Dar Birkenau, albo przeżyj to


Przed wejściem na teren byłego obozu w Birkenau, Brzezince, rośnie jedna brzoza, wielka, płacząca, piękna.

***

Nie pytajcie jak, był to jeden z tych niespodziewanych zwrotów akcji, barwnych zakrętów, na które czekam i które zazwyczaj przyjmuję z uwielbieniem. Ale to...

Poniedziałek, wejście dla ekip technicznych, barak najciężej chorych, wykorzystywany, kiedy komory były przeciążone... Podobno teren wybrany specjalnie, jego wilgotną, wietrzną i ponurą płaskość. Zimno, wiatr, mewy (?) na trawie przed barakiem.

Trudno uwierzyć, a jednak to fakty. Ktoś taki koszmar wymyślił, a ktoś zrealizował, odcisnął w materii, wtłoczył w koszmar ludzkie istnienia w liczbie niewyobrażalnej. No ciężar, straszny, przytłaczający. Ciężar bycia człowiekiem: oto takie rzeczy robimy też... Wzięłam wagę tego na kilka godzin, bo chciałam, bo się nie boję, bo wiem jak umieć.

Choć w pierwszej chwili nie wiedziałam, zupełnie, co. Jak to się robi???

Mam akurat trening psychologii procesu, to jest przydatne, kiedy nie wiadomo.
Rozpoznać to, co prowadzi, pójść za tym, szczególnie tam, gdzie jest bariera "nie umiem", "nie wolno".

W baraku chciało mi się śpiewać, choć na terenie obozu śpiewać nie wolno. Międzynarodowe pieśni nie poddawania się do mnie przychodziły, nie wiadomo skąd. "Ciało Johna Browna gnije w grobie, a jego dusza maszeruje dalej", "hej kto Polak na bagnety... kto przeżyje wolnym będzie, kto umiera wolnym już", itd.

Poszłam do księgarni w zasadzie z myślą, żeby na chwilę uniknąć wiatru i zimna, ogrzać się... Tymczasem przemówiły do mnie obrazy, historie okropności, w kilku językach, opowiedziane z każdej możliwej perspektywy. Prawie z każdej - wyznanie SS-mana nie wpadło mi w ręce.

Kiedy serce mi już pękało, wróciłam na teren obozu. Część bez baraków - jeśli pamiętacie - przecina ceglasta droga, wzdłuż której biegną dwa rzędy drutów kolczastych - jeśli pamiętacie. Zwiedzający tam nie chodzą, więc skierowałam się w tę stronę. Dostałam scenografię, przepiękne oświetlenie: wiatr gwałtownie gonił chmury po niebie i po drodze przepędzał to cienie, to ostre światło. Szłam między drutami w tym wietrze łzy i polały mi się ciurkiem, i zaczęłam zawodzić, jęczeć prosto z serca. Jak fachowa płaczka.




Zawodziłam, łzy płynęły, pozwalałam, żeby płynął też żal, przez serce, ramiona, brzuch, stawy biodrowe, kolana, stopy. Szczególna ulga, pozwolić na przepływ, pozwolić, żeby żal mnie odmieniał na swój tajemniczy, biochemiczny sposób. Do końca ceglanej drogi. I z powrotem. W połowie powrotu poczułam, że potrzebuję być bliżej ziemi, uklękłam.

No tak. Zawodowa wariatka. Co mogę powiedzieć... Robiłam co było trzeba, delikatnie, może dziesięć procent tego, co chciało się wyrazić przez moje ciało, głos, uczucia.

Usiadłam, dotknęłam ziemi. I wtedy zobaczyłam wyraźnie: mrówkę, drobniutkie białe kwiatki wczepione w ceglasty pył. Poczułam, że ziemia jest, niebo jest, są jaskółki i trawa, a nasze ludzkie sprawy nie aż takie ważne. Sami między sobą musimy pozałatwiać sprawy, to nie są kwestie do wtrącania się Boga.

Żalu jest tam morze, ocean. Kto może, chce, potrafi przeżywać, temu warto trochę wziąć, ponieść kawałek, dla własnego dobra. Wzięłam, przeżyłam, ile mogłam, ile było właściwe dla mnie w tamtym momencie. W zamian dostałam coś pięknego: ciało, jakby oczyszczone, i głębokie poczucie w tym ciele dlaczego cenne jest to, o co oni tak straszliwie walczyli w Auschwitz.

Cenne jest żyć, być z duszą w tym ciele, jak człowiek. Jeść, pić, kochać się, płakać, tańczyć, śmiać, sikać, śpiewać.

I jeszcze coś, ale na razie nie umiem wypowiedzieć.

***
PS: Moim skromnym zdaniem, opiekunowie terenu powinni porzucić konserwację i pozwolić na leczenie miejsca przez przepływ życia. Niech te potworne baraki rozpadną się w gruzy w naturalnym tempie, a teren niech powróci we władanie mrówek i brzóz. Birkenau, Brzezinka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz