Łabędzi lek

Łabędzie chyba na dobre zamieszkały w mojej okolicy. Albo są na wakacjach? W sobotę oglądałam lądowanie synchroniczne dwójki z mostu koło hotelu, podczas kiedy trzeci osobnik pomiędzy nimi wykonywał elegancki wślizg pod most. Zachwyt. W wolnych chwilach orają sobie rzekę łapami z gracją i symetrią, gdyż jest to niezbędne dla przetrwania gatunku? Hmmm...

Tymczasem, co ja czytam: praktyki duchowe Indian Dakota.


"To walk in beauty", "chodzić w piękności" oznacza pójście w harmonii ze wszystkimi rzeczami, nie tylko w fizycznym ruchu, lecz również w uczuciach i w naszej dzikiej naturze, w naszym rdzeniu. W harmonii z ludźmi, przedmiotami, zwierzętami - z życiem. 
Kiedy wyjdziemy z postrzegania życia z pozycji ofiary (to co złe przytrafia mi się) lub z pozycji osądu (to jest świetne, a tamto beznadziejne) i zaczniemy patrzeć na świat z pozycji ciekawości i pragnienia, by rozeznać prawdę, wtedy "chodzimy w piękności". Żyjemy prawdziwie, zgodnie z podpowiedziami duszy.

"Beauty raport", "raport piękności" wydarza się, kiedy widzimy lub doświadczamy czegoś, co tańczy w naszym sercu.

"Sweet Medicine", "słodkie lekarstwo", jest wzajemnym oddziaływaniem świata zwierząt i ludzi, które uczy nas o miłości, połączeniu serc i związkach - czyli o aspektach "chodzenia w piękności".

Zatem mój zeszłotydgodniowy wieczorny koan z łabędziami byłby Chodzeniem w Piękności. No przecież.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz