Dar popiołu

Znacie bajki z pleców?
Szuka się na plecach drugiej osoby miejsca, które przyciąga dłonie. A potem czeka się, aż z tego miejsca wysnuje się opowieść. Ważne, żeby nie wymyślać z głowy, ale poczekać na obraz, poczucie, słowa, które przyjdą przez dłonie na plecach.

Z moich pleców dostałam kiedyś następującą opowieść.

*****
Sucha, sypka substancja. To popiół! Pokryta jest nim cała dolina. Kiedy badam suchość popiołu rękami, pojawia się obraz świątyni. Jest cała ze złota, odlana w jednym kawałku. Mogę zajrzeć przez drzwi, zobaczyć ołtarz, ściany, wspaniałe figury. Nie wiem jaką technologią ją wykonano, wygląda na kosmiczną. Widzę też, że świątynia została spalona nieznaną siłą, ogromną.

Spalona po to, żeby popioły użyźniły cały wielki teren doliny.

*****

Medycyna przednowoczesna dobrze zna leczącą moc opowieści i symbolu. Nasze serca i dusze jakimś sposobem rozumieją ten język, nawet jeżeli prostolinijny, logiczny umysł wszystkiemu zaprzecza. Parę lat temu, gdy miałam ból w klatce piersiowej, poszłam do kardiologa. Zastosował opowieść, uspokajającą jak pierwsza pomoc: " Serce w porządku, to tylko nerwoból". I proszę, choć oficjalnie jest to zbagatelizowane, współcześni lekarze też czasem leczą słowem. W każdym razie: gdy niedawno znowu mnie odwiedził ognisty ból w sercu, obraz świątyni w ogniu stał się dla mnie balsamem, głębiej leczącym, bo nadającym sens trudnemu doświadczeniu.

Teraz biorę z tej opowieści drugi leczący symbol: popiół. Zauważyliście, jak fantastyczną jest substancją? Co się mogło wypalić w dostępnym nam ogniu, wypaliło się, została niepalna szarość i miękkość, która może użyźnić glebę dla nowych ziaren. Albo - jak się dowiaduję - w japońskiej tradycji chroni przed temperaturą rozżarzonego węgla drzewnego, dzięki czemu krople żywicy mogą we właściwy sposób uwalniać aromat i stać się kadzidłem.

To jest mój czas popiołu, uczę się jak przeżywać smutek. Podobno w naszym kręgu kulturowym ludzie w przejściu pomiędzy starym życiem a nowym, w żałobach i po stratach, dosłownie jakiś czas spędzali w popiołach.

My w tej kulturze mamy skłonności do mylenia sfery symbolicznej z dosłowną, a dosłownej z symboliczną - i stąd może nasz pęd, by szukać spełnienia potrzeb niematerialnych w przedmiotach?
Można palić rzeczy i popiół tworzyć, w popiele się nurzać fizycznie, nad popiołem medytować, o popiele opowiadać bajki, popioły rozsypywać, dla popiołu śpiewać. Chyba każdy sam musi poszukać właściwej proporcji między materią a symbolem - znaleźć swój leczący punkt styczny.

4 komentarze:

  1. 1. Kiedyś kiedyś, dwoje ludzi pokochało się. Nie była to miłość, na której można budować. Służyła ona jedynie do tego by spłonąć w niej, więc spłonęli. Są takie uczucia, z których nie może powstać więź na długie lata ani wspólna codzienność ani rodzina. Nie można do niczego dążyć ani niczego planować. Zostaje popiół, o którym teraz z zachwytem czytam u Ciebie. Tak mi się zdarzyło i było początkiem nowego życia.
    2. Kilka lat temu jedna z moich kóz zachorowała ciężko na zapalenie opon mózgowych.Weterynarz jakimś cudem ją uratował od śmierci, ale nie udało mu się jej przywrócić do życia. Odłączyła się od stada i samotnie snuła się jak zombi. Któregoś dnia znalazła krąg ogniskowy wypełniony popiołem. Kładła się w nim codziennie przez wiele dni, a my przychodziliśmy patrzeć na nią. Popiół wyleczył ją całkowicie. Wróciła do życia i do stada. Następnego roku urodziła koziołka o imieniu Gutek-Film.

    Dziękuję Ci za opowieść o plecach. Nigdy o tym nie słyszałam. Coś cudownego!

    OdpowiedzUsuń
  2. M. dziękuję za jedną opowieść i za drugą :) Obydwie leczą, a niesamowita przypowieść o kozie dodatkowo mi uwidacznia, że symbol może wskazywać też drogę w drugą stronę - w sensie, że potrzebny jest kontakt z daną fizyczną materią!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeeej, i ja dziękuję za niezwykłą opowieść o plecach! Pierwszy raz o czymś takim słyszę...
    I czytając Twoją historię przychodzi mi do głowy myśl -
    "Najciemniej jest tuż przed wschodem słońca"...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jyoti, zaglądam do Ciebie z ogromną przyjemnością, tak miło Cię widzieć tu :) No nie ma wyjścia w takim razie, trzeba spróbować i sprawdzić na kimś zaufanym, czy te plecy gadają, czy nie :)

    I za tą myśl dziękuję, coś mi mówi, że tak jest...

    OdpowiedzUsuń