale ma głęboko w siebie wpisane przekonana, że kto nie pracuje ten nie je, a bez pracy w ogóle to nie ma kołaczy, więc jedyną opcją dostępną na padole łez harówa).

Jeśli ktoś ciekaw, KLIK TU do ankiety: www.pocotorobie.pl

Jedna i pół dekady później

Nostalgia. Co ja robiłam w latach 90.? I później?

Niech zajrzę do CV... No tak, pierwszą poważną pracę zaczęłam w roku 2000. To wyjaśnia, dlaczego w ogóle nie pamiętam dekady. Nie było to życie przeżywane, ale funkcjonowanie, zatem nie mogłam zapamiętać. Praca, praca, pracoholizm, konieczności egzystencjalne, śluby, rozwody.

Wielki powrót do lat 90. w mojej nostalgii to wycieczka do czasów: studia, praca, praca, wreszcie stypendium, trochę oddechu, próba zrobienia czegoś, poza pieniędzmi. Ciut się pożyło, najwyraźniej za mało.

Czy ktoś z Państwa uwierzy, że ledwie parę tygodni temu obejrzałam "Dzień świstaka", filmowe zjawisko z początku dekady. A dzisiaj, coś z końca. Rok 1999, "Być jak John Malkovich" bliskiego mojej wrażliwości duetu Charlie Kaufman, scenarzysta i Spike Jonze, reżyser.

Po obejrzeniu "Niebezpiecznych związków" byłam zafascynowana Johnem Malkovichem, aktorem. Masa ludzi w tamtym czasie była. Dlaczego DVD z dziełem wieńczącym i wywracającym fascynację na nice przeleżało w mojej szufladzie przez pół dekady? Cienki żarcik: tajemnice ludzkiego mózgu są niezgłębione (ha ha).

Dla tej  jednej sceny KLIK TU mógłby powstać cały film. Ciekawe, czy wyjęta z kontekstu też może wydać się genialna? Kunsztu scenariusza i reżyserii raczej nie oddaje, ale kunszt aktorski - chyba tak?

"Malkovich, Malkovich?"

Reminiscencje: lubiłam kolor różowy i wiatr na skórze

Niektóre zmiany robi się szybko: decyzja, ciach.


Inne wymagają dużo czasu i cierpliwości. Banał, ale weź to, człowieku, zrób :)



Drugie piękne zdjęcie - współczesne - powstało dzięki uprzejmości utalentowanej przyjaciółki :)
Nie mogłam się przestać do niej uśmiechać www.trebert.pl