Dżdżownica na śniegu

Na początku lutego, kiedy w końcu zima przyszła, ciepła i spóźniona, ale jednak, K. zadzwoniła, że widziała dżdżownicę. Pełzła sobie w piękności po śniegu - dżdżownica, nie K. - może nawet nie mniej niż ludzki świadek zadziwiona?

Pogrzebałam w maminych PRL-owskich atłaskach, kordonkach i mulinach, i tak oto powstała Jej Okazałość, na bogato, aż z trzema pierścieniami.
Mój ulubiony detal: misterność formy kupy dżdżownicy ujęta w misterność splotu trzech rodzajów włóczki, co rzecz jasna, jest również nawiązaniem do potrójności pierścienia:













Tak to tak, totemy.

2 komentarze: