Na tropie nastych: geometria

No dobrze. A więc zagrzebałam się na jakiś czas w popiołach.
Zatem w międzyczasie moda się zmieniła, może nawet świat się zmienił?
To teraz chodzę i rozglądam się, co mi się nie podoba.
Tu gorzko zamilczę na temat megaton jednorazowych ciuchów z plastiku
oraz innych grzechów przemysłu odzieżowego - i jego konsumentów.

I patrzę co mi się podoba: motywy geometryczne.

Te wszystkie mniej lub bardziej regularne, nieregularne siatki, nadruki, wydruki 3D.
Pierwsza moja interpretacja tego trendu przynależy do kolekcji ręcznie robionych drewnianych utensyliów do kuchni. Trudno już nazwać je wiejskimi, ale sentyment mam. Niektóre są tylko ociosane siekierką i przeszlifowane, co właśnie daje tę interesującą mnie geometrię - w tym wypadku cudnie krzywą.


Wcześniej miałam już jedną ciosaną łyżkę, ale ta zadecydowała o rozpoczęciu kolekcji - odnaleziona na targu bożonarodzeniowym, wśród masy góralskich wyrobów mechanicznie szlifowanych na gładko. Każda łyżka to odrębna historia, te historie zostawiam wyobraźni Szanownych Państwa.
Kolekcja pozuje na elemencie innej mojej kolekcji, a mianowicie na ścierce lnianej second hand (bawełniane też przyjmuję). Ściera wygląda jakby pochodziła ze szwedzkiego promu klasy lux, taki wielki ma gabaryt.


Można mnie obdarowywać pięknymi okazami :)




Drugą interpretację geo trendu wypatrzyłam wśród staroci na Placu Nowym na Kazimierzu - w jeden z tych pierwszych, cudownych, słonecznych dni wiosennych. Nie znam się na tworzywach sztucznych, na starej biżuterii też nie, z tego co wiem, to może być bakelit z lat 30.? 40? 50? 60? - ubiegłego stulecia, rzecz jasna. Przyjemne tworzywo, miodowy kolor i bardzo przyjemny geometryczny wzór - przy bliższym poznaniu też delikatnie krzywawy.




2 komentarze:

  1. zatem trzeba coś zgotować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Twardowski, ale wie Pan, nie tak całkiem dosłownie ;) :*

    OdpowiedzUsuń