Łabędzi lek

Łabędzie chyba na dobre zamieszkały w mojej okolicy. Albo są na wakacjach? W sobotę oglądałam lądowanie synchroniczne dwójki z mostu koło hotelu, podczas kiedy trzeci osobnik pomiędzy nimi wykonywał elegancki wślizg pod most. Zachwyt. W wolnych chwilach orają sobie rzekę łapami z gracją i symetrią, gdyż jest to niezbędne dla przetrwania gatunku? Hmmm...

Tymczasem, co ja czytam: praktyki duchowe Indian Dakota.


"To walk in beauty", "chodzić w piękności" oznacza pójście w harmonii ze wszystkimi rzeczami, nie tylko w fizycznym ruchu, lecz również w uczuciach i w naszej dzikiej naturze, w naszym rdzeniu. W harmonii z ludźmi, przedmiotami, zwierzętami - z życiem. 
Kiedy wyjdziemy z postrzegania życia z pozycji ofiary (to co złe przytrafia mi się) lub z pozycji osądu (to jest świetne, a tamto beznadziejne) i zaczniemy patrzeć na świat z pozycji ciekawości i pragnienia, by rozeznać prawdę, wtedy "chodzimy w piękności". Żyjemy prawdziwie, zgodnie z podpowiedziami duszy.

"Beauty raport", "raport piękności" wydarza się, kiedy widzimy lub doświadczamy czegoś, co tańczy w naszym sercu.

"Sweet Medicine", "słodkie lekarstwo", jest wzajemnym oddziaływaniem świata zwierząt i ludzi, które uczy nas o miłości, połączeniu serc i związkach - czyli o aspektach "chodzenia w piękności".

Zatem mój zeszłotydgodniowy wieczorny koan z łabędziami byłby Chodzeniem w Piękności. No przecież.


Koan na dziś

Wczoraj wracałam wieczorem, z podniebieniem miękkim przyjemnie ożywionym moją własną nutą.

Na Dębnikach, gdzie uczę się śpiewać, postburżuazyjne domy mają mniej świateł, przez co paru najjaśniejszym gwiazdom udało się przebić na niebie. Nieczęsty widok w mieście smoka, zimą zipiącym pod czapką smogu. Czy do tego widoku się dorasta? Może tak, może nie. W każdym razie młodszej koleżance, z którą wracałam, wydawał się być obojętny.
Obojętny był też dla niej obraz łabędzia szybującego nad Rondem Grunwaldzkim i Centrum Konferencyjnym, nowocześnie wybujałym na placyku, gdzie onegdaj latem stawał diabelski młyn.
Nie szkodzi. Na rondzie byłam przecież ja, z sercem na przestrzał zadziwionym i przejętym. Gdzie białego ptaka gna po nocy??
Przy bulwarze koło Mostu Piłsudskiego, już samojedną, trafił mnie obraz trzeci: cztery białe ptaki  suną niespiesznie ciemną rzeką. Nie przestraszyły się, kiedy zbliżyłam się do wody, przeciwnie, jeden podpłynął do ręki, pewnie w nadziei na bułki. Bułek nie było, ale on został, kołysał się - jakby znacząco czy pytająco - na przejrzystej ciemności. Nie znam łabędzich kodów i odczułam ten brak. Gdy w końcu ruszyłam nabrzeżem do domu ptak przewodnik podpłynął za mną jeszcze kawałek, a potem podążyły w swoją stronę,


Bez odrobiny finezji przejdę do chwalenia się. Proszę państwa, oto marketing lat dwutysięcznych, czyli ja i inne kobiety - nie zawodowe modelki - w sesji "Miejska szamanka" mającej prezentować kołnierze Baboska, made in Cracov.
Inne piękne zdjęcia i akcesoria Baboshka można pooglądać TU.
Fotografka KLIK TU
Kamyki, patyki i ptaszki z mojej osobistej kolekcji :) Reszta dzisiaj jest koanem.

Słowo na niedzielę: ołtarze

"Gniew jest nieprzyjemnym uczuciem. Jest jak wielki płomień, który spala naszą samokontrolę i sprawia, ze mówimy i robimy rzeczy, których później żałujemy. Kiedy ktoś jest gniewny, jasno widzimy, że przebywa w piekle. Gniew i nienawiść to materiały, które tworzą piekło. Umysł bez gniewu jest chłodny, świeży i przytomny. Brak gniewu jest podstawą prawdziwego szczęścia, podstawą miłości i współczucia.

Gdy jesteśmy gniewni, gniew jest naszym ja. Tłumienie lub pozbywanie się gniewu jest tłumieniem i pozbywaniem się siebie. Gdy jesteśmy radośni, jesteśmy radością. Gdy jesteśmy gniewni, jesteśmy gniewem. Gdy rodzi się w nas gniew, możemy być świadomi, że jest w nas energia gniewu, możemy przyjąć tę energię, by ją przekształcić w inny rodzaj energii".


–Thich Nhat Hanh, z książki “Spokój to każdy z nas"