Lektury z dzieciństwa

Mam to szczęście. W rodzinnym domu jest tyle miejsca, że ciągle może tam być pokój, który jest mój. Czyli w nim stare pamiątki, ubrania - i przede wszystkim książki, te, które przetrwały kolejne weryfikacje i czystki dorastania.

W czasie ostatniego wielkanocnego pobytu wpadłam na chwilę do paru lektur, które w swoim czasie rozczytywane były na dziesiątą stronę. Niektóre - stwierdzam patrząc z dzisiaj - przedstawiają okropne wizje i interpretacje świata.

Ale nie mikro wyborek z "Baśni z tysiąca i jednej nocy". Nad tymi paroma baśniami się popłakałam, tak piękne postacie kobiet są w bliskowschodnich opowieściach i tak potrzebne dla mnie teraz nauki.

"Alibaba i czterdziesty rozbójników". W wersji, którą ja mam, całą brudną robotę odwala niewolnica Morgana. To ona tuszuje krwawe porachunki, żywcem gotuje w olej czterdziestu rozbójników i zasztyletowuje herszta. Alibaba ogranicza się jedynie do przeniesienia złota z jaskini i ożenku z bogatą bratową. No ale jest niewolnicą, całą swoją bystrość, energię, intuicję i powab zużywa dla dobra domostwa właściciela.
Lekcja 1: przestać być niewolnicą.


Baśń "O gadającym ptaku, śpiewającym drzewie i złotym źródle" zawiera lekcje dwie.
W pierwszej części sułtan w przebraniu podsłuchuje przekomarzanki trzech bardzo biednych sióstr i uwiedziony ich radością spełnia ich życzenia: najstarszej daje za męża swojego piekarza, średniej - kucharza, a najmłodszą sam bierze za żonę. Siostry są zazdrosne, w miejsce noworodków podrzucają sułtanowej rok po roku zdechłe zwierzęta. Za trzecim razem sułtan wtrąca żonę do lochu.

Lekcja 2: ktoś, kto ma małe aspiracje, nastawione jedynie na zaspokojenie głodu, będzie zazdrosny o tego, kto ma jakieś inne pragnienia.
 Mogę też tak patrzeć na różne dążenia we mnie - jest część mnie, która chce mieć tylko spokój i pełny talerz. Coś więcej w życiu? Ależ to wymaga wysiłku, czego wy w ogóle ode mnie chcecie?! :)


W drugiej części baśni, dzieci oczywiście  zostają wyłowione ze strumienia rok po roku, zaopiekowane przez kochające, a bezdzietne małżeństwo, sułtańskiego ogrodnika z małżonką. Dwóch chłopców i dziewczynka rosną pięknie, następują koleje losu, i dorosła już trójka zamieszkuje w przeuroczym domu z ogrodem poza obrębem pałacu. Gdzie któregoś dnia siostrę odwiedza stara kobieta o młodym spojrzeniu i zadziwiająco żywych ruchach i mówi jej, że rodzeństwo powinno sobie sprawić gadającego ptaka, śpiewające źródło - po czym znika. W dziewczynie budzi się pragnienie, by te rzeczy mieć. Idzie starszy brat, nie wraca, to samo średni, wreszcie pragnąca wybiera się sama i - dzięki przymiotom ducha, umysłu i osobowości - upragnione rzeczy zdobywa. Przy okazji ratuje zaczarowanych braci i rzesze śmiałków, którym się wcześniej nie powiodło. 

Dzięki przymiotom osobistym, w połączeniu z urokami śpiewającego drzewa i złotego źródła - a w szczególności dzięki wiedzy i mądrości gadającego ptaka - rodzina się jednoczy, nieszczęsną matkę wydobywają wydobywają z lochu i odchuchują, złe siostry giną. Happy end. Ale nie o to chodzi.
Lekcja 3: jeśli wiem, czego głęboko pragnę - w tym specjalnym miejscu w sobie - i decyduję się pójść za tym pragnieniem, pragnienie to zaczyna działać jak magiczna różdżka. 
Nagle zaczynam mieć ochotę wstawać rano, wiem co mam robić, a kłopoty stają się przygodami, naukami w podróży bohatera.  Zupełnie inaczej odbieram życie z miejsca strachu: "oj co to będzie, znowu się oberwie i będzie ból, i wszyscy powiedzą, i w ogóle ktoś mi musi pozwolić, namaścić, nominować!". A inaczej z miejsca: "wiem czego pragnę, decyduję się realizować pragnienie, pozwalam mu się prowadzić i na to pożytkuję energię i talenty. Wiem, co mnie rozświetla - jak baśniowe złote źródło - i robię to, nie angażuje się w rzeczy, które mnie gaszą". Z tego punktu widzenia na zorganizowanie środków do życia i dochodu patrzy się zupełnie inaczej. Będziemy się uczyć.


Jest kilka rzeczy, które mnie rozświetlają, w tym momencie szczególniej śpiewanie. Od lat mam pragnienie, żeby móc swobodnie wydawać głos śpiewający publicznie. W zeszłym tygodniu zrobiłam kolejny krok w kierunku i zapisałam się do chóru :D :D :D Bardzo, bardzo amatorskiego, co jest dla mnie idealne, bo mogę ćwiczyć każdą nutę do upadłego. 

Śpiewające drzewo już prawie mam, kilka lat nauki, prób, i będzie. Czas udać się w podróż w poszukiwaniu gadającego ptaka. 


***
A tu jedna matka bardzo dobrze pisze jak jej córka uczy się znajdować własną drogę. 
O to to, Dzienniku Frazeologiczny ! KLIK TUTAJ 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz